Miasto złodziei („The Town”, 2010)

Miasto złodziei („The Town”, 2010)

22/06/2019 Opinie o filmach 0
the town miasto zlodziei
Ben Affleck
Rebecca Hall & Jon Hamm & Pete Postlethwaite
Boston & Napady na banki & Kobieta zachęcająca do zmiany życia

Zawsze się trochę napada na bank. Inteligentnie skonstruowany dramat strzelany o drugiej szansie.

5/5

Chcemy oglądać zmianę. Chcemy widzieć, jak notoryczny przestępca postanawia się zmienić – bo każdy zasługuje na drugą szansę, tego typu rzeczy. Wokół nich kręci się sfera emocjonalna filmu Miasto złodziei, jednak nasz protagonista otoczony jest różnymi czynnikami, które uniemożliwiają mu ruszenie do przodu, przeprowadzkę, rozpoczęcie życia od nowa.

Widzicie: Doug jest członkiem najlepszej grupy wykonującej napady na banki w Bostonie. Są przygotowani, spokojni, planują każdy ruch, ich celem jest czysta robota bez ciał i poszlak. Oglądamy naprawdę realistyczne kino – z obu stron: tak policjantów, jak i przestępców. Źli myślą o każdym detalu, a na akcję idą wyszczotkowani i ogoleni, żeby nie zostawić żadnych śladów DNA. Dobrzy z kolei wciąż dają radę wejść na ich trop i drepczą im po piętach. Dwie grupy jednakowo inteligentnych oraz bezwzględnych ludzi realizujących swoją pracę – nic więcej.

Oryginalny tytuł filmu brzmi po prostu Miasto, a pierwsza informacja zaprezentowana widzowi mówi o tym, że w tym konkretnym miejscu dochodzi do większej ilości napadów na banki niż w dowolnym innym miejscu na planecie. To jedna z wielu strzałek w tym filmie wskazujących na to, że przyczyną stylu życia u bohatera jest coś więcej niż tylko jego osobista decyzja. To również rodzina, to okoliczności, to brak innych rozwiązań. Nie jest to zbyt zgłębione, tylko na tyle, aby zaakcentować złożoność tego, co widzimy. Przestępca nie jest tylko zły: jest też kimś więcej.

Twórcy odcinają się całkowicie od sfery moralnej swojej historii – nie zastanawiają się nad tym, czy ich bohater zasługuje na nowe życie, czy nie powinien odpowiedzieć za swoje zbrodnie? Nie prowokują też nas, widzów, do zastanawiania się nad tym, więc o tym nie myślimy. Oglądamy po prostu ciężki dramat o jednostce, która nie chce robić złych rzeczy, ale jest do tego zmuszana. Teraz musi pokonać te przeszkody. A my mu kibicujemy, bo również robiliśmy rzeczy, których żałujemy, z których nie jesteśmy dumni. Chcemy drugiej szansy, to wszystko. I o tym Miasto złodziei opowiada pod płaszczem solidnego kryminału – historia znana, z którą jednak nie zrobiono nic szczególnie nowego. Jedynie zrealizowano to solidnie: angażuje i przekonująco.