Przegląd ofert VOD – Marzec 2019

Przegląd ofert VOD – Marzec 2019

31 marca 2019 Blog 0
vod

Czyli moja mieszanka poleceń, informacji i przyglądania się nowościom, które wyszły miesiąc temu na polskich VOD. Netflix, HBO GO, Mubi i nie tylko.

W marcu HBO GO przekonało prawie wszystkich, że Michael Jackson jednak był pedofilem – za sprawą dokumentu Leaving Neverland. A przynajmniej przekonał niektóre stacje radiowe na tyle, żeby ci przestali puszczać piosenki króla popu. Czy słusznie, opinie są podzielone. Oprócz tego HBO GO dostarczyło jeszcze Ant Mena 2 i Solo. Mubi pozwala swoim widzom na zapoznanie się z twórczością zmarłych niedawno Agnes Vardy i Jonasa Mekasa (można też jeszcze zobaczyć Twarzą w twarz Bergmana i Zakazane zabawy!). Chili pozwala za opłatą obejrzeć Assassination Nation, Wdowy, klasyczną Wielką ucieczkę i animacje DC. Netflix za to podzielił się z nami dokumentem Dawn Wall o wspinaczce. Internet mówi, że to takie Free Solo dla tych, co nie chcą z domu do kina wyjść. Amazon Prime z drugiej strony rozbudowuje swoją bibliotekę kina hindi – np. o takie Peranbu, które publikuje w dwóch narzeczach (Tamil i Malayalam), opowiadające blisko trzygodzinną historię o ojcu i jego niepełnosprawnej córce. Rzuciłem okiem i to mimo wszystko tytuł zwrócony w stronę lubiących pochlipać fanów indyjskiego kina (takiego jak choćby Netfliksowe Sacred Games). Z oferty Amazona moją uwagę zwrócił jeszcze dokument Takumi, opowiadający o ludziach, którzy poświęcają na polerowanie swoich umiejętności 60 tysięcy godzin – a fakt ten zestawiono z obawą, że w bliskiej przyszłości maszyny zastąpią ludzi w robieniu wszystkiego.

Na Netfliksie pojawił się polski Plac zabaw (2016), o którym głośno się kiedyś zrobiło z powodu jego ostatniej sceny, więc skorzystałem. Jest to krótki film fabularny o młodych ludziach kończących właśnie podstawówkę. Twórcy podchodzili do tematu z wyrozumiałością i ambicją, chcieli stworzyć tytuł społecznie zaangażowany. Niestety mówił on za mało, żeby na poważnie zwrócić uwagę widowni na podjęty temat. Zamiast tego… osiągnął nieco inny cel.
Więcej napisałem w tym miejscu: http://garretreza.pl/plac-zabaw/

W marcu miał premierę After Life, nowy serial napisany i zagrany przez Ricky’ego Gervaisa. Fani jego twórczości na pewno powinno zrobić podejście, chociaż tym razem to bardziej dramat niż coś z rodziny komediowej. Głównemu bohaterowie zmarła żona (nowotwór), a teraz nie umie on odnaleźć sensu w życiu. Autor nie oszczędza się i faktycznie idzie w ponure, poważne kino z depresyjnym bohaterem, którego stać wyłącznie na okoliczny sarkazm
Więcej napisałem w tym miejscu: http://garretreza.pl/after-life/

Inną produkcją, która zwróciła powszechną uwagę, było Love, Death and Robots – serial antologiczny od Netfliksa, który zdobył szturmem wszystkich fanów animacji. Fani dobrych fabuł (jak ja) chyba odbili się dosyć mocno. Obejrzałem tylko garść odcinków uważanych za najlepsze, a ich poziom był naprawdę marny. Niemniej, fani animacji będą wniebowzięci, bo każdy odcinek wyróżnia się innym stylem, tematyką oraz motywami. Przyszłość, przeszłość, teraźniejszość – metafory albo dosadność – wschód i zachód. Punkty wspólne są nieliczne – każdy odcinek jest inny (nawet pod względem czasu trwania – od 6 do 17 minut), zawiera szeroko pojętą brutalność o potencjale szokowym… I tyle. Poniżej moje opinie o pięciu widzianych przeze mnie odcinkach (drobne spoilery!).

