Dlaczego najgorszy film 2025 roku jest wysoko oceniany?

Dlaczego najgorszy film 2025 roku jest wysoko oceniany?

22/01/2026 Blog 0
Sawt Hind Rajab glos 2025 najgorszy

Tak to już jest od początku historii kina, że słabe filmy zdobywają nagrody i uznanie, dobre nie zdobywają nagród ani uznania. Dzieje się tak bardzo rzadko i są to dosyć skrajne przypadki, ale mają one miejsce i tak też było w 2025 roku.

W tym miejsce nie prezentuję produkcji, które mnie zawiodły, ani też nie mam zamiaru wywyższać się poprzez sugerowanie, że dostrzegam prawdziwą jakość jakiejś produkcji i mam obiektywną rację, ani też określać fanów tych produkcji w wulgarny sposób. Zamiast tego chcę w ten sposób jakoś opisać rzeczywistość wokół mnie i jak to się dzieje, że na jakimś festiwalu idę na film, który jest wysoko oceniany, a kończę oglądać film, który mogę określić na wiele negatywnych sposobów. Jednym z nich jest właśnie: najgorszy film roku. Łatwo jest założyć, że ja mam rację, wszyscy inni się mylą, krytycy nie są inteligentni i tak dalej, ale to niczego nie wyjaśnia ani nie tłumaczy. To nie jest też tak, że specjalnie wybieram się na słabe filmy, które są mi odradzane lub zbierają niskie oceny w Internecie, było dokładnie przeciwnie. W 2025 roku byłem na dwóch takich filmach.

Pierwszy zobaczyłem na festiwalu Kino na Granicy. Przechwycone („Myrni liudy”, 2024) to produkcja złożona z rozmów między rosyjskimi żołnierzami, które zostały przechwycone przez wywiad z nimi walczący. Słuchamy, jak taki młody człowiek na przykład dzwoni do mamy i opowiada jej, jakich dzisiaj zbrodni dokonał, a mama mu odpowiada, że dobrze zrobił. Delikatnie mówiąc chujem to wali na kilometr, ale nie wiedziałem, na co idę. Zobaczyłem tylko, że to jeden z najwyżej ocenianych filmów na festiwalu i poszedłem, bo na coś trzeba iść i jakoś to wybrać, a lektura chociażby opisów fabularnych chyba nigdy nie były pomocne w tym zakresie. Przez pierwsze parę lat jeżdżenia na festiwale filmowe jeszcze je czytałem, ale składały się one tylko z pozytywnych wyrażeń, to był element marketingu i byłem pod wrażeniem, że każdy obraz trzeba koniecznie zobaczyć, chociaż i tak nie wiedziałem tak naprawdę, o czym dana produkcja jest. Więc przestałem je czytać, ale wskazówek jak ułożyć sobie program innych nie ma, więc dochodzi do takich sytuacji. I to jest w pewnym sensie atrakcyjne, ponieważ tworzy niespodziankę i prowadzi do odkryć perełek festiwalowych. Oraz do oglądania takich dzieł propagandowych, jak Przechwycone, które jedyne, co robi, to dehumanizuje jedną ze stron w konflikcie wojennym. Stronę, wobec której widownia jest nastawiona negatywnie, więc jest przyzwolenie na takie zabiegi.

W tym tkwi odpowiedź na pytanie, czemu taki tytuł zdobywa wysokie oceny: widownia ma świadomość, że ogląda propagandę. Cześć nawet przyjmuje do wiadomości, że ogląda spreparowany mocno materiał, że te rozmowy są przemontowane, aby miały jednoznaczny wydźwięk – ale też zakładają, że w tym wszystkim jest ziarenko prawdy. Albo że to propaganda w szczytnym – albo słusznym – celu. Rosjanie nie zasługują w ich mniemaniu na inne traktowanie – albo inaczej, zasługują na dokładnie takie przedstawianie. Wszystko więc sprowadza się do tego, czy uważacie, aby jakikolwiek człowiek był tak traktowany. Albo aby film jako sztuka był wykorzystywany do takich celów. Osobiście nie jestem ekspertem w temacie propagandy, jaka była w Niemczech, aby odczłowieczyć Polskę podczas 2 wojny światowej, ale co wiem wystarczy mi, aby wyciągnąć z tego naukę, że wszelka propaganda dehumanizująca kogokolwiek nie powinna mieć miejsca. Są jednak osoby, które dzięki niej ponoszą zysk – chociażby w postaci czucia się lepszym od osób, które są w takich produkcjach dehumanizowane. Nie mam takiej potrzeby, więc mam klarowność oceny i potępiam wszelką propagandę. Nawet jeśli jest ona skierowana wobec morderców.

