Sto lat w kinie – 1926
Rok 1926 w Polsce, w kinie, na świecie. Co się wtedy działo - i czy były wtedy dobre filmy?
W tym roku Turcja przeszła na kalendarz gregoriański, założono niemieckie linie lotnicze Lufthansa, w USA założono United Airlines, w magazynie National Geographic ukazała się pierwsza kolorowa podwodna fotografia, w Londynie wydano Kubusia Puchatka, została otwarta trasa drogowa w USA o długości prawie czterech kilometrów łącząca Chicago z Los Angeles (Route 66), cesarzem Japonii został Hirohito, jakiś Grek ogłosił się dyktatorem w Grecji, w Portugalii jakiś Portugalczyk dokonał przewrotu wojskowego i też była dyktatura. W Polsce tymczasem rozpoczęła regularną emisję pierwsza polska stacja radiowa – obecny Program I Polskiego Radia, odsłonięto pomnik Fryderyka Chopina w Łazienkach Królewskich i upadł (trzeci) rząd Witosa. I Piłsudski wjechał z wojskiem do Warszawy, celując w przewrót majowy. Prezydent złożył urząd. Piłsudski wygrał w wyborach na prezydenta, ale nie przyjął tego zaszczytu. Zagłosowano jeszcze raz i Mościcki został głową państwa, powstał trzeci rząd Bartla, który też upadł i utworzono rząd Piłsudskiego. Ten chociaż wytrzymał do końca roku. Nawet nie będę próbował tego ogarnąć. W tle Dmowski tworzy Obóz Wielkiej Polski, a jakiś obywatel Ukrainy zakłada radykalną partię ukraińską Sel-Rob, która zostanie rozwiązana przez władze polskie w 1932 roku. Polska wybrana niestałym członkiem Rady Ligi Narodów, Niemcy zostali wybrani stałym członkiem, Brazylia i Hiszpania wycofali swoje członkostwo z Ligi Narodów. Niemcy wycofają się w 1933 roku.
Stefan Żeromski już w 1918 roku miał zabiegać o stworzenie instytucji rządowej, której celem miałoby być promowanie polskiego języka oraz działania na rzecz wspierania polskich pisarzy i podniesienia kultury literackiej w kraju. Pan Stefan umarł w 1925 roku, więc w 1926 powołano grupę ludzi – m.in. panowie Kornel Makuszyński i Leopold Staff – którzy utworzyli komisję mającą doprowadzić do powstania Polskiej Akademii Literatury. Powstała ona w 1933 roku i jej działania polegały m.in. na rozwijaniu bibliotek publicznych w kraju, rozdawanie nagród (w tym za krasomówstwo) i wydawali szeroko pojęte decyzje w sprawie języka. Ostatnie rozdanie nagród nastąpiło w listopadzie 1938 roku. Po wojnie sam Leopold Staff miał uznawać wskrzeszenie PAL „za zbyteczne”, a Czesław Miłosz miał proponować rozszerzenie kompetencji Towarzystwa Przyjaciół Nauk, zamiast tworzyć nową instytucję. Odwrót od korzeni i tradycji kultury polskiej postępował.
Violet Gibson, obywatelka brytyjska urodzona w Irlandii, dokonała nieudanego zamachu na Mussoliniego. Miała przeszłość leczenia w szpitalach psychiatrycznych, podejmowała próby samobójcze. Podeszła do Mussoliniego i strzeliła z broni palnej, drasnęła mu nos. Policja natychmiast interweniowała, aby uratować ją przed tłumem miłośników Mussoliniego, a potem trafiła do szpitala psychiatrycznego na kolejne trzy dekady do swojej śmierci. Wcześniej podpisała oświadczenie, że nie wie nic o zamachu i lepiej dla wszystkich, jak się ją zamknie. Później powstały dramaty i piosenki eksplorujące możliwe powody, dla których zrobiła, co zrobiła. Obiecujący temat, jest w końcu białą kartką i po tylu latach można tam wstawić co tylko się pragnie. Krótko później rząd faszystowski we Włoszech dekretem zabronił kobietom zajmowania stanowisk publicznych. Nie wiem, czy te dwa zdarzenia coś łączy. Przywrócili też karę śmierci we Włoszech, a papież Pius XI potępił działalność skrajnie prawicowej Akcji Francuskiej.
