Znudzony na śmierć („Bored To Death”, 2009-11)
Trochę jak Seks w wielkim mieście, tylko dla mężczyzn. Trochę Only Murders in the Building, tylko bez ciężaru posiadania fabuły. Jednym zdaniem: telewizyjny comfort-food o grupie przyjaciół mających przygody w Nowym Jorku. Pisarz, który nie może usiąść na dupie i napisać drugiej książki, więc zostaje detektywem-amatorem. Jego przyjaciel, którym jest autor komiksów z superbohaterem, który ma dużego penisa. Jego drugi przyjaciel, starsza osoba pisząca do gazety. Z tym można zrobić bardzo dużo i tak się właśnie dzieje, oferując zaskakujące opowieści pełne humoru, gdzie własny świat ściera się z tym realnym. Tak właśnie lubię.
Trochę się odwracam od seriali – bo jednak są one, czy też bardzo często były, robione na ilość. Ogląda się to, nadrabia, tylko ile z tego zostanie w pamięci, czy będę chciał do tego wrócić? To mnie martwi. Nie były to tytuły, które robiono z zaangażowaniem od strony zdjęć, muzyki, reżyserii itd. Liczył się scenariusz i aktorzy. A scenariusz to niemal wyłącznie humor w dialogach. Oglądam, patrzę i jestem przekonany, że nikogo na planie nie interesowało, jak to wszystko ustawić w kadrze – za reżyserię odpowiadali niemal wyłącznie ludzie, którzy pracują w telewizji, po kilka odcinków na serial. A tych seriali było wiele. Przez to bawię się i jednocześnie mam poczucie, że jest to doświadczenie puste. Komfortowe i niekomfortowe jednocześnie. Całość zaczęła się w 2009 roku, kiedy jeszcze kobiety mogły być przedmiotami w historii, co już minęło i nie wróci. Pasuje to do historii jako motor dla działań bohaterów oraz jako ich wsparcie, ale wielu aktorkom udaje się wyróżnić, gdy już będą na ekranie. Sceny Zoe Kazan są tutaj najlepszym przykładem.
Całość wytrzymała „na antenie” trzy lata i trzeci sezon niestety miał sporo momentów, gdy widz już przestawał czuć żal, że to już koniec. Zach Galifianakis zaczynający opiekować się dzieckiem i mający wpadki typu: „Wziął z parku niewłaściwe dziecko” bardziej mnie męczyły niż bawiły. Wątek szukania ojca też nie wydaje się zasłużony, a nawet zostaje porzucony przez brak czwartej serii (kilka innych rzeczy też zasługiwało na więcej). Ostatnie odcinki dopiero zaspokajają i przypominają, jak urocze było poznanie tej wyjątkowej serii. Lubię oglądać przyjaciół na ekranie, jak się wspierają i pomagają sobie w codziennym i niecodziennym życiu. Wszystko to na tle Nowego Jorku. Jeśli o mnie chodzi – kciuk w górę. Niech będzie, że sympatyczne aktory oraz humor w dialogach mi wystarczą.
Na jednej półce z takimi produkcjami jak iZombie.
Powiązane
2009 2010 2011 5 gwiazdek Buddy Comedy Crime Drama High-Concept Comedy Mystery serial
Najnowsze komentarze