To wszystko jednak nie ma wielkiego znaczenia, ponieważ aktywna większość nie mówi o tym filmie w ten sposób, jak ja. Jak o sztuce, jak o produkcie, jak o tym, co mieści się na ekranie. Aktywna większość mówi o tym filmie jak o wyrażeniu swojej strony w tym konflikcie. Jesteś po stronie Ukrainy, wysoko oceniasz Przechwycone. Jesteś po stronie Rosji, oceniasz nisko. Ja oceniam nisko i odbiorca już wie, dlaczego to zrobiłem. Nie musi zaznajamiać się z moim uzasadnieniem.

przechwycone moja ocena

To jednak film z 2024 roku i teraz nawet nie mam ochoty roztrząsać, czy najgorszy. Zarówno Przechwycenie jak i Dziewczyna z igłą mają podobny poziom humanitaryzmu w sobie i jeśli o mnie chodzi, oba te tytuły mogą dzierżyć pierwsze miejsce.

Teraz zamknęliśmy rok 2025 i wtedy obejrzałem film, który zabrał się za naprawdę istotny, bieżący temat. Pokazał na pierwszy rzut oka horror i tragedię wojny, aby na niej zarobić. Nie w pieniądzach, ale w poklasku. Pokazał swoją głęboką pogardę do rzeczywistości. Pokazał pogardę do osób, które faktycznie pomagają. Pokazał pogardę do osób, które poświęciły swoje życie, aby pomagać. Chwalony za akt sprzeciwu wobec wojny po pobieżnym przyjrzeniu się okazuje być tak naprawdę nie po stronie Palestyny – państwa zaatakowanego przez Izrael, ale właśnie sprzyja stronie Izraela. Stronie, która nie ma oporów przed atakowaniem pomocy humanitarnej oraz dzieci. A na samym końcu, kiedy podczas premiery na festiwalu w Wenecji zbierali 23 minuty owacji na stojąco, upadli jeszcze niżej, wymachując portretem dziecka, które zginęło, aby ich film mógł powstać. Mówię o filmie Głos Hind Rajab. Najgorszym filmie 2025 roku. Jednym z ulubionych filmów roku Pedro Almodovara. Zdobywcy Srebrnego Lwa na festiwalu w Wenecji. Zdobywcy Nagrody Publiczności na festiwalu w San Sebastian. Nominowanym kandydacie Tunezji do Oscara za film nieanglojęzyczny. Nominowany do Złotego Globu i Najlepszego filmu Europejskiego.

W momencie, kiedy piszę te słowa, premiera Polska tego obrazu jest oddalona o ponad trzy tygodnie, ale Polacy mogli już oglądać ten tytuł. Był na Warszawskim Festiwalu Filmowym, gdzie zdobył Nagrodę Publiczności. American Film Festiwal też miał go w swoim programie z jakiegoś powodu. Film ten przedstawia akcję ratunkową dziewczynki zamkniętej na terenie wojny między Palestyną i Izraelem. Nie jest możliwe wysłanie tam ratunku, więc pracownicy załamują ręce, płaczą, niszczą sprzęt i krzyczą na dyspozytora, ponieważ ten nie chce, aby ratownicy stracili życie, gdy nie może zapewnić im bezpieczeństwa. Całość jest przedramatyzowana, pozbawiona realizmu i zainteresowana jedynie graniem na emocjach. Żadna z postaci na ekranie nie przyczynia się w jakimkolwiek stopniu do uratowania czyjegokolwiek życia ani niesienia komfortu komukolwiek – robią wszystko dokładnie odwrotnie, portretując wtedy osoby wyszkolone do niesienia pomocy. Aktorzy oraz twórcy przynoszą tym samym hańbę osobom ryzykującym swoje życie, aby ratować los innych ludzi. Nie pokazano osób, które ruszyły ratować – pokazano ludzi siedzących za biurkiem domagających się, żeby „ktoś coś”.