W Warner Theatre w Nowym Jorku odbyła się pierwsza projekcja filmu ze ścieżką dźwiękową. Dźwięk nie był jeszcze zapisywany na samej taśmie, tylko na oddzielnym nośniku uruchamianym jednocześnie, ale robotę to robiło. Fox Film, późniejsza wytwórnia filmów 20th Century Fox, nabył patent pozwalający na zapisanie ścieżki dźwiękowej na taśmie filmowej i zsynchronizowanie obrazu i dźwięku. Al Jolson w krótkim metrażu A Plantation Act posmarował sobie twarz na czarno, aby odegrać pracownika na plantacji, który robi sobie przerwę i śpiewa trzy piosenki. To wszystko. Krytykom się podobało, Al nawet mówi tam słynne: „You ain’t heard nothing yet!”, które powie też rok później z białą twarzą w Jazz Singer. Potem A Plantation Act zostanie zarchizowane jako wstęp do JS i zostanie uznane za zaginione na kilka dekad. Dzisiaj, dzięki pracy wielu ludzi, którzy odbudowali dźwięk, można to zobaczyć za darmo i powiedzieć: „meh”. Ewentualnie zapluć się, że Al pomalował sobie twarz na czarno.
Chaplin wyprodukował wtedy jedyny film w karierze, gdzie nie był reżyserem ani aktorem. Za kamerą stał Josef von Sternberg, który zyskał przychylność Chaplina swoją dotychczasową pracą. To miał być też prezent dla aktorki Edny Purviance, która jednak miała potem zagrać w jeszcze jednym obrazie i zakończyć karierę. Produkcja trwała pół roku i została ukończona, kosztowała 90 tysięcy dolarów (dzisiaj: ponad 1,6 miliona dolarów) i odbył się tylko jeden seans: w tajemnicy przed Chaplinem, sam reżyser pokazał go kilku znajomym. Odbiór był chłodny i Chaplin postanowił nie wyświetlać go. Parę lat później Urząd skarbowy chciał mu się dobrać do dupy i Chaplin w 1933 roku przy świadkach spalił jedyną kopię, jako formę odliczenia podatkowego. Potem odnaleziono jedynie pojedyncze fotosy. W styczniu John Logie Baird zaprezentował pierwszą wersję kolorowej telewizji do transmisji na żywo. Umrze w 1946 roku, czyli w momencie, kiedy telewizja zacznie istnieć we współczesnym znaczeniu tego słowa – ale nadal lata przed The Lone Ranger czy I love Lucy – jednak zostanie zapamiętany: uznano go za jednego z najważniejszych Szkockich naukowców, w Australii nagrody telewizyjne nazwano jego imieniem (Logie Awards), nawet był jedną z postaci w serialu Doktor Who.
Urodzili się m.in.: Maria Schell, Patricia Neal, Norman Jewison, Aldo Ray, Klaus Kinski, George Martin, Leslie Nielsen, John Schlesinger, Andrzej Wajda, Jerry Lewis, John Fowles, Roger Corman, Hugh Hefner, Elżbieta II, Harper Lee, Cloris Leachman, David Attenborough, Miles Davis, Andy Griffith, Marilyn Monroe, Tadeusz Konwicki, Mel Brooks, René Goscinny, Shōhei Imamura, John Coltrane, Chuck Berry i Zbigniew Chmielewski. Dwoje z nich nadal żyje, gdy piszę te słowa.
Zmarli m.in.: Harry Houdini (1874) i Rudolph Valentino (1895) oraz Henryk Wojciechowski (1898), który odszedł jako Hymie Weiss – jedyny człowiek, którego bał się Al Capone. James Cagney inspirował się m.in. właśnie nim, gdy budował swoją rolę w filmie Public Enemy.
