Cudowny chłopak („Wonder”, 2017)

Cudowny chłopak („Wonder”, 2017)

6 lutego 2018 Kino familijne 0
Wonder poster
Reżyser „Perks of Being a Wallflower”
Dziecko z „Room” & Owen Wilson & Julia Roberts
Podstawówka & Zajebiste życie & Przedstawione jako tragedia

Twórcy „Wonder” z całą pewnością mieli dobre intencje oraz zrozumienie, że każdy ma trudne życie i każdego należy zrozumieć.

Tytułowa postać zaraz po urodzeniu musiała przejść liczne operacje i dzisiaj chodzi z założonym zabawkowym hełmem astronauty, żeby nie straszyć innych ludzi. Szczególnie dzieci. Bohater ma na imię August i ma deformację twarzy. Do tej pory uczył się w domu i nie jest zbyt komunikatywny. Akceptuje, że inni nie chcą z nim spędzać czasu i nie narzuca się, jednak decyduje się iść do szkoły, gdzie stawi czoła ludziom w swoim wieku i wielu nowym doświadczeniom.

Pierwsze wrażenie „Wonder” robi naprawdę pozytywne. Opowieść podzielona jest w nim na rozdziały, każdy mający innego bohatera. Scenarzysta był na tyle mądry, by pokazać, że np. starsza siostra Augusta musiała odsunąć się w cień, żeby więcej uwagi szło w stronę jej brata, który tego potrzebował – ale ona też, i nigdy jej nie dostała. A takie życie też ma swoje minusy, nawet jeśli jesteś w pełni zdrowy. Podobna sytuacja jest choćby z rodzicami Augusta lub jego towarzyszami w szkole czy koleżankami siostry. Każdy z nich ma problemy, bardzo bliskie sobie nawzajem i każdy z nich zasługuje na to, by go zrozumieć i dać szansę.

Problemy zaczęły się gdzieś w połowie. Seans zaczął rodzić moje wątpliwości i już nie mogłem powiedzieć, by to było ciepłe, mądre doświadczenie. Co było tego przyczyną? To była zagadka, ale na pewno dużą rolę odegrało tu łatwość podawania wszystkich wiadomości widzowi. Bohaterowie i widzowie nie stają w trakcie „Wonder” wobec żadnego wyzwania, któremu będą musieli podołać – nie zadadzą sobie żadnego pytania dotyczących innych ludzi, bo ci przyjdą i sami powiedzą wszystko w stronę ekranu. Najczęściej z OFF-u i podczas deszczu. W ten sposób nauczymy się wszystkiego o innych bohaterach, o ich problemach i o tym, jacy faktycznie są wewnątrz. Oglądanie czegoś takiego dalekie jest od filmowości, poznawania i naturalności. W tym czuć fałsz i łatwo zacząć kwestionować produkcję, która posługuje się taką narracją.

O wiele gorsze jest, że w pewnym momencie pomyślałem, że moje życie (i wielu innych) było o wiele trudniejsze niż to głównego bohatera. Żeby nie wgłębiać się za bardzo, dostawałem mocniej po uszach za to, że nosiłem okulary. A główny bohater „Wonder” miał deformację twarzy. Jego życie powinno być gorsze od mojego noszenia okularów, dalece gorsze. Efekt jest jednak inny i przez to przestałem wierzyć w tę produkcję. Przestałem wierzyć, że ci ludzie faktycznie wiedzą, o czym opowiadają. Czy to ją skreśla całkowicie? W mojej ocenie nie, po prostu mogłaby być lepsza. To wciąż ładny film o miłości do ludzi, w których ludzie dają sobie nawzajem szansę, mają kochające rodziny i zdobywają przyjaciół na całe życie. Może się okazać, że takiego filmu właśnie będziecie potrzebowali i dokładnie to dostaniecie. Miejcie ten tytuł w pamięci.

Chcecie więcej?

To the Bone” (2017) jest również opowieścią w podobnej tonacji, chociaż ponoć tam jest lepsze przedstawienie problematyki (czyli nastolatków, którzy się głodzą). Ewentualnie „Most do Terabithi” (2008), tam są momentami sceny przypominające kolorowość „Wonder” (z tym, że „Most…” tak ogólnie jest bardziej brutalnym i smutnym filmem)