Takich filmów nie wolno robić tak ogólnie, ale w kontekście Izraela ma to jeszcze tragiczniejsze konsekwencje. W każdym udzielaniu pomocy wasze własne bezpieczeństwo jest zawsze najważniejsze. Gdy lecicie samolotem i trzeba będzie zakładać maskę, to najpierw zakładacie maskę sobie, a dopiero potem rozglądacie się, komu możecie pomóc w jej założeniu. Gdy uczestniczycie w szkoleniu pierwszej pomocy, na samym początku powinni mówić: rozejrzyjcie się, czy wy też jesteście bezpieczni. Jeśli tak nie uczyli, to było to chujowe szkolenie i tyle. Resuscytacja, ucisk klatki piersiowej, udrożnienie dróg oddechowych, ułożenie ciała, komunikacja z dyspozytorem pod numerem 999 – to wszystko też jest ważne, ale w trakcie tego wszystkiego wy też musicie przeżyć. Ponieważ wasze życie jest bezcenne i możecie je stracić. Też możecie być ofiarą. Wasze życie jest tym bardziej cenne, jeśli posiadacie faktyczne przeszkolenie w ratownictwie – ponieważ wtedy na szali nie jest tylko wasz czas, który włożyliście we własną edukację, ale też czas osób, które poświęciły swój, by was uczyć. By wynaleźć sprzęt, którego użyjecie do niesienia pomocy innym. By nauczyć was obsługiwać ten sprzęt. Oraz niespodziewaną ilość ludzi, którym pomożecie w przyszłości – to wszystko zostanie zmarnowane, jeśli dyspozytor wyśle was na hura w strefę wojny bez zapewnienia wam bezpieczeństwa. Wiedząc, że Izrael targetuje pomoc humanitarną. Wiedząc, ile osób wysłał wcześniej i ilu stracił.

Nie mówię o tym, żeby unikać całkowicie ryzyka. Z tego wywodu osoby z zewnątrz mogą zacząć zakładać, że mówię o unikaniu wszelkiego zagrożenia, ale osoby pracujące w medycynie i zawodach paramedycznych wiedzą, że zawsze jest jakieś zagrożenie. Ryzyko jest częścią tej pracy i na wojnie jest ono wyższe, po prostu jest różnica między pracowaniem jak dorosły, a pracowaniem metodą na Rambo 3.

Ciężko wyczerpać temat tego, ile ten film robi źle. Jest wypełniony jedynie amatorstwem i wymówkami, zrobiony jak najmniejszym kosztem i bez faktycznego zaangażowania, lecąc na pełnym automacie – bo historia jest poruszająca, oparta na faktach i to wystarczy. Postaci w ogóle nie biorą pod uwagę tego, że telefon z wezwaniem o pomoc może być pułapką. 20 lat temu w Law & Order: Special Victims Unit w odcinku 911* była podobna sytuacja z telefonem o pomoc od dziewczynki, ale ona jakoś dziwnie brzmiała, rozłączała się cały czas i gdy próbowali ją namierzyć, to pokazywało różne lokalizacje… I dramaturgia właśnie brała się z tego, że chcą jej pomóc, ale jednocześnie trzeba rozważyć taką możliwość, że ten telefon to jakiś żart. Na tym polega jedna z wielu trudności pracy w dyspozytorni pierwszej pomocy czy linii dla samobójców. 20 lat temu brali to pod uwagę. A w 2025 roku, roku straszenia AI, biorąc udział w wojnie z Izraelem, o którym wiadomo, że jest zdolny do takich sztuczek, nikt nie rozważał, że to może być głos dziewczynki stworzony przez sztuczną inteligencję, aby sprowadzić pomoc humanitarną w pułapkę. Czy naprawdę śmierć takich osób, jak Saif Abu Taha, Lalzawmi Frankcom czy Jacob Flickenger nic dla twórców tego filmu nie znaczą? Nie wyciągnęli z tego żadnej lekcji? Głos Hind Rajab jest głosem o więcej morderstw.

Czemu więc ten film zbiera nagrody i pochwały? To też nie jest trudne – przede wszystkim wywołuje ogromne emocje. I nie, że ludzie wspominają ten seans z rozrzewnieniem, nie. Podczas seansu na festiwalu w Wenecji byłem na największej tam sali, 1700 miejsc, wszystko zajęte i po 30 minutach powietrze było wilgotne od łez widowni. Ten seans był dla nich druzgocącym doświadczeniem i siedzieli w miejscach jeszcze długo, jak film się skończył, ponieważ nie byli gotowi wyjść na słońce.