Sonnie’s Edge (1×01) – kręci się wokół czegoś na kształt walki psów, tylko zamiast psów są bestie sterowane mentalnie przez zawodnika. Biznesmen chce, żeby jeden z zawodników położył walkę, ale ten się nie zgadza. Animacja w tym przypadku miała więcej charakteru od postaci czy sztampowej historii opartej na przewidywalnych zwrotach akcji (a finałowy to głupota totalna, żeby był szok i zaskoczenie, chociaż przekreśla ono sens reszty fabuły), okrzykach „go girl” oraz bladych zabiegach dramaturgicznych pokroju przeciwnika, który przed walką trochę musi pokrzyczeć o tym, jak to zniszczy swego oponenta. Główna walka zresztą jest oparta wyłącznie na scenariuszu, a jej przebieg nie jest zupełnie interesujący (jedno z walczących jest na przegranej pozycji, więc… wyciąga sekretną broń!). Jednak CGI w tym wypadku nadrabia naprawdę wiele. Każda sylwetka jest bogata w szczegóły – blizny, fryzura, strój. To taka animacja, która jest świadoma roli kostiumów, oświetlenia i gry barwami w celu budowania świata przedstawionego. To jest świat niemal nierealistyczny, brakuje tylko przegiętych form każdego ciała, żebyśmy weszli na teren pełnej formy komiksowej. 4/10.

Beyond the Aquila Rift (1×07) – przyszłość, kosmos i podróże w śpiączce. Tutaj przynajmniej mogę przyznać, że była jedna dobra scena. Końcowa, która nie tyle zaskakiwała (to czysty schemat), ile oferowała jakieś emocje. Ponadto naprawiała wszystkie błędy i głupoty, które pojawiały się wcześniej w odcinku – ot, zrzucono odpowiedzialność na jedną z postaci, która niby wciska kit już długi czas, a jeszcze nie umie tego zrobić w wiarygodny sposób. Wizualnie znowu perełka, tym razem dla fanów realistycznego CGI w stylu Final Fantasy. 5/10.

Good Hunting (1×08) – animacja zaczyna się od hołdu kinu spod znaku wuxia, które nie ma nic wspólnego z resztą odcinka. Ot, ojciec z synem polują na magiczną istotę – ponoć czarowała pewnego człowieka. Sama zainteresowana mówi, że było na odwrót, ale to nie zostaje wyjaśnione lub przybliżone i tak naprawdę nie wiadomo, po co się znalazło. Lata mijają: syn polującego oraz córka magicznej istoty spotykają się w dużym mieście. Teraz oglądamy historię rozgrywającą się najwyraźniej u progu epoki przemysłowej w połączeniu ze stylem steam-punk. Poważni ludzie w garniturach napastują dziewczynę, a nasz bohater ją broni. To zresztą mocna wada tego odcinka – nie ma tu postaci damskiej, która dałaby sobie radę. Lepiej popełniać błędy i czekać, aż mężczyzna pomoże. Kosmiczne zbiegi okoliczności to jedno, ale naprawdę boli mnie, że ona nic nie robiła sama zaraz po tym, jak odjęli jej ciało. Nie, potrzebowała jeszcze być obrażona, żeby zwrócić się o pomoc. A kiedy miała nastąpić zapewne najlepsza część historii, cała konkluzja i tzw. pay-off (czyli tytułowe polowanie), to twórcy zakończyli odcinek, zanim mieliśmy okazję się nasycić. Jednym zdaniem: brak zalet, ale jest trochę mniej tanie lub schematyczne od Sonnie’s Edge. Przeszkadza mi jeszcze, że ten odcinek utrwala szkodliwy i nieprawdziwy stereotyp osoby niosącej postęp jako persony budującej fabryki, zatruwającej środowisko i zdobywającego władzę kosztem innych, kiedy sam obrasta w tłuszcz i wykupuje prostytutki oraz policję, żeby robić to, na co ma ochotę: czyli oczywiście dokonywać przestępstw. Słabe to, naprawdę. 5-/10.

