Wielka parada („Big Parade”, 1925)

Wielka parada („Big Parade”, 1925)

5 stycznia 2018 Drama 0
big parade poster
King Vidor
Patriotyzm & Pole walki & Podrywanie Francuzek

Można sobie wyobrazić, że ta produkcja musiała kiedyś wywoływać wielkie emocje. My, żyjący dzisiaj, czuliśmy je na wielu innych tytułach, a „Wielka parada” nie robi nic z formułą, nic nie chce powiedzieć. Dlatego koniec końców mogę tylko docenić.

Tytułowa parada jest symbolem odrodzenia patriotyzmu, może nawet jego narodzin. Akcja filmu dzieje się na początku I wojny światowej i młodzi ludzie są zachęcani właśnie takimi atrakcjami jak w tytule, aby przyodziać mundur i ruszyć z karabinem do Europy. Wcześniej w obywatelach, jak zdaje się film sugerować, poczucie miłości do ojczyzny nie było uświadomione – ale wraz z wybuchem wojny wszyscy zaczęli się zaciągać, a kto był na to za stary, ten tylko głosił pochwałę do takiego zachowania. Oddanie ojczyźnie to szlachetność i tak dalej. A potem bohaterowie idą walczyć i to przestaje być zabawne. Nie od razu, ale jednak.

Wielka parada” trwa dwie i pół godziny, a moje zainteresowanie straciła bardzo szybko. To jest niestety film, który niewiele chce powiedzieć. Praktycznie nic. Nie ma tutaj nawet śladu komentarza odnośnie do metod zachęcania młodych do walki albo sensowności jej. Wojna z kolei wygląda tak, że przez godzinę podrywają Francuzki, nie znając francuskiego albo myją podłogi i śpią w złych warunkach. Potem dopiero idą do konfrontacji z wrogiem (sam konflikt nie jest wyjaśniony, jedynie „ojczyzna jest zagrożona i należy jej bronić!”). Na polu walki z kolei typowe odkrywanie czym jest życie w poczuciu zagrożenia, może kogoś bohater straci i wróci do domu wdzięczny, że to wszystko już się skończyło. Twórcy pod każdym kątem sprawiają wrażenie, jakby tylko chcieli „zrobić film„. Nie mogę powiedzieć, czy ich obraz jest za wojną lub przeciwko niej. Cała produkcja stoi bezpiecznie pośrodku, a to nie jest dla mnie interesujące. Może dla was będzie?

Faktem jednak jest, że „Wielka parada” to pewne osiągnięcie. Nie z dzisiejszej perspektywy, bo tę formułę zabito już dawno temu na śmierć, ostatnio choćby w „Przełęczy ocalonych” ją widzieliśmy. Znamy to na pamięć. Niemniej, „Wielka parada” nie tylko tę formułę opowiadania historii wojennej opracowała, ale też pokazała jako jeden z pierwszych filmów nowoczesne pole walki. Nie wojnę secesyjną, jak to było w „Narodzinach narodu” czy inne kostiumowe starcia, ale walkę w okopach, z karabinami itd. Oczywiście wtedy to w ogóle nie przypominało współczesnego pola walki, ale całość zrealizowano w tak ponadczasowy sposób, że współczesny widz zrozumie cały obraz. To należy docenić. Są też aspekty techniczne – King Vidor reżyseruje naprawdę dobrze, aktorzy spełniają się nie gorzej. Można sobie wyobrazić, że ta produkcja musiała kiedyś wywoływać wielkie emocje. My, żyjący dzisiaj, czuliśmy je na wielu innych tytułach, a „Wielka parada” nie robi nic z formułą, nic nie chce powiedzieć. Dlatego koniec końców mogę tylko docenić. A polecić mogę inny tytuł: „Na zachodzie bez zmian” (1931). Tylko kilka lat różnicy w produkcji a impakt na mnie zostawił diametralnie różne. Polecam gorąco.