Podsumowanie 2011 roku
Ostatnia aktualizacja: luty 2021
NAJLEPSZE FILMY ROKU
Miejsce #1: Koń turyński ("A torinói ló") Drama
Jedna z teorii mówi, że Koń… przedstawia koniec świata na zasadzie odwrotnego początku, czyli odejmowane są po kolei rzeczy, które chrześcijański Bóg stworzył (pierwszego dnia stworzył światło i oddzielił je od ciemności – itd.). Dla mnie Koń… jest nieistniejącym epilogiem mojej ulubionej książki i przedstawia koniec pewnego rodzaju ludzi. Robi to w bezlitosny sposób, hipnotyzujący i fascynujący, nie pozwala oderwać wzroku i urzeka pięknem technicznym oraz grozą świata przedstawionego. Wyjście do studni po wodę w tym filmie jest autentycznym przeżyciem. Ten film jest przeżyciem. Wstrząsającym, ale też sprawiedliwym.
Miejsce #2: Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II ("Deathly Hallows: P2") Adventure
Frajdy ciąg dalszy. Atrakcja za atrakcją, jeszcze raz mogłem dokończyć tę wspaniałą przygodę, a jej wizualna wersja jest jeszcze lepsza od pierwowzoru literackiego. Ulubione momenty mogę wymieniać i wymieniać, podoba mi się każda lokacja i każdy efekt specjalny, każdy dodatek i każda zmiana względem książki. A sam film lubię za to, za co lubię Harry’ego Pottera jako serię. Ostatni film reprezentuje wszystko, co stoi za tą historią, a na koniec zostaje tylko uczucie głębokiej wygranej. Wciąż to część jakiegoś większego doświadczenia (wykraczającego raczej poza filmy), a Koń… jest samodzielnym utworem, dlatego ustawiam te tytuły w takiej właśnie kolejności.
Miejsce #3: Super 8 (Adventure)
Niebywała przygoda, którą jednak trzeba oglądać jako opowieść o godzeniu się ze stratą. Wiele rzeczy dzieje się na ekranie i niektóre mogą wydawać się istotniejsze – w taki sam sposób, jak Szczęki nie były filmem o polowaniu na rekina (tylko o tym, jak takie polowanie zmienia człowieka), tak Super 8 nie jest o rozwiązaniu tajemnicy czy zmierzeniu się z zagrożeniem, ale o tym, co z tym zrobimy. I nie jest to osiągnięte na ekranie tak dobrze, jakby mogło być, widzowie wciąż podchodzą do tytułu z innymi oczekiwaniami i potem czują się zawiedzeni. Dlatego też przy okazji polecenia trzeba zawsze pomagać nowym widzom i mówić im, jak powinni odczytywać ten obraz, co jest absurdem. Insygnia śmierci pomimo zmian i nowości są odczytywane tak, jak reżyser chciał, by je odczytywać. Z tego powodu Super 8 stawiam niżej, ale oba tytuły sprawiają mi podobną frajdę. Tytuł Abramsa jest pełny energii, wciągający, a scena na dworcu wciąż wywołuje u mnie dreszcze. Aż chce się oglądać, a OSIEM lat od premiery ma on wciąż taką samą siłę, co wtedy.
Miejsce #4: Elena (Drama)
Obejrzyjcie ten film i odkryjcie go samodzielnie. Jest zadziwiająco konkretny i dzisiejszy, jednocześnie odwołując się do czegoś, co już kiedyś zrobiono, ale w świeży, lekko poetycki sposób. Odnosi się do konkretnych i istotnych kwestii, które są w dzisiejszym świecie zapewne bardzo aktualne, a jednocześnie istniały od bardzo dawna. „Ich nie można uratować, skoro tego nie chcą. Nawet poświęcając w ich imieniu wszystko, co ma drugi człowiek” Plus wspaniały punkt kulminacyjny, który robi duże wrażenie za pomocą małych słów.
