Przegląd ofert VOD – Maj 2019

Przegląd ofert VOD – Maj 2019

2 czerwca 2019 Blog 0
vod

Czyli moja mieszanka poleceń, informacji i przyglądania się nowościom, które wyszły miesiąc temu na polskich VOD. Netflix, HBO GO, Mubi i nie tylko.

HBO GO

W maju fani Gry o tron dostali ósmy sezon Gry o tron (oraz dokument o powstawaniu tegoż – przewinąłem z ciekawości i zobaczyłem głównie aktorów mówiących standardowe zdania pokroju „To było najlepsze doświadczenie w moim życiu, erekcję będę miał do końca życia”), fani Twin Peaks i pochodnych dostali Wayward Pines (od razu dwa sezony – miasteczko, zagadka i klimat, ja tam chętnie obejrzę), fani kaszanek dostali Slender Mana, fani Deadwood dostali Deadwood: The Movie (obecnie na IMDb ocena 8.6/10, sam nie oglądałem – przerwałem w końcu serial na trzecim sezonie, ale i tak doceniam prezent dla fanów po ponad dekadzie; dla fanów Firefly, Babylon 5 i innych seriali to oznacza światełko w tunelu). Poza tym w końcu Polacy mogą oglądać Legion (komiks psychodeliczny o superbohaterze ze schizofrenią – dwa sezony już teraz, trzeci będzie wkrótce), a od 6 czerwca będzie Doom Patrol (widziałem już na DC Universe i polecam, jak ktoś lubi wyluzowane produkcje oparte o komiksy). Poza tym pojawiło się kilka innych tytułów godnych uwagi pokroju Searchning, Frozen, Coś z zupełnie innej beczki, klasycznego Paragrafu 22, lubianego przeze mnie Zabijania na śniadanie oraz tajemniczego The Man Who Killed Hitler and Then The Bigfoot. Boję się sprawdzić, o czym ten film opowiada. Poza tym pojawiło się kilka nowych seriali, widziałem ich pierwsze odcinki i poniżej piszę parę słów:

PARAGRAF 22. Jak ktoś nie wie – książka pt. Paragraf 22 jest nazywana biblią pacyfistów, przedstawia wojnę w satyryczny sposób, a tytułowy paragraf stał się popularnym określeniem każdego problemu, którego rozwiązanie jednocześnie zapobiega rozwiązaniu go. Już raz książka ta trafiła na ekran za sprawą filmu Mike’a Nicholsa (też dostępny na HBO GO), który jakoś wysoko oceniony nie był, ale zebrał przynajmniej mocną obsadę (Orson Welles, Alan Arkin, Art Garfunkel, Anthony Perkins, Jon Voight, Martin Sheen). W 2019 na ekranie możemy już oglądać takie nazwiska jak Kyle Chandler, George Clooney czy Hugh Laurie, którzy przecież nigdy nic z telewizją wspólnego nie mieli.
Pilot sam w sobie składa się ze scenek, które w nim upchnięto. Część zabawnych, część zapewne miała być o wiele bardziej zabawna, niż wyszło. Do tego jakiś moment „Ojej, na wojnie giną ludzie”, zobaczymy niektórych bohaterów (niemal żaden nie zostanie przedstawiony w jakiś konkretny sposób i w mojej pamięci zostaną głównie nazwiska aktorów) i usłyszymy, czym jest tytułowy Paragraf 22. Nic na razie z tego nie wynika i nie czuję, abym miał właśnie styczność z adaptacją jednej z najważniejszych lektur XX wieku. Nie jest źle, ale też całkiem daleko jeszcze do choćby najgorszych odcinków serialu MASH.