Na ekranie debiutował m.in. John Wayne (sam go tam nie dostrzegłem). Gary Cooper może nie debiutował, ale pierwszy raz doczekał się swojej godności w creditsach (film The Winning of Barbara Worth).
Kompletny ranking filmów z 1926 roku
1. For Heaven’s Sake
2. Ménilmontant
3. Szalony paź
4. The Black Pirate
5. Geheimnisse einer Seele
6. Flesh and the Devil
7. The Sixth Part of the World
8. The General
9. Sparrows
10. Beau Geste
11. 3 Bad Men
12. Der heilige Berg
13. The Bat
14. Tell It to the Marines
15. Faust
16. Moonland
17. Fig Leaves
18. The Strong Man
19. Tramp, Tramp, Tramp
20. Fiaker nr. 13
21. Moana: A Romance of the Golden Age
22. La Bohème
23. The Open Road
24. Die Abenteuer des Prinzen Achmed
25. Der Student von Prag
26. The Scarlet Letter
27. Now You Tell One
28. Rien que les heures
29. Według prawa
30. An Unforgettable Grudge
31. The Winning of Barbara Worth
32. Bardelys the Magnificent
33. The Magician
34. So This Is Paris
35. Battling Butler
36. The Blackbird
37. The Road to Mandalay
38. Glomdalsbruden
39. Beau Geste
40. What Price Glory
41. Saturday Afternoon
42. Mother
43. The Son of the Sheik
44. Filmstudie
45. Stride, Soviet
46. Emak-Bakia
47. Egged On
48. The Better 'Ole
49. Mighty Like a Moose
50. Alice’s Mysterious Mystery
51. Cinq minutes de cinéma pur
52. He Done His Best
53. The Radio Bug
54. A Plantation Act
55. Home Cured
56. Smith’s Baby
57. Anémic cinéma
Tyle obejrzałem w jakiś rok, wracając do pomysłu od czasu do czasu. I mam zamiar to kontynuować. Z 1927 roku widziałem na obecną chwilę 19 tytułów, z czego trzy na pięć gwiazdek. Napoleon raczej na pewno dołączy do czołówki, ale co jeszcze? Sam jestem ciekaw. Do zobaczenia za dwanaście miesięcy…
REŻYSER ROKU: Buster Keaton & Clyde Bruckman („Generał”) SCENARIUSZ ROKU: Ted Wilde & John Grey & Clyde Bruckman („For Heaven’s Sake”) ZDJĘCIA ROKU: Robert Lach & Curt Oertel & Guido Seeber („Geheimnisse einer Seele”) MONTAŻ ROKU: Arnold Fanck („Der heilige Berg”) AKTOR ROKU: Emil Jannings („Faust”) AKTORKA ROKU: Mary Pickford („Wróbelki”) & Lillian Gish („Szkarłatna litera”)
Tajemnice duszy ("Geheimnisse einer Seele", 1926)
Interesująca wizualnie reklama psychoanalityki.
Film zaczyna się od wstępu wyjaśniającego nowe zagadnienie, jakim jest psychoanaliza. Wszystko jest w końcu oparte o książkę Freuda i był on nawet zaproszony do współpracy, tylko odmówił. To krótki film, którego bohater nagle odblokowuje pewne wspomnienie i to go zmienia, czego nie może zrozumieć. To prowadzi do szukania pomocy na kozetce, sekwencji snów oraz rozmów. I jak na to, czym film jest – oraz fakt, że to wciąż kino nieme! – całość sprawdza się naprawdę dobrze. Czuć, jakby intencje były niemal współczesne, jakby ta prezentacja była robiona pod współczesnego człowieka – biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach dużo się reklamuje różnego rodzaju terapie. Samo wyłożenie zagadnienia i jego złożoności jest klarowne, ale najbardziej zasługuje na szacunek strona wizualna – to ona utrzymuje uwagę widza. Nie tylko sekwencje surrealistyczne, ale nawet portrety twarzy, gra cieniem. To bardzo bogaty film.