Miejsce #5: Wszyscy wygrywają ("Win Win") Drama
Satysfakcjonujący. To dobre określenie tego filmu, który to podejmuje wiele tematów i nie jest łatwy w opowiedzeniu, chociaż u podstaw to dramat obyczajowy o rodzinie. Prosty, pozbawiony wielu słów, odznaczający się istotnymi postaciami, których zapamiętujemy, a wynik ich relacji jest dla nas ważny. Ten film daje radę stać się dla nas ważny.
Miejsce #6: Pół na pół ("50/50") Drama & Comedy
Film, który umie opowiadać o problemach (w tym wypadku: u bohatera w wieku 27 lat wykryto nowotwór). Mówimy tu o historii, w której cała dramaturgia jest scentralizowana – jest jedna główna postać, której osobisty problem oddziałuje na resztę postaci i tworzy kolejne problemy. Win Win to historia wielu ludzi i każdy ma swój problem, przez co jest jakaś intryga i kocioł, w którym to wszystko się miesza, przez co chciałbym tamten tytuł postawić wyżej. I przeczytajcie notatką obok, gdzie miałem więcej miejsca, żeby opowiedzieć o swoich wrażeniach z seansu Pół na pół. Jestem naprawdę zadowolony z tego tekstu.
Miejsce #7: Margaret (Drama)
A tutaj dla odmiany trudno nawet mówić o jakimś problemie lub czymś, co zostało przez niego zrodzone, bo to kino momentów nabierających znaczenia dopiero z szerszej perspektywy. A jako całość opowiada tak naprawdę o czymś tak ogólnym, jak dorastanie, więc naturalnie umieszczam ten tytuł niżej wyżej wymienionych. To naprawdę dobry tytuł opowiadający o ludziach uczących się słuchać nawzajem, jak i krytyka systemu, który tego właśnie nie uczy. Plus jedno z najlepszych zakończeń w historii, kiedy to – jeśli dobrze je rozumiem – bohaterki nauczyły się słyszeć ciszę.
Miejsce #8: Artysta ("The Artist") Romantic Comedy
To nie jest film niemy. To nowoczesny utwór stylizowany na niemy, zrealizowany z udziałem wszystkiego, co nauczyliśmy się o kinie przez ostatnie 100 lat. Scenariusz jest doskonały (może poza trzecim aktem) i nieustannie znajduje nowe sposoby, aby opowiedzieć o konflikcie ciszy i dźwięku. Dialogi są bezbłędna, miłość do kina jest tu silna. Ponadczasowy utwór o zmianie pokoleniowej, będący w stanie przyznać, że każda ze stron ma swoje zalety i nie należy o nich zapominać. A scena z wieszakiem – magiczna!
Miejsce #9: Drive (Neo-noir)
List miłośny Wesa Andersona do prowadzenia samochodu, ale w reżyserii Refna, rozgrywający się najprawdopodobniej w uniwersum Pozostawionych. Ten tytuł ma swoje problemy – dość napisać, że „film” w tym filmie znajduje się niemal przypadkiem i to dopiero pod sam jego koniec. To raczej nie jest film, który chce by go lubić za jedną, konkretną rzecz – Drive bardziej pozwala się lubić każdemu za coś innego, w innym stopniu. Na przykład za bycie w zasadzie kinem klasy B, ale wykonanym w piękny sposób. Nie ma tu wiele konkretów – to historia ludzi, którzy z bronią przy głowie muszą wybierać. I wybierają. To film o jeżdżeniu i robieniu tego, co właściwe. Ja lubię chyba za romantyzm – za to, że bohater zrobi dla ukochanej wszystko, ale równocześnie boi się, że ona zobaczy, do czego jest zdolny.
Miejsce #10: O północy w Paryżu ("Midnight at Paris") Low Fantasy
Kino fantazja, kino spełniające marzenia. Pisarz, który szuka inspiracji oraz odpowiedzi życiowych, odbywa podróż w czasie do swoich ulubionych czasów i przeżywa drobne przygody w postaci spotykania mentorów, którzy już nie żyją w jego czasach. Wydaje się, że to niewiele – i tak jest, ale to może znaczyć naprawdę dużo. Dla mnie tak właśnie tyle znaczy.