CZARNOBYL. Serialowe wydarzenie tego miesiąca (ten tytuł zbiera naprawdę szalone recenzje), ale mnie jest ten tytuł dosyć obojętny. Opowiada oczywiście o wybuchu elektrowni w Czarnobylu oraz tragedii i wydarzeniach z tym związanych. Pierwszy odcinek oferuje schematy i naukowy bełkot, pozostałe tak samo, ale scenografia i atmosfera w tym serialu cały czas trzyma wysoki poziom oraz opowiada lepszą historię od scenarzystów. I najwyraźniej to przyciąga widzów do tego tytułu – bo samej historii nie udało się twórcom zepsuć. Zasługuje ona na lepsze potraktowanie, ale wciąż czuć w tym smutek i żal za tymi, co zginęli, stawiając czoła niewidzialnemu wrogowi, oraz heroizm ludzi poświęcających siebie, aby miliony innych mogły żyć. Więcej napiszę za kilka dni, kiedy odbędzie się premiera ostatniego odcinka.

CURFEW. Ciężki świat, z którego bohaterowie chcą uciec na wyspę, gdzie życie jest lepsze. Z jednej strony ma to interesujące mnie motywy. Z drugiej – to taka trochę bardziej poważna produkcja z gatunku Young Adult. Poważna, bo nie mamy tutaj choćby klasycznego złego rządu, który uciemięża obywateli, narzucając im tytułową godzinę policyjną. Okazuje się, że mamy tutaj jakieś groźne stwory (pewnie zombie), które atakują ludzi po nocach. Sporo jest też śmierci w tym pierwszym odcinku. Poza tym recenzje nie są najlepsze, ale w obsadzie mamy Seana Beana.

THE ACT. Piszę o tym serialu teraz, chociaż miał on premierę już jakiś czas wcześniej. Teraz jednak zerknąłem i chcę dać wam znać, że ten tytuł istnieje. Samotna matka i dorastająca córka, która ma cukrzycę, niedziałające nogi, musi spać z podłączonym tlenem i jeszcze jest łysa. Zapewne więc każdy organ u niej jest spieprzony i niedługo umrze. Opowieść oparta na faktach.
Pierwsze wrażenie jest takie, że to nie będzie łatwy seans. Na początku matka z córką wprowadzają się do nowej okolicy i nie umieją poznawać nowych ludzi. Kiedy jednak z kimś rozmawiają, wtedy mówią jedynie o swoim dramacie. Skrętu dupy można dostać od oglądania czegoś takiego, bo odbieram to bardzo osobiście – jestem właśnie tą osobą, która podaje rękę wycofanym ludziom i staram się ich nieco rozruszać, czy to są osoby nieśmiałe albo właśnie chore w jakiś sposób. Najczęściej takie osoby się przysysają do mnie i jest problem, więc nie chcę tego jeszcze oglądać. Chodzi mi o to, że tak właśnie wygląda serial: chorzy chcą być z innymi ludźmi, ale nie umieją za bardzo w relacje, inni chcą być z chorymi, ale nie wiedzą jak, i nie chcą, żeby to stało się ich głównym punktem dnia. Chcą mieć życie, ale też chcą być mili – niezręczność sięga zenitu i idzie na rekord.
Ostatnie 10 minut pierwszego odcinka jest jednak tym, co zwraca moją uwagę na ten serial. Nie chcę czegokolwiek zdradzać, ale to jest jak sekwencja z Lost, jakby kamera okrążyła dom bohaterek i poszła do lasu, by znaleźć tam między drzewami dwoje ludzi przy ognisku. Jeden mówi do drugiego, że wszystko idzie zgodnie z planem, kamera obraca się wokół niego i widzimy… ŻE TO JOHN LOCKE!!!1 Coś w tym stylu się dzieje na koniec – coś, co rozbudza moją wyobraźnię i sprawia, że jestem ciekaw, co ta produkcja chce pokazać oraz w jaką stronę zmierza. Plus Joey King, AnnaSophia Robb, Patricia Arquette, Chloë Sevigny… Czy mogło być lepiej?