Jedyne, co mógłbym zarzucić, to czysto współczesna i cyniczna rezerwa wobec wszelkiej maści psychologów, których w większości – w opinii psychologów pracujących w zawodzie – powinno się nabijać na pal, a nie szukać u nich pomocy. Rozumiem, że film jest trochę prezentacją („reklama” to za duże słowo) i czasy wtedy były inne, ale jeśli po jego seansie ktoś zacznie korzystać ze współczesnej pomocy psychologicznej, powinien też mieć pewien zapas rezerwy do osób wykonujących taki zawód. Niestety, ale to oni powinni być leczeni w pierwszej kolejności.
To też taka lepsza Persona. Szczególnie związek tematu z samym filmem, postaciami i ich przeżyciami, ale też ogólne omawianie tematu. Już nie mówiąc o tym, że Pabst miał więcej pomysłów wizualnych w tym jednym filmie niż Bergman w całej swojej karierze.
The Open Road (1926)
Vlog podróżniczy, tylko to jest Anglia lat 20. Dla konkretnego odbiorcy.
Chłop wyjechał z Londynu i zamiast robić zdjęcia, to kręcił krótkie ujęcia i połączył je razem w film. Był przy tym wyraźnie filmowcem, to nie jest po prostu nagrane byle jak. Jest szacunek dla kadru, przestrzeni, ujęcia czegoś uniwersalnego w tym, co zobaczył. Napisy są sztuką samą w sobie – chociaż to mogło zostać zmienione przy odrestaurowaniu filmu, a nie w dniu premiery. Ciężko mi komukolwiek polecić ten film -z jednej strony robi wrażenie bycia „dla nikogo”, ale jednak w Internecie wiele osób opowiada, że sporo tutaj znaleźli. Ta pustka, przestrzeń, natura, inne czasy. Było to w innych produkcjach, jest tutaj, więc wydaje się, że to jest coś dla nowicjuszy, którzy jeszcze tego nie widzieli… A mają potrzebę pisać, że „kiedyś były lepsze czasy”, bez uwzględniania większego kontekstu. A było lepiej, bo można było wybrać się na taką wycieczkę jak w filmie. No cóż.
Mijają godziny ("Rien que les heures", 1926)
Short. 100 lat temu potrzebowali kina, żeby odczarować Paryż, że tam nie jest raj na ziemi, że tam też ciebie napadną. To jest City Symphony, za którym właśnie stała idea pokazania, że w mieście kojarzonym przede wszystkim z zabytkami i historią nadal ma miejsce „zwykłe” życie. Ludzie wstają do pracy i tak dalej, a w nocy może być niebezpiecznie. Zabrakło oczywiście tej idei w samym filmie – bo oglądamy zwykłe sceny, jedynie napis na początku daje nam do nich klucz. Relatywnie chłodny i obojętny to seans, ale ma w sobie coś, dzięki czemu go doceniam.
Moana (1926)
Ocena w górę za cudowny remaster. To oczywiście kino nieme, ale twórcy tworzyli ten dokument etnograficzny* z myślą o tym, że potrzebny jest tutaj dźwięk, aby w pełni i prawdziwie doświaczyć tego, co chcieli przekazać obrazem. I wiele lat później przy realizacji odrestaurowanej wersji, stworzono warstwę dźwiękową. I efekt jest powalający – ruch przez wysokie trawy, szum wiatru, odległe głosy i śpiewy… To brzmi, jakby było zarejestrowane razem z obrazem.
Oczywiście większość filmów zdobywa dźwięk później. Czy to animacje albo fabuły – większość dźwięku, który słyszymy, to dźwięk stworzony sztucznie. Jeśli za bohaterem jest morze – dialogów raczej byśmy nie usłyszeli, gdyby dialog i morze były nagrane jednocześnie. A to tylko jeden z przykładów. Zachwycam się więc nagle czymś, co jest oczywiste – a i tak robi wrażenie. Może dlatego, że jestem tego bardziej świadomy akurat w przypadku kina niemego. Tutaj widzę coś takiego pierwszy raz. I chylę czoła za włożoną pracę.