Miejsce #11: Mission: Impossible - Ghost Protocol (Action)
Doskonałe kino akcji, które dopilnowało, aby wszystko było dynamiczne, żeby bohaterowie byli cały czas w ruchu, a najlepiej biegli. Kino, które podobnie jak O północy w Paryżu, jest pewną fantazją i ma przede wszystkim sprawiać przyjemność, ale jednak nie widzę siebie oglądającego ten film w całości w najbliższej przyszłości. Raczej we fragmentach i to głównie z pierwszej połowy. Film Allena prędzej sobie powtórzę – stąd kolejność.
Miejsce #12: Jeden dzień ("One Day")
Ładny film o relacji dwóch ludzi. Klasyczna opowieść miłosna, w której chcemy, by im się udało, żeby byli razem długo i szczęśliwie. Opowieść trwa dwadzieścia lat i naprawdę przypadło mi do gustu pokazywanie nie tylko tego jednego, wyjątkowego dnia, ale też tego, co miało miejsce rok później. I dekadę później. Plus piękna scena na wzgórzu pod koniec filmu, gdzie przyszłość i teraźniejszość łączy się w jedno. Życiowy film, w ten lepszy sposób.
Miejsce #13: Epidemia strachu ("Contagion")
Zaskakujące, że ten tytuł mógł sobie śmiało poradzić jako filmowy esej, pozbawiony fabuły czy bohaterów. Niemniej, nadal świetnie opowiedziano o epidemii jako globalnym zagrożeniu. Pokazuje wszelkie problemy związane z tą sytuacją, jednocześnie tworząc złożoną narrację o ludziach w starciu z wirusem. Ludzie umierają, oszukują, panikują, walczą, starają się zachować spokój, płaczą, ryzykują… Wszyscy ludzie, od polityków po mieszkańców przedmieść. Dziewięć lat później sami zobaczyliśmy, że Sooderberghowi faktycznie udało się zaprezentować epidemię w pigułce. Szacunek!
Miejsce #14: Pearl Jam Twenty (Rockumentary)
Dokument o zespole, który mnie nie interesuje. Jest jednak zrealizowany tam, jak powinien – to nie tylko laurka dla muzyków albo prezent dla fanów, to opowieść o fenomenie kapeli. I może go zrozumieć; ucieszyć się, że oni istnieją – nawet jeśli ich muzyka nas nie interesuje. Dokument, który szanuję – i jestem zadowolony, że mogę go wyróżnić. Idealny tytuł na lokację zamykającą zestawienie najlepszych filmów roku.
Miejsce #15: Arirang
Film o człowieku żyjącym od kilku lat w samotności. Uznał, że donikąd go taki stan rzeczy nie zaprowadzi, więc zaczął prowadzić dialog sam ze sobą – jak doszło do tego, że ma depresję, dlaczego wybrał taki styl życia, co będzie dalej? Każdy może znaleźć w tym filmie coś dla siebie. Choćby banalne: „Jeśli masz problem z samym sobą, musisz o nim porozmawiać z samym sobą, bo tylko ty wiesz, co z tobą jest nie tak. Musisz do tego tylko dojść”.
Miejsce #16: Samsara
Zgranie obrazu z dźwiękiem jest tu fenomenalne, prawdopodobniej najlepsze, jakie w życie obejrzałem. Przez ponad 90 minut nie było ani jednej wpadki, atmosfera i tempo w pełni się zgadzało. Niezależnie, czy pokazywano akurat statyczny las lub tańczący tłum, skorzystano z pieśni, ambientu, muzyki klasycznej, elektronicznej – za każdym razem wszystko do siebie pasowało. Wielkie osiągnięcie, szczególnie że każda scena płynnie przechodzi w następną, bez zachwiania atmosfery, bez jednego zgrzytu. Można przy tym filmie naprawdę odpocząć.