Chang-dong Lee
„My characters are always waging a fight, but it’s a fight that comes both from outside and from within – a fight against injustice, prejudice, and problems linked to violence in one form or another. My characters are fighting a battle they will never win: that’s the basis of all my stories. As Aristotle said: man is always waging a war he cannot win. That means we are always fighting, be it against God, our own destiny, or against time or societal restrictions. They continue to fight, not because they will win one day, but because they have no choice.” – Lee Chang-dong
Obecnie Chang-dong Lee jeszcze nie znajduje się w moim rankingu reżyserów (za mało widziałem).
Top
1. Miętowy cukierek
2. Oaza
3. Płomienie
4. Zielona ryba
Wyróżnienia
1999 – reżyser & scenariusz roku (nominacja)
2002 – reżyser & scenariusz roku (nominacja)
Ważne daty
1954 – urodziny
1997 – debiut fabularny
2018 – najnowszy film
2026 – jest w trakcie realizacji następnego filmu. Najwyraźniej.
Zielona ryba ("Chorok mulkogi / Green Fish", 1997)
Debiut LCD, w którym dzieje się naprawdę sporo. Albo inaczej: jest dużo zawartości. Nie jestem pewien, jak z treścią czy akcją, ponieważ jest to dosyć chaotycznie skonstruowane i połączone w jedno. Mamy tu żołnierza jako głównego bohatera wracającego w rodzinne strony, ma dużą rodzinę i każdy ma swoje problemy – najstarszy nawet jest upośledzony. Sam protagonista wmiesza się w relacje z przestępcami i swego rodzaju famme fatale. Odnosiłem wrażenie, jakby co 10 minut film zaczynał nowy wątek, który okazywał się główny. Jakby to był pilot mający ustawić kolejne pięć sezonów długiego serialu.
Ciężko się w tym odnależć, a realizacja nie pomaga. W jednej scenie rodzina jest na pikniku i w finale samochód zaczyna jeździć wokół nich w koło. Dlaczego? Czy tylko po to, aby w środku była kamera i powstało ładne ujęcie? Tego typu dezorientacja wobec tego, co się dzieje, jest dosyć częsta – a twórca wydaje się szukać w tym momentów i skupić na wątku miłosnym, co przynosi efekt. Nagle samica zaczyna kręcić się do piosenki Toma Waitsa, brat wychodzi wysikać się na poboczu drogi i reszta do niego dołącza – takie momenty piękna są tutaj też częste. A kopanie grobu zakończone posikaniem się w gacie jest tak Koreańskie, jak tylko się da. Lubię ten humor.
Wszystkie znamiona debiutu tutaj są. Po seansie nie jestem jednak zaskoczony, że już kolejny obraz okazał się arcydziełem. „Green Fish” ma w sobie zapowiedź zarówno „Cukierka” jak i „Oazy”. Dał mi tyle, ile się spodziewałem.
Oaza ("Oasiseu / Oasis", 2002)
Nie tylko oni nie są przystosowani do nas, ale też my do nich.
Ten film wymagał jaj, naprawdę. Nie był łatwy w oglądaniu, uprzedzam. Sam oglądałem go na raty, i choć drugą połowę obejrzałem za pierwszym podejściem to nie była to wcale pewna decyzja. Jest to film z tych, których oglądanie potrafi zaboleć, a nawet… zawstydzić. Hm.
Zacznijmy od tego, o czym to było: chłop zaczyna nawiązywać kontakt z dziewczyną. On niedawno wyszedł z więzienia i jest trochę jakby skrzyżowaniem typowego Wietnamczyka ze stadionu z dresem z bloku. Ręce w kieszeni, cały czas pochylony, wciąż wyciera nos i ma problem ze skonstruowaniem zdania. Typ głupka który wpakuje się w problemy najdalej za godzinę. A ona… ma porażenie mózgu (za opisem filmwebu, nie pamiętam czy w filmie wyjaśniono co jej jest).
Tutaj zaczynają się schody – chora osoba i w pełni potraktowanie tematu na serio. Ten temat mógł przerosnąć wielu, ale nikt nie spietrał ani nie poszedł na skróty. Każdy w tym film podołał, nawet licząc ze statystami. Bo Gong-ju jest pierwszą tego typu postacią w kinematografii, dzięki której byłem wręcz pewien, że poznałem kogoś niepełnosprawnego. Kogoś, kto ma naprawdę problem z czymś normalnym, jak choćby wyprostowanie palców. Samo przebywanie obok takiej postaci rodzi problemy, a co dopiero kręcenie z nią filmu. Trzeba było mieć jaja, by to pociągnąć do końca.
Druga sprawa, czyli intencje zakochanych. Gdy Jong-du pierwszy raz nawiedzi Gong-ju to dojdzie prawie że do gwałtu. On przerażony ucieknie, a ona po wszystkim do niego zadzwoni. Wszystko to było dla mnie oczywiste, czemu on jej zaniósł kwiaty, czemu w ogóle chciał nawiązać z nią znajomość, czemu ona zadzwoniła. Tu nie ma lamerstwa („Och, to miłość, kto ją zrozumie”) ani dziecinady („miłość to takie różowe i miłe, ooo”). Gówno, ten film jest zbyt dojrzały na takie zagranie i wie, dlaczego jego bohaterowie robią to co robią.
Co by dalej napisać… Scenariusz jest bardzo precyzyjny i pomysłowy, jest nawet pewien twist fabularny, narracja jest bardzo filmowa, a z czasem pojawia się coraz więcej podobieństw między bohaterami takich nie do końca oczywistych. Obie zostały wykorzystane dla przykładu, obie były traktowane niemal tak samo podczas ważnego momentu filmu, obie żyły w swoim świecie. Na koniec bohater robi coś dziwnego w środku nocy, policja przyjeżdża i się go pyta „Co robisz?”. A on odpowiada, co robi. Tylko tyle. Bo to w jego świecie była pełna odpowiedź, podczas gdy w naszym świecie odpowiedzią byłoby wyjaśnienie tego co robił.
Efekty specjalne. Tak, są użyte w tym filmie, i to w sposób któremu nawet ich najwięksi przeciwnicy przyklasną. Są aż tak dobre. Szczególnie te uzyskane bez użycia komputerów. Więcej nie zdradzę, magia!
Ogólnie to film zabiera w inny świat którego pewnie z 99% ludzi nigdy nie odwiedziła i jest z tego zadowolona. Ten film to zmienia w dosyć brutalny sposób, nie dając wyboru tylko zmuszając do refleksji zawartej w tytule tego tematu- i to tylko jej początek. Ten film daje przyjemność, ale tylko taką jaką daje obcowanie z dobrym kinem.
Płomienie ("Beoning / Burning", 2018)
Powiązane
1997 2002 2018 Crime Drama Gangster Film Neo-Noir New Korean Cinema ranking Reżyser Romance
Najnowsze komentarze