A sam dokument… Robi swoją robotę, tzn. pokazuje inny świat, ale nie będę z tego wiele pamiętać, a sama struktura i fabularyzowanie zarejestrowanego materiału jest dosyć banalne.
*Etnografia – dyscyplina naukowa zajmująca się całościowym opisem i analizą kultur ludowych różnych społeczności i grup etnicznych
The Black Pirate (1926)
Nie spodziewałem się gore po kinie przygodowym, ale oto jest: obraz piratów jako ludzi mordujących bez mrugnięcia okiem, złodziei, dzikusów i pozbawionych honoru zwierząt… Który przechodzi potem w lekkie, imponujące kino przygodowe. Scena z rozcinaniem brzucha na początku każdemu zostanie w pamięci, a odliczanie do wysadzenia statku z całą załogą związaną i krzyczącą ze strachu wręcz błaga o lepszą ścieżkę dźwiękową. Gdzie jakieś budowanie napięcia, poczucia terroru? Zamiast tego akompaniament uniwersalny, szkoda. I zaczynamy właściwy film, czyli opowieść o zemście: przyłączenie się do piratów, żeby ich zniszczyć. Zaczyna się naiwnie i później rozwój fabuły jest momentami dosyć niejasny, ale spełniony, jako kino przygodowe. Gdy bohater zaoferował, że w pojedynkę zdobędzie statek, to otrzymujemy pełną sekwencję pokazującą krok po kroku, jak to zrobił – i jest ona fantastyczna. Plus: to kino, gdzie pocałunek był czymś magicznym i człowiek uczciwie zapomina, że ten imponujący wyskok musiał się udać dzięki trampolinie ukrytej poza obiektywem. Chce się wierzyć, chce się zaangażować. Imponujące kino.
Wróbelki ("Sparrows", 1926)
Mary Pickford i grupka jej przyszywanych dzieci (tytułowe Wróbelki) kontra zły człowiek. Produkcja wypełniona smutkiem, beznadzieją, tragedią – nawet śmierć tu będzie. Bez wątpienia poruszające kino.
Napisałbym, że Mary Pickford gra tutaj Świętą – gdyby nie fakt, że na scenie dosłownie pojawia się Jezus we własnej osobie (w jednej z najpiękniejszych scen kina niemego – przedstawiającej śmierć dziecka). Niemniej: jest cały czas spokojna, cytuje Biblię, poświęca się, nie je aby któreś inne dziecko mogło jeść, a jej ręce w zasadzie leczą. Jest takim przeciwieństwem zła, które jest obecne w tym filmie, że to jest po prostu niewiarygodne. Może to znak czasów, ale dzisiaj i tak przesłodzonym jest szczęśliwe zakończenie, gdzie oczywiście wszyscy trafiają pod opiekę bogatego człowieka. Nawet im wybuduje nowe skrzydło w posiadłości. Już to byłoby przesadą, ale spodziewaną przesadą, więc i bardziej akceptowalną. Stoickość i dobre serce postaci granej przez Mary Pickford wydaje się jedynie być na potrzeby jej wizerunku, nic więcej.
PS. Lata później reżyser tego samego filmu stworzył Jesse James spotyka córkę Frankensteina.
Der heilige Berg ("The Holy Mountain", 1926)
Kino nieme miało talent do opowiadania wielkiej durnoty w majestatyczny sposób. Jak to kupujecie, to oglądajcie. Plus Leni Riefenstahl debiutująca jako aktorka tańcząca.
