Wojna wietnamska („The Vietnam War”, 2017)

Wojna wietnamska („The Vietnam War”, 2017)

1 listopada 2018 Opinie o serialach 1
vietnam war
vietnam poster
Ken Burns & Lynn Novick
10 odcinków trwających średnio 100 minut (od 82 do 115, łącznie 998 – czyli ponad 16 i pół godziny)

Brutalne i bezlitosne rozliczenie się z wojną wietnamską. Ken Burns rozłożył ten bałagan na części pierwsze, w końcu to można zrozumieć i zrobić następny krok.

 

Dziesiątki filmów widziałem o wojnie Wietnamskiej i każdy z nich traktował ten konflikt z grubsza jako zwykłą wojnę, a morał z nich był taki, że wojny są złe. Chciałem wiedzieć więcej, dlatego ucieszyłem się, że Ken Burns za to się wziął. Zaczął on swoją opowieść w 1861 roku, kiedy nie było Wietnamu, tylko kawałek ziemi, którą Francuzi chcieli mieć dla siebie. I tak to trwało do 1945 roku, kiedy sytuacja miała się zmienić. Przywódca Wietnamski wygłosił przemówienie do swoich ludzi, przy którym cytował Thomasa Jeffersona – między innymi o tym, że wszyscy ludzie są równi. Miła odmiana po latach bycia pod butem Francji. Wietnamczycy chcieli niepodległości, niby ją mieli po drugiej wojnie światowej, ale jednocześnie Francja wciąż chciała mieć tam swoją kolonię. I przegrywali.

Zaczęto więc mówić o Wietnamie jako przyczółku komunizmu. Tak jak Związek Radziecki zajął kraje ościenne (w tym Polskę), tak Chiny miały wejść na Koreę oraz Wietnam (a stamtąd na Indochiny itd.), z czym Francja niby walczy. W ten sposób zarzucano władzom USA (którzy byli neutralni), że stoją z boku i nic nie robią. Zaczęli więc dozbrajać Francję, a Wietnam walczył o niepodległość ze wszystkimi, w tym z sobą samym (w końcu był jeszcze podzielony na północny i południowy).

Jedno prowadzi do drugiego, więc po paru latach nikt już wtedy nie wiedział, o co w tej wojnie chodzi. Kiedy Amerykanie w końcu wylądowali w Wietnamie na dobre, to z jednej strony byli witani kwiatami, inni się ich obawiali, jeszcze inni strzelali, a nawet znalazł się jeden dziadek zadowolony z powrotu Francuzów (tak zidentyfikował pojawienie się białych ludzi). Jeden wielki bałagan.

Na szczęście Ken Burns jest mistrzem dokumentu i poświęca czas, żeby wyjaśniać, jak to jedno doprowadziło do drugiego. To w końcu miniserial trwający 10 odcinków, wśród których są też takie, które trwają niemal dwie godziny! Widz ma możliwość zrozumieć każdy ruch każdej ze stron. Stanowisko każdego dowódcy, ich doradców, obywateli, żołnierzy, partyzantów. Poznajemy konflikt od strony militarnej, obyczajowej, politycznej, osobistej… Dla przykładu – weterani drugiej wojny światowej byli zmyleni przez swoje własne doświadczenie. Myśleli, że to będzie taka sama wojna, ale się mylili. Wojna w Wietnamie nie posiadała celów militarnych czy frontów. Do starcia mogło dojść wszędzie, a żaden teren nie był zabezpieczony i należący do którejkolwiek ze stron. Amerykanie zdobywali wzgórza, ginęli w tym celu, ale nic w ten sposób nie osiągali. Po wszystkim przechodzili tylko do następnego wzgórza, a o wygranej czy przegranej decydował stosunek strat do zysku. Co można uznać za zysk w takim konflikcie? Nic, dlatego mierzyli go ilością zabitych wrogów. Im więcej ciał, tym bliżej byli pokonaniu komunizmu – a przynajmniej tak się wtedy mówiło. Dość powiedzieć, że konflikt skończył się śmiercią ponad 50 tysięcy żołnierzy Amerykańskich oraz ponad dwóch milionów Wietnamczyków.