MUBI

Trochę obejrzałem, ale żadnego tytułu nie mogę polecić. Niemniej napiszę o tym, co widziałem (w kolejności od najstarszego dostępnego tytułu):

ŻAŁOBNA PARADA RÓŻ. Oczywiście jestem zadowolony, że taki tytuł mogłem legalnie obejrzeć, ale ten tytuł niewiele oferuje poza tym, że jest. Młodzież bierze narkotyki, uprawia seks i udziela wywiadów. Nie widzę w nim cokolwiek inspirującego, szczerze.

NIEPOGODZENI. 50 lat niemieckiej historii opowiedziano w 50 minut bez patrzenia na schludność czy porządek. Nie pomaga też fakt, że części mowy zwyczajnie nie przetłumaczono. Może nawet połowy tego, co mówią. Dziwny jest ten Mubi.

MADE IN USA. Godard próbuje kina noir. W efekcie zobaczyłem chaotyczną parodię noir, czyli ani dobre noir, ani dobrą parodię. Plus najwyraźniej trzeba oglądać z podręcznikiem w ręku, bo ten tytuł odnosi się do jakiegoś wydarzenia, o którym nigdy nie słyszałem, i robi to w nieczytelny sposób.

JACQUOT DE NANTES. Jeśli miałbym wybrać film miesiąca na Mubi, to byłby to ten tytuł. Agnes Varda wyraża miłość do męża, opowiadając o nim na dużym ekranie. Wyszła jej produkcja z gatunku coming of age, przedstawiająca dzieciństwo tej osoby i inspirację, które na nią wpłynęły. Tytuł z całą pewnością uroczy i sympatyczny, ale też sam w sobie jest zbiorem scenek idących w schemat gatunkowy, które do niczego nie prowadzą. Trzeba znać kontekst produkcji, aby jakoś się w nią zaangażować. Varda jasno sygnalizuje retrospekcje i inne zmiany czasu akcji. Stawia też na obraz czarno-biały, aby kolorem podkreślić te wspomnienia, które będą potem rezonować. Pomysły dobre, jest tu też uczucie do bohatera oraz jego uczucie do możliwości rejestrowania rzeczy kamerą. Normalnie oceniłbym to niżej, ale jak na Vardę – jest to Top 3 jej filmografii.

IMIĘ: CARMEN. O ile dobrze rozumiem, to Godard cytuje tutaj samego siebie, odwołuje się do swojej twórczości i jeszcze raz śmieje się z tego, że wystarczy coś nagrać, żeby nazwać to potem filmem. Pozostaje mi tylko napisać o tym, co zobaczyłem na ekranie: kobieta korzysta z pisuaru, a obok facet spożywa (chyba) musztardę ze słoika środkowymi palcami. Zróbcie z tym, co chcecie.

ALEKSANDRIA ZNÓW I ZAWSZE. Film o filmie, tym razem od Egipskiego reżysera, który kręci samego siebie kręcącego Hamleta równocześnie biorącego udział w strajku filmowców przeciwko rządowi. Oglądać z podręcznikiem w ręku oraz wyrozumiałością w sercu. Mogę napisać, że to jest odmienna poetyka obrazu od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni, ale to nie zmienia faktu, że wszelkie walory realizatorskie są naprawdę biedne. Dzieci po powrocie ze szkoły razem z kumplami kręcą podobnie wyglądające rzeczy. Niemniej, ma to swój urok, a poza tym reżyser wyraźnie spełnia tutaj swoje marzenia (realizując choćby scenę musicalową w stylu Deszczowej piosenki).

PLAŻE AGNES. Agnes Varda opowiada o sobie przez dwie godziny, czyli swoim dorastaniu i swojej karierze. Nic interesującego, chociaż momentami wychodzi jej (?) niezła scenografia. Lustro na plaży i już mamy ciekawy wizualnie kadr, nie przeczę. W pewnym momencie rekwizyt pyta panią Vardę, czy ta uważa się za kinofila, na co odpowiada przecząco: „Do 25 roku życia widziałam pewnie z 10 filmów”. To w sumie wiele wyjaśnia.