Wszystko jest tutaj w końcu autentyczne. Historia jest autentyczna, cały czas słyszymy autentyczne nagrania prawdziwej Hind Rajab, jej matka wsparła jak mogła produkcję tej produkcji… Jaki brak realizmu, o czym ja mówię? Na tym polega paradoks – zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy filmu (bo akurat w tym przypadku nie jestem osamotniony w swoim stanowisku) wychodzą z tego samego założenia: domagają się szacunku dla osób przedstawionych na ekranie, pokoju, skończenia z ofiarami. Zwolennicy widzą tutaj oddanie hołdu ratownikom. Ja i reszta przeciwników – widzimy tutaj plucie im w twarz. Jak z ludźmi, którzy chcą schudnąć – ale nie poprzez dietę i ćwiczenia, ale poprzez łykanie tabletek, które rozpierdalają organizm. Nie krytykujemy tego, że chcesz schudnąć – robisz to po prostu źle.

Mówimy o półtorej godzinie spędzonej na słuchaniu błagania pięcioletniego dziecka, aby uratować je przed wojną. Łatwo jest sobie wyobrazić, czemu to ma swoich zwolenników – bez oglądania już wiadomo, że to musi być humanitarna, humanistyczna, antywojenna produkcja będąca krzykiem o pokój na świecie. Dopiero samo oglądanie może uzmysłowić, że ten film jest dokładnym przeciwieństwem tych wszystkich postulatów. Tylko już od jakiegoś czasu ocenianie filmów ma miejsce na długo przed ich oglądaniem. Tak samo nie dziwi mnie jak czytam, ile słynnych nazwisk włączyło się do tworzenia filmu po jego zrealizowaniu – zapewne dając budżet na jego promocję na świecie czy coś w tym stylu. Alfonso Cuaron, Brad Pitt, Rooney Mara i Joaquin Phoenix – ich wychwyciłem już we wrześniu, a teraz na liście płac jest jeszcze Spike Lee, Jonathan Glazer czy Michael Moore. Wchodząc w tę dekadę przewidziałem „Kino na koszulkach” – czyli alegoryczną sytuację, gdzie film staje się stanowiskiem bez żadnego wysiłku, niczym hasło napisane na koszulce. Nic nie trzeba robić, wiedzieć, rozumieć – ale jest się zwolennikiem tego, co jest na koszulce za pięć złotych. Nie ważne JAK film traktuje dany temat- wystarczy, że w ogóle go porusza i na tym wszelkie recenzje się zamykają**. Wymachiwanie portretem Hind Rajab na premierze Głosu Hind Rajab oby było ostatecznym, najbardziej bezdusznym przykładem „Kina na koszulce”. Obyśmy większego skurwysyństwa już nie zobaczyli.

Nie przewiduję, aby ten film miał szczególne dziedzictwo – istnieje tylko teraz, dzisiaj, gdy temat wojny między Izraelem i Palestyną jest modny. Byłem w Wenecji i widziałem na własne oczy, jak ludzie w przemowach dodawali: „Free Gaza”, żeby zdobyć więcej oklasków. Taką koszulkę akurat w tym roku się nosi. Nie przewiduję więc, aby ktokolwiek faktycznie stracił życie przez ten film, chociaż twórcy robią absolutnie wszystko, aby ktoś wśród widowni poleciał prosto w pułapkę i stał się jeszcze jedną osobą, którą trzeba będzie ratować (z jakim skutkiem, tego nie wiadomo). Tak samo jak nie przewiduję, żeby jakikolwiek ratownik rzucił swoją pracę z powodu niewdzięczności za to, jak jest przedstawiany – bo nigdy się o tym nie dowie, ponieważ tego nie obejrzy. Oczywiście smutnym jest, że „krytycy”, widzowie oraz osoby przyznające nagrody wolą wynosić na piedestał takie produkcje, jak Głos Hind Rajab, które nigdy nie były zainteresowane ukazaniem prawdy o wyczerpującej pracy dyspozytorów ludzi niosących pierwszą pomoc, a co dopiero tych decydujących się podjąć ryzyko w obrębie strefy wojennej. Byli tylko zainteresowani zebraniem poklasku, bo zrobili o nich film. Amatorski, źle zrobiony, zrealizowany najmniejszym kosztem kreatywnym i finansowym – ale zrobiony. Najwyraźniej wystarczy.

*Ted Kotcheff to wyreżyserował?! Ten sam chłop, który zrobił Na krańcu świata? Tak, to on. No proszę.
**To jeden z trzech tytułów z tego roku, który pochylił się nad historią Hind Rajab. Pozostałe dwa to krótkie metraże: Hind Under Siege (mający premierę w październiku na Gaza International Festival for Women’s Cinema – tak, w Strefie Gazy jest festiwal filmowy) oraz Close Your Eyes Hind. Oba są oczywiście niedostępne do oglądania w tej chwili, ponieważ nie robi się krótkich metraży, aby ktoś je oglądał.