Wichrowe Wzgórza („Wuthering Heights”, 1939)

Wichrowe Wzgórza („Wuthering Heights”, 1939)

28 czerwca 2018 Opinie o filmach 0
wichrowe wzgorza 1939
William Wyler
Laurence Olivier
Szlachta nie pracuje

Najgorszy odcinek „Różowych lat 70” jaki w życiu widziałem!

Tytułowe Wzgórza są posiadłością, do której przybywa nowy mieszkaniec. Na miejscu zastaje jednak szalonego pana domu – zafascynowany postanawia wysłuchać historii o jego przeszłości, kiedy to został adoptowany przez bogatą rodzinę i zakochał się nieszczęśliwie… I to będzie na tyle, ale przynajmniej zaczął się jak horror. Każdy romans powinien zaczynać się jak horror.

Akcja ma miejsce w czasach nam obcych (końcówka XIX wieku?) i zasady tego świata nie są zbytnio tłumaczone. Bohaterowie są majętni, ale nie są jeszcze arystokracją. Posiadają ziemię czy dwory, i o ile dobrze zrozumiałem, zarabiają jako posiadacze okolicy. Ludzie uprawiają ziemię i płacą bohaterom za możliwość robienia tego – albo coś w tym stylu. Chodzi mi o to, że sami bohaterowie nic nie robią. Nie muszą i nie chcą, jedynie są i zajmują się głównie jazdą na koniu czy innym patrzeniem się w ogień z kominka. Są nudni i tyle, jedynie ich perypetie są interesujące. Heathcliff ma co prawda potencjał, bo wyszedł z ubóstwa i wyznaczał sobie cel, jakim chce być człowiekiem, ale nie jest to pokazane, nie jest w centrum uwagi filmu. Cathy, czyli jego miłość, wychodzi za mąż dla pieniędzy, pytania o to „za co kogoś kochasz” uważa za bezsensowne, mówi jedno i robi drugie, pyta innych, co powinna zrobić, oni jej mieszają, a ona na to pozwala. Jednym słowem, „Wichrowe Wzgórza” to najgorszy odcinek „Różowych lat 70” jaki w życiu widziałem!

Końcówka pomimo to wciąż jest niesłychanie dramatyczna. Zbiera plusy za samo przekonanie mnie wtedy, że „Wichrowe wzgórza” nie są złe, to tylko ta adaptacja taka jest. Mogłem oglądać trzeci akt i dostrzegać tutaj to, co autorka powieści próbowała przekazać – a przynajmniej tak tylko zgaduję. Widzę tu historię o czasach nienawidzących miłości, kiedy ludzie nie rozumieli jej, był kult statusów i sztuczności. Na tym wszystkim tracili ludzie „prawdziwie” zakochani, cierpiący i będący ranieni, ograniczani i spychani na bok, nie pozwalano im żyć, rozwijać skrzydeł, którzy dopiero w śmierci znajdują wolność do kochania… Może tak w książce jest, może tam nawet jest wyjaśnione, czym „miłość” jest. W filmie ci ludzie sami rozwalili swą relację z drugą stroną, a potem byli zbyt niedojrzali, aby ją naprawić. Poza tym miłość tutaj wygląda tak:
Kocham cię!
A ja ciebie nie.
Rzucam na ciebie klątwę!

Możliwe jest, że to wszystko zasługa okrojenia materiału źródłowego z wszystkich atrakcji tła. Możliwe, że scenarzysta zostawił tylko głównych bohaterów oraz historię relacji między nimi. Zapytam w bibliotece, czy mają. Co do filmu – nie polecam. Znacie inne adaptacje, bardziej godne uwagi?