Historia miłosna jak historia miłosna, dwóch facetów ma ochotę na jedną samicę, która tańczy tak, że wszystkich zachwyca. Ważne, że film będzie zawsze pamiętany za dwa segmenty: pierwszym jest wyścig w górach na nartach. Ciężko dzisiaj uwierzyć w ilość nagranego materiału- i jak bardzo on zachwyca wizualnie, jak przepiękne kadry się tworzą, gdy zawodnicy przecinają dziewiczy śnieg w idealny sposób. To wszystko na lokacji, na wysokości, zrealizowane bez żadnych kompromisów. Z artystycznego punktu – sam zachwyt. Najwyżej jest wyraźna różnica w poziomie sportowym wtedy i dzisiaj, ale to inna rozmowa.
Drugi segment to cały finał, jak typ wisi na linie, a drugi go trzyma. I tak wiele, wiele godzin – tylko tyle powiem. Chłop wiszący się znudzi w pierwszej połowie i będzie prosić o śmierć, a tamten twardo będzie trzymać bez ruchu. I ludzie ruszają na ratunek, jest nadal cały ten rozmach i romantyzm, jaki tylko w kinie niemym mógł przejść, wygląda to zachwycająco… I jest jednocześnie durnowate, że tylko się śmiałem podczas seansu. Cała ta symbolika i przekonanie filmu, że opowiada o wierności i innych najważniejszych rzeczach dla ludzi, jest zawstydzająco przezabawny. Artystycznie robi wrażenie, ale tylko dla ludzi, którzy wiedzą, że kupują taki język filmowy i potrafią wiele wybaczyć. Wiem, że gdybym to oglądał 15 lat wcześniej, to wystawiłbym 2/10.
PS. Jest to produkcja niemiecka. Reżyser później współpracował z rządem, ostatni film zrobił w 1944 roku. Po 2 wojnie został drwalem i nie mógł kręcić, musiał sprzedać prawa do swoich obrazów i umarł w 1974 roku, mając 85 lat. W międzyczasie miała miejsce co najmniej jedna retrospektywa jego twórczości, dzięki której ludzie traktowali go jako artystę, a nie współpracownika morderców.
Top 10 filmów roku wg zarobków w US box-office
- What Price Glory?
- The Black Pirate
- Beau Geste
- The Volga Boatman
- Don Juan
- Tell It to the Marines
- Sparrows
- The Better 'Ole
- The Son of the Sheik
- The Sea Beast
Ogólnie lista jest szalona. Po roku oglądania filmów z 1926 roku cztery te tytuły widzę pierwszy raz na oczy. Pięć widziałem i mogę zrozumieć ich obecność na tej liście. The Black Pirate jest rozrywkowym kinem, które do dziś trzyma ten status; Tell It to the Marines to trochę takie Wings, które niedługo dostanie Oscara za film roku, Sparrows to poruszający melodramat, Son of the Sheik było ostatnim występem amanta… What Price Glory? nie jest złym kinem, ale nie pamiętałem z niego wiele już dzień po seansie. I tutaj widzę go na pierwszym miejscu, to była kompletna niespodzianka dla mnie – może ma to związek z tym, że bohaterowie na ekranie przeklinają (nie w napisach), co zauważyli ludzie umiejący czytać z ust, co wyprowadziło wielu z nich z równowagi. Don Juan to jedyny tytuł z listy, którego nie widziałem, ale miałem go w kolejce do obejrzenia, zanim opublikuję ten tekst.
Top 10 filmów roku wg ilości głosów na filmweb
- Generał (6666 głosów)
- Faust
- Szalony paź
- Matka
- Przygody księcia Achmeda
- Anemiczne kino
- Emak-Bakia
- Menilmontant
- Buster Bokserem
- Symfonia zmysłów (288 głosów)
Generał technicznie jest filmem z 1926 roku, jednak miał premierę w Japonii 31 grudnia tego roku, więc box-office’u w Stanach podbić nie mógł. Reszta to krótkie metraże łatwe do nadrobienia oraz kino europejskie i azjatyckie, które faktycznie zapisało się w historii medium.
Powiązane
1926 Blog felieton opinie o filmach publicystyka Sto lat w kinie
Najnowsze komentarze