Yankee Doodle Dandy (1942)

Yankee Doodle Dandy (1942)

4 lipca 2018 Opinie o filmach 0
Yankee Doodle Dandy
Michael Curtiz
James Cagney
A-MERICA! FUCK YEAAAH!

Propaganda, ale ma swoje zalety. Dlaczego Cagney tylko dwa razy zatańczył przed kamerą?

Opowieść o człowieku imieniem George Cohan, który urodził się 4 lipca. Sporo czasu upłynęło, zanim się zorientował, że te fajerwerki to nie są z okazji jego urodzin. Razem z resztą rodziny był artystą, grał w trupie teatralnej. Jak dorósł, postawił wszystko na jedną kartę, aby tylko odnieść sukces jako twórca sztuk na Broadwayu.

Yankee…” ma wymowę patriotyczną. Stany dopiero co przystąpiły do drugiej wojny światowej, potrzebowali rekrutów i pieniędzy, powstawały więc filmy o tym, że warto, bo będzie fajnie. Flagi wiszą w każdym kadrze, bohater spełnia amerykański sen jako indywidualista, ale nadal pozostaje częścią systemu, któremu ma się podporządkować. Wszystko jest tu na drugim planie do tego stopnia, że gdy wybuchła wojna na ekranie to dopiero po chwili zorientowałem się, że mówimy o pierwszej wojnie światowej. Gdy bohater mówi, że wojna została wygrana, to zdaje się, jakby mówił o drugiej, chociaż mówimy o 1942 roku i wojska Amerykańskie jeszcze do Europy nie dotarły. Jedna z najlepszych scen filmu to żołnierze z pieśnią na ustach maszerujący na front, śpiewających o wygraniu, które jest banalne, bo USA jest 10/10. Dumą z byciem obywatelem takiego kraju, za taki kraj warto umierać.

James Cagney sprawia jednak, że ten tytuł trzeba obejrzeć bez względu na wasz stosunek do tego, co napisałem powyżej. Nie znam prywatnych poglądów tego aktora – nie wiem, czy robił co miał w kontrakcie, czy faktycznie był patriotą sikającym w biało-czerwono-niebieskim kolorze, ale wnioskując z jego występu na ekranie, obie opcje są prawdopodobne. Gra z energią, jego występy sceniczne są świeże i na pierwszy rzut ignoranckiego oka prezentują prawdziwą klasę – naprawdę chciałbym zrozumieć, czemu zagrał w dwóch musicalach zaledwie, ale to temat na inne czasy. Teraz tylko dodam jeszcze, że najważniejsze są tu ostatnie minuty, kiedy Cohen cieszy się jako artysta z sukcesu swoich produkcji. Naprawdę uchwycono tu dumę twórcy z napisania piosenki, która potem była śpiewana przez tłumy ludzi.

Wciąż wtedy jest jednak obecny motyw patriotyzmu i altruizmu. Bohater jako artysta jest zapomniany, nikt go nie poznaje na ulicy, ale jego dzieło pomogło innym i w tym znajduje spełnienie. Obywatel jako część systemu i sługa – to nawet na koniec jest tu obecne. Przyznaję, wywołuje to we mnie sprzeczne emocje, ale wciąż mogę odbierać ten tytuł tak, jak chcę. Ponadto jest świetnie wyreżyserowany (Curtiz trzyma mocno tempo, szczególnie w drugiej połowie filmu), a w dokonaniu operatora wyraźnie widzę inspirację „Obywatelem Kane” (ta ostrość obrazu przy kilku planach!). Jest za co lubić ten tytuł, naprawdę.

PS

George M. Cohen to faktyczna postać. Robił muzykę do tej produkcji!

PS 2

Mogli mimo wszystko odpuścić scenę, w której Cagney stepuje przed komisją wojskową, aby udowodnić swoją sprawność fizyczną.