Słuchamy opowieści ludzi, którzy trenowali zabijanie, polecieli tam i zabijali innych ludzi. Dzisiaj opowiadają o tym i trzęsą się z nienawiści do samych siebie, a po ich oczach widać, że od lat błagają o wybaczenie. Problem w tym, że to nie jest możliwe. Żal mi ich było, a to jedynie początek zróżnicowanych reakcji emocjonalnych, jakie miałem podczas oglądania tego dokumentu. Wojna Wietnamska to zapis niewiarygodnej zbrodni – wielopoziomowej i wielowymiarowej, dokonywanej przez wiele lat, przez wielu ludzi, trwająca do dzisiaj. To przytłaczający i druzgoczący seans o wielkim wydarzeniu, które wywarło każdy możliwy negatywny impakt na wielu ludzi. Nikt się z niego niczego nie nauczył, a Ken Burns razem z Lynn Novick pochylili się nad tym i zastanowili, dlaczego tak się stało. Dlaczego ludzie popierali tę wojnę, czemu w niej uczestniczyli, czemu przedstawiali ją inną niż była w rzeczywistości, czemu kłamali na jej temat i czemu wierzyli w jej przeróżne wersji oraz dlaczego do dzisiaj wojna wietnamska dzieli ludzi, dlaczego ludzie wybierają bycie podzielonymi?

To naprawdę dokument kompletny*. Jest tylko kwestia ostatniego odcinka, który wyraźnie odcina się od kilku kwestii (dlaczego Richard Nixon nie poszedł do więzienia?), zamiast tego skupiając się na ludziach i tym, jak kontynuowali życie po 1975 roku. Zamiast powiedzieć, kto został wybrany na następnego prezydenta USA, pokazano byłych weteranów podróżujących prywatnie po latach do Wietnamu, podający rękę osobom z drugiej strony konfliktu i budujący tam lepszy świat. W ten sposób udało się nawet odnaleźć nieco humanitaryzmu w tym wszystkim. Wojna wietnamska to opowieść o wielkiej krzywdzie i o tym, że nie jest ona ostatnim słowem z niczyjej strony. Wciąż można coś z tym zrobić, a pierwszy krok jest w końcu możliwy – możemy już zrozumieć nie tylko wojnę oraz ludzi uczestniczących w niej wiele lat temu, ale też teraz, dzisiaj.

Teraz czas na krok drugi.

*

Jako uzupełnienie mogę tylko zalecić przeczytanie eseju Ayn Rand o tym, dlaczego w pewnym momencie w USA o wszystko zaczęto obwiniać komunizm, co jest istotne w sytuacji, kiedy wiele lat później przeciwników wojny w Wietnamie zaczęto nazywać agentami radzieckimi i tym samym zamknięto jakiekolwiek pole do rozmowy. Ewentualnie jeszcze mogę polecić esej o wpływaniu na młodych ludzi i w jaki sposób byli oni przeświadczeni, że nie mają prawa do swojego życia – w ten sposób, gdy państwo mówiło im, żeby walczyli, to oni szli i walczyli.

Ścieżka dźwiękowa

Nie mówię o soundtracku przygotowanym przez Trenta Reznora. Nie, mam na myśli oryginalne piosenki użyte perfekcyjnie w serialu Vietnam. Powyżej umieściłem For What’s It’s Worth, które było pierwszym takim momentem, kiedy piosenka idealnie podkreśliła zamieszanie i dezorientację wojenną. Były jeszcze dwa takie momenty, które pamiętam – pod koniec, kiedy odsłaniali pomnik ku czci zmarłych w wojnie, puścili Bridge Over Troubled Water. Finału z kolei nie będę zdradzał, ale znalazł się wtedy genialny montaż podsumowujący, wyrażający ostatni raz całą okrutność i ból tej wojny, po którym to zaczęły lecieć tylko napisy końcowe, a w ich trakcie Let It Be. A ja siedzę o tej pierwszej w nocy, śpiewam i łza mi cieknie po policzku.