Źródło („The Fountainhead”, 1949)

Źródło („The Fountainhead”, 1949)

3 stycznia 2018 Uncategorized 3
the fountainhead 1949
King Vidor & Ayn Rand
Gary Cooper & Patricia Neal
Czarno-biały & początek XX wieku

Adaptacja powieści Ayn Rand pod tym samym tytułem z 1943 roku. Czytałem ją prawie 10 lat temu, wtedy to była moja ulubiona powieść.

Film pokrywa się z oryginałem na poziomie historii całkiem dobrze – w obu przypadkach mamy opowieść o architekcie, który tworzył projekty budynków wyprzedzające swoje czasy. Miał problemy ze znalezieniem klientów, akceptacji oraz środków do życia. Możecie to potraktować jako historię Mozarta czy innego archetypu geniusza*.

Kłopoty zaczynają się, gdy należy ponad 800 stron specyficznej narracji przenieść na medium filmu. „Źródło” jest wyjątkowe na wiele sposobów – autorka potrafi np. wprowadzić ważną postać na 150 stronie albo i 540. Innym istotnym czynnikiem jest odmienne podejście do postaci wiodącej – jest nim Roark, wspomniany architekt, który to jest doskonały już na początku. Nie przechodzi żadnej zmiany, z tego powodu pojawia się dosyć rzadko na kartach powieści (pozostając wciąż kluczową figurą, mającą największy impakt na rozwój wydarzeń). To sprawia, że niebywale istotne stają się losy pozostałych postaci, ich relacje z Roarkiem oraz kontrast wobec ich i jego zachowań w podobnych sytuacjach. Tutaj zawarta jest cała właściwa treść „Źródła„. Owe wątki niemal w całości wyrzucono z filmu.

Pozostało coś, co można uznać za „szkielet fabularny„, co ma bardzo dziwne tempo i nijak nie układa się w normalną historię. Wydarzenia na ekranie mają miejsce, ale dopiero pod sam koniec coś z nich wynika, mamy konflikt itd. Wcześniej są tylko bohaterowie wygłaszający bardzo ważne rzeczy, obdarte z całej naturalności, kontekstu i „aranżacji„, którą oferowała powieść. Dosłownie pierwsza linijka dialogu zapowiada kłopoty. Wciąż można zrozumieć wtedy zamysł twórców stojący za takim kształtem i konstrukcją, ale to nie umniejsza ciężaru, który osiadł na niemal wszystkich słowach w filmie. Owszem – w słowach, które słyszałem z ekranu, mogłem usłyszeć również echo tego, co czytałem w książce, ale różnica była więcej niż diametralna. Zacząłem się zastanawiać, czy film broni się jako samodzielna produkcja – i odpowiedź jest zdecydowanie negatywna. Ktoś nieznający pierwowzoru nic nie wyniesie z filmu. Dla przykładu Ayn Rand spędziła rok, pracując w biurze architektonicznym, żeby przygotować się do pracy nad powieścią – architektura w filmie już istotna nie jest. Dla fabuły istotne jest postrzeganie budynków jako dzieł sztuki, których konstrukcja nie może być byle jaka. W filmie też tego nie ma, zachowanie bohatera wobec „czystości” kompozycji jest kompletnie niezrozumiałe. W pewnym momencie fabuły Roark zaczyna się burzyć o to, że w jego projekcie ktoś wprowadza zmiany. W filmie chodzi tylko o to, że dokonał zmian i już. Jakich? Nieważne. W książce wyraźnie jest zaznaczone, że te zmiany miały podnieść koszta budowy, były niepraktyczne a biedna część społeczeństwa (dla której dany budynek powstawał) musiałaby płacić wyższy czynsz po osiedleniu się tam. Przyznacie, że to istotne szczegóły?

