Upadły anioł („Fallen Angel”, 1945)

Upadły anioł („Fallen Angel”, 1945)

24 grudnia 2017 Uncategorized 0
fallen angel poster
Otto Preminger
Samotne nocne spacery & Famme fatale & Do the Right Thing

Niby jest to czyste kino gatunkowe dla fanów filmów noir, szukające zbawienia i człowieczeństwa nawet pod najbardziej zaciemnioną latarnią, ale jednak mam ochotę ocenić to wyżej. Niech ma.

Eric Stanton nie ma nawet dwóch dolarów, aby zapłacić za bilet autobusowy. Kierowca wysadza go w środku nocy w małym miasteczku. Nasz bohater rozpoczyna spacer – z niczym, aby tylko gdzieś się zaczepić, przenocować, zrobić coś, cokolwiek. Ze sobą, ze swoim życiem.

Bardzo podobała mi się famme fatale w tej historii, Stella. To postać, której obecność czuć w każdej scenie, jaką ma. Nie jest tylko tłem, przedmiotem lub osobą, ona ma swoją rolę w tym wszystkim i odgrywa ją z magnetyzmem. Nie mówię teraz jednak o seksapilu, bo Stella nie jest typową famme fatale. Zamiast kierować innymi, sprowadzać na nich przegraną, to inni taką ją kreują. Jest odpowiedzią na ich pragnienia, potrzeby, ale nic z nimi nie robi. Stawia sprawę jasno za każdym razem, zamiast pleść intrygi na swoją korzyść.

Główną postacią jest tu jednak Stanton. Człowiek, który zawsze lądował z dolarem w kieszeni po tym, jak opłacił bilet autobusowy do innego, obcego miejsca, w którym przyjdzie mu szukać… Nawet nie szczęścia, ale przetrwania. Jakimkolwiek i czyimkolwiek kosztem. To naprawdę intrygująca postać – sprytna, inteligentna i bezwzględna. Wydaje się, jakby wszystko było w zasięgu jego ręki, jakby mógł oczarować każdego i przekonać go, do czego tylko sobie życzy. Mimo to nie trzeba długo czekać by zobaczyć, jak jego twarz uderzy o asfalt lub chodnik. Podróż takiej postaci jest zdecydowanie ciekawa i warta seansu.

Upadły anioł” nie podąża wieloma utartymi ścieżkami, sporo wytycza samodzielnie. Byłem szczerze zaskoczony niektórymi elementami – choćby tym, co zrobiono w połowie filmu. Autentycznie nie wiedziałem, że tak można zrobić. Do końca podejrzewałem podpuchę, a to tylko jedna z kilku zalet tej produkcji. Niby jest to czyste kino gatunkowe dla fanów filmów noir, szukające zbawienia i człowieczeństwa nawet pod najbardziej zaciemnioną latarnią, ale jednak mam ochotę ocenić to wyżej. Niech ma.

Chcecie więcej?

Złotoręki” (1955). Ten sam reżyser, ale film dużo lepszy. I ma wybitny scenariusz…