MÓJ ULUBIONY: Zima Blue (1×14) – opowieść o artyście przygotowującym się do odsłonięcia swojego ostatecznego dzieła. Obejrzałem prawie dwa razy, bo to intrygująca i ładna rzecz. Pod względem animacji nie bardzo (jej styl jest dosyć toporny i kanciasty), ale pod względem tego, co oferuje widzowi: doświadczenia. Przedstawia pewien pomysł, pewną ideę, a potem zostawia z nią oglądających. Nie mam nic do zarzucenia. O tej krótkometrażówce można pogadać. 6/10.

The Secret War (1×18) – zapewne najlepszy odcinek tak po prostu: Rosjanie na rosyjskiej ziemi odtwarzają Żołnierzy kosmosu. Walka z armią robali, w której wygraną odczują wszyscy poza nami, ale i tak walczymy do ostatniego naboju: żeby inni nie musieli. Akcja jest przyzwoita, animacja też, historia znana, ale skutecznie podana – emocje z pewnością są. Niczym się ten odcinek nie wyróżnia, wszystko tylko robi „ok”, ale na tle reszty odcinków to naprawdę dużo. 6/10.

Netflix jeszcze popełnił błąd i nie tylko przetłumaczył kwieciście tytuły odcinków na polski, to jeszcze usunął numery każdego z nich. Przez to oglądanie wybranych odcinków jest nieco utrudnione, a całkowitą pewność zyskujemy dopiero pół minuty po rozpoczęciu się odcinka, kiedy wyświetli się oryginalny tytuł.

Zadebiutował też Doom Patrol (co prawda w lutym, ale dopiero w marcu zwrócił powszechną uwagę…), adaptacja komiksu z lat 60. inspirowany Fantastyczną czwórką: gruba skrzywdzonych ludzi zyskuje supermoce i znajduje się pod opieką wynalazcy. Tytuł ten pojawił się wyłącznie na DC Universe (takie nowe VOD istniejące od jesieni 2018), z którego nie wolno korzystać nikomu spoza US. Prawo tak mówi. A szkoda, ponieważ serial sam w sobie jest bardzo przyjemny w oglądaniu – ma interesujących bohaterów, luźne poczucie humoru (adresowane przede wszystkim do ludzi lubiących oglądać, jak frustraci krzyczą na siebie nawzajem) oraz ogromny dystans do siebie (jest tu spory segment rozgrywający się wewnątrz osła). Mamy nawet łamanie czwartej ściany i zwracanie się do nas, widzów tej konkretnej strony VOD. Do tego przekleństwa i gore (umiejętnie zastosowano oba), a całość nawet wygląda jak komiks. Jestem właśnie w trakcie lektury jednego (od Alana Moore’a) i widzę w obu produkcjach podobne kadrowanie czy połączenie VO z narracją wizualną (narrator z VO nigdy nie opowiada o tym, co widzimy, obraz opowiada coś innego, dzięki czemu te dwie warstwy rozbudowują siebie nawzajem, w typowo komiksowy sposób). To w ogóle bardzo komiksowa produkcja – jej przeciwnicy będą kręcić nosem z tego samego powodu co zawsze, fani będą zachwyceni. Idealny balans pomiędzy bezpieczną produkcją, jak i szaloną, niewiarygodną przygodą. Ponownie: część jednego z odcinków rozgrywa się wewnątrz osła! A scena z nim, Cliffem i Cyborgiem to najśmieszniejsza rzecz tego roku. Póki co – widziałem w końcu zaledwie dwa odcinki.

Sprawdźcie więc ten serial i przy okazji całe VOD od DC. Pierwszy miesiąc kosztuje 80 centów amerykańskich (z trzy złote), można zapłacić przez PayPal, a co do VPN – zdaje się wystarczyć nawet to darmowe, wbudowane w przeglądarkę Opery. To tyle w marcu ode mnie. Miłego oglądania i do zobaczenia w kwietniu, kiedy to przede wszystkim nastąpi premiera drugiego sezonu Killing Eve!

PS. Moją premierą marca miał być drugi sezon Fleabag, ale polski Amazon Prime jeszcze nie udostępnił tej części polskim widzom. Jest jednak pierwszy sezon – jeśli jeszcze nie widzieliście, to polecam. To taki Menchester by the Sea z żeńskim Louisem CK w roli głównej. I tylko sześć odcinków!