Do tego dochodzą jeszcze niekorzystne zmiany między książką i filmem. Od początku (Cameron traktował Roarka o wiele gorzej) do końca (postać popełniająca samobójstwo [!] w książce żyje w najlepsze). Pierwsze spotkanie Roarka i Dominique z kolei… To spotkanie to bardzo ważna scena jest. „Źródło” jako film jest bardzo mocno oparty na gadaniu, wyjaśnianiu swojego zachowania, inspiracji i motywacji. Powieść jest podobna, ale to też historia, w której istotny jest obraz. Bohaterowie Ayn Rand mają niesamowitą zdolność wyrażania wielu rzeczy samym swoim obliczem i zachowaniem, ale umieją również czytać twarz i zachowanie pozostałych ludzi. Wiele słów na kartkach pierwowzoru nie skupia się na tym, co bohaterowie mówią – przeważnie czytamy, jak narrator opisuje emocja na twarzy bohaterów. Dzięki temu można powiedzieć, że mamy tam „miłość od pierwszego wejrzenia„, kiedy to Roark i Dominique spoglądają tylko na siebie i to wystarczyło, żeby on włamał się do jej pokoju pod wieczór, a ona na niego czekała. Bez słów przeszli do brutalnego seksu, by następnie rozstać się na wiele miesięcy. W filmie jednak gadają o tym, akcja trwa wiele dni, a na koniec tylko całują się w policzek. Przy czym postronny widz w ogóle nie będzie tego rozumiał. Oczywiście, akcja w książce też jest niezrozumiała przy pierwszym czytaniu… Ale w ten dobry sposób. Co przez to rozumiem? Cóż…

Źródło” to doskonała lektura, która na swoim drugim poziomie opowiada o życiu w świecie, w którym społeczeństwo wyżej stawia sztukę niską niż sztukę wysoką, telenowelę ponad ambitnymi produkcjami. Autorka opowiada o tym do pewnego stopnia tak przekonująco, że naprawdę przez moment zacząłem myśleć, że tak właśnie powinno być i nie ma co z tym walczyć. Każda z postaci inaczej do tego podchodzi – pomaga w tym, czerpie z tego korzyści lub wybiera pozycję z boku, pozwalając światu na bycie, takim jest. Żadne z nich nie ma zamiaru rzucać diamentów przed wieprze. Historia rozpisana jest na kilka dekad i z tych starć oraz doświadczeń niezwykle złożonych bohaterów wynikają wnioski, które Ayn Rand chce przedstawić czytelnikowi. Film z kolei przechodzi od razu do wniosków, prezentując je nagimi i niezrozumiałymi, bez możliwości samodzielnego zrozumienia ich. Książka również wielokrotnie pozwala sobie na niezrozumienie, ale w efekcie tworzy zagadki, nad którymi osobiście myślałem nawet i latami. Dość powiedzieć, że w pewnym momencie „Źródła” dochodzi do konfrontacji ostatecznego zła i kompletnego dobra. Nie mogłem zrozumieć przy czytaniu, czemu ten moment wyglądał tak, jak wyglądał. I czemu był tylko momentem, czemu zło z dobrem spotkało się tylko raz? Niemniej, możliwe jest, by to zrozumieć.

Za scenariusz ku mojemu zdziwieniu odpowiadała sama Ayn Rand i nikt więcej, dlatego stworzyłem teorię. Mianowicie, jej wkład w film opatrzony jest jako „screenplay„, nie „screenwriter„. Możliwe więc, że jej praca była dłuższa niż 112 stron, z których ostatecznie zrobiono film. Możliwe, że napisała 200 albo i 250 stron, planując trzy- lub i czterogodzinną adaptację. W montażu jednak podjęto ostateczne decyzje i otrzymaliśmy co otrzymaliśmy. Streszczenie książki dla czytelników, którzy nie chcą poświęcać 32 godziny (ile trwa audiobook na Amazonie) na ponowną lekturę, tylko oglądają film. Do tego on się nadaje. Tylko do tego. I nawet do tego nadaje się dosyć kiepsko…

*nie myślcie jednak, że Roark tak jak Amadeusz upijał się, balował do wariata lub robił inne rzeczy tego typu, które można zobaczyć w filmie Milosa Formana.