Władca Jeff („Lord Jeff”, 1938)

Władca Jeff („Lord Jeff”, 1938)

14 grudnia 2017 Uncategorized 0
Lord Jeff poster
Sam Wood
Mickey Rooney& Charles Coburn
Elegancja & & Brytyjski akcent & Młodzi bohaterowie

Geoffrey „Jeff” Braemer ma mniej więcej 12 lat. Podszywa się pod zamożnego dziedzica i z pomocą pary oszustów zdobywa dobre wykształcenie godne dżentelmena.

Smak wyższej kultury przypada mu do gustu, dlatego jest wdzięczny swoim opiekunom za ten dar i pomaga im w ich brudnym fachu. Kiedy farsa zostaje zdemaskowana i wszyscy wiedzą, że Geoffrey jednak nie jest spadkobiercą, wtedy zostaje wysłany do szkoły prywatnej. Tam, obok nauki żeglugi i wiązania węzłów, ma nauczyć się dyscypliny oraz wyjść na ludzi.

Produkcja ta budzi moje skojarzenia z późniejszą „Samotnością długodystansowca„. W obu mamy starcie z systemem oraz bohatera, który musi dokonać w finale najważniejszej decyzji swojego życia. „Samotność…” jest bardziej brudna: bohaterowie pochodzą z nizin społecznych, szkoła jest niemal
więzieniem, a rzeczywistość spajająca oba te światy jest brutalna i zimna. „Lord Jeff” jest bardziej familijny, chociaż wciąż uderza w poważne tony.

Świat jest jednym z tych, których oglądanie w ruchu sprawia mi przyjemność: zachowanie bohaterów
wobec siebie nawzajem, szkoła z tradycjami, podekscytowane dzieci obdarzone zaufaniem i szansą na wykazanie się. Na ekranie widać klasę i elegancję, główny bohater wyraźnie czerpie przyjemność z
zachowywania się jak klasyczny dżentelmen.

Szkoła czy cały system obecny w opowieści nie należy do tych bezwzględnych lub ostrych. Tutaj trafiają ludzie nie za karę, ale by się wykazać. Uczeni są tam tradycji i wartości wynikających z
zawodu marynarza, a uczniowie powoli fascynują się każdym detalem. Nauczyciele wykazują się nawet odrobiną wyrozumiałości i szczerze dobrych intencji. Koniec końców najważniejsi są nie kadra profesorów ale dzieci – czyli koledzy bohatera zbliżeni do niego wiekiem.

To oni są tutaj kompasem moralnym. To ich uznanie na koniec okazuje się najcenniejsze, to oni są w
stanie najwięcej zrozumieć, wybaczyć i pomóc. To miłe. „Władca Jeff” to właśnie miły film. Jestem zadowolony, że go zobaczyłem. Zamiast martwić się o przyszłość bohatera i jakie są jego szansę na skończenie w nędzy, tym razem dane mi było obejrzeć historię młodej osoby, która ma szansę na udane życie. Pocieszające!

PS. Film dedykowany jest personie imieniem Thomas John Bernardo, który pod koniec XIX wieku założył sieć domów opieki dla biednych dzieci.

Chcecie więcej?

Samotność długodystansowca„. Chociaż w pełni doceniłem ten tytuł za drugim razem. Po pierwszym wydawało mi się, że to co film oferuje to za mało – z czasem dopiero zrozumiałem, że diagnoza problemu to wciąż coś, co należy docenić.