EGGSHELLS. Sporo eksperymentowania z barwami i dźwiękiem, czyli tytuł do oglądania z narkotykami w obiegu. Nie denerwuje, a nawet jest jedna fajna scena – ostatnia, w lesie, z odkurzaczem… Zerknijcie chociaż na nią.

NETFLIX

W ofercie tego serwisu pojawiły się m.in. cztery filmy Wajdy (w tym Powidoki czy Katyń, czyli nie te najlepsze, chociaż taki Tatarak uwielbiam) i inne polskie filmy pokroju Disco Polo, Karbali albo Skrzydlatych świń. Do tego jeszcze klasyk w postaci The Princess Bride, dokument After Porn Ends (życie aktorki porno po jej rezygnacji z występowania), najlepszy film Adama Sandlera, czyli Funny People, oraz dokument When They See Us o nastolatkach skazanych za gwałt, którego nie popełnili. Jak kogoś interesuje temat, to poszukajcie, kim był George Junius Stinney – ale nie czytajcie tego przed snem, dobrze radzę.

AMAZON PRIME

Jak zwykle nie ma tego wiele: pojawiło się Hanna, czyli serial oparty o film z Saoirse Ronan, taki Jason Bourne w wersji żeńskiej – chociaż chyba chodzi o to, że pojawił się na polskiej wersji tej strony (podobnie drugi sezon Fleabag miał naświecie premierę w marcu, w Polsce dopiero w maju); poza tym możemy oglądać The Walk (serio lubię ten film – rzućcie okiem przynajmniej na magiczny opening!), Good Omens (Neil Gaiman i Terry Pratchett, poza tym ładny plakat i tylko garść odcinków) oraz Maniac Farmer, który nie ma co prawda strony na filmwebie, na IMDb nie ma nawet daty premiery, ale ma bardzo krwawy plakat i ogólnie wydaje się pasować do SPLAT Film Festival albo Nocnego Szaleństwa na Nowych Horyzontach.

CHILI

Tutaj możemy już oglądać The Favourite, Vice, Glass, Trzy bilbordy za Ebbing, Missouri (jeśli dobrze rozumiem, to film był już wcześniej w ich bazie, ale teraz dodali polskie audio… czyli lektora, a polskich napisów jakoś nie widzę), oraz Can You Ever Forgive Me? Dodali też sporo klasyki pokroju Sex, kłamstwa i kasety video, Egzorcystę, Człowiek, który zabił Liberty Valance’a czy też moje ukochane I Origin, Papierowy księżyc czy Trop. Dzieci gorszego Boga też lubię i mogę polecić wszystkim, którzy robią romanse, ale bez tego wszystkiego, co czyni filmy romantyczne nieoglądalnymi.

CINEMAN

Tutaj możemy oglądać lubiane przeze mnie Baby Bump (o dorastaniu w surrealistycznej formie), The House That Jack Built (dla fanów Larsa von Triera i jego poczucia humoru, ale też ma ładny wizualnie finał – można rzucić okiem), Wołyń (chociaż to już chyba było wcześniej gdzieś indziej dostępne…) oraz Jak pies z kotem, które naprawdę polubiłem (o ostatnich wspólnych momentach pomiędzy rodzeństwem reżyserów Andrzejem i Januszem Kondriatuków, bardzo ciepły film).

PS. Od paru dni w Polsce dostępny jest YouTube Premium – poza tym, że od teraz mogę się cieszyć życiem całkowicie wolnym od reklam, to jeszcze można obejrzeć Cobra Kai. Dwa pierwsze odcinki są dostępne na YT (naprawdę udane!) za darmo tak czy siak, reszta była płatna… Aż do teraz. Pierwsze trzy miesiące YTP są za darmo. Jedyny minus to podanie numeru karty Googlowi.