Trzy billboardy za Ebbing, Missouri („Three Billboards Outside Ebbing, Missouri”, 2017)

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri („Three Billboards Outside Ebbing, Missouri”, 2017)

4 lutego 2018 Komedia 1
Three Billboards Outside Ebbing, Missouri poster
Martin McDonagh
Frances McDormand & Sam Rockwell & Woody Harrelson
Małe miasteczko & Materiał na serial & Ale zrobili film i to ok

Tytułowe miejsca reklamowe stoją tuż obok siebie, na mało używanej drodze. Mildred Hayes wykupuje je, by dzięki nim w głośny sposób zapytać policję w miasteczku, dlaczego nic nie zrobili w sprawie jej zamordowanej córki.

Fabuła „Trzech billboardów…” daleka jest od typowej, bo nie ma tu wydarzeń następujących po sobie od początku do końca. Gdy bohaterka stawia reklamę na nich, nie można jednoznacznie stwierdzić, że cała reszta filmu nastąpiła z tego właśnie powodu. Reklama wywołała jedynie poruszenie, a sam film opowiada o ludziach z miasteczka i ich życiu, nawet jeśli nie mają nic wspólnego z tragedią z życia Mildred. Scenarzysta używa ogromnej ilości czarnego humoru w swoich dialogach, a także przekleństw czy przemocy. Przede wszystkim jednak: tworzył bohaterów. I robił to niewiarygodnie szybko, jedna za drugą. Często wystarczała mu jedna scena na postać. Były facet Mildred nie jest tylko damskim bokserem, rasistowski policjant mieszka z matką, szef policji sam wpłaci pieniądze na billboardy. Nie ma tu postaci wyłącznie złej lub dobrej, nawet Hayes – taka waleczna protagonistka, wzór głównej bohaterki zdaje się – w dalszej części filmu będzie głośno mówiła o łamaniu podstawowych praw człowieka. Wszystko, byle tylko móc zlokalizować mordercę swojej córki – ale za życia córki traktowała ją dalece od normy. Brutalność, szczerość i otwartość mieszają się na ekranie ze złośliwościami losu.

Tu nic nie kręci się wokół jednej postaci lub jednego wydarzenia. To trudny film do jednoznacznego omówienia. Będziemy do niego wracać i rozmawiać o nim, by dojść do tego, co tak naprawdę on sobą wyraża. Jest tego wart. Na pewnym poziomie to „Pulp Fiction” połączone z „To nie jest kraj dla starych ludzi„. Widzowie będą chcieli usłyszeć dialogi jeszcze raz, ale zostaną na dłużej z niejasnym zakończeniem, złożoną konstrukcją fabularną oraz bohaterami.

Teraz powiem tylko jedno: jestem pod wrażeniem tego, ile dobra reżyser znalazł w ludziach. Bohaterowie na ekranie poddawani są próbom, znajdują się w niezwykłych okolicznościach, targani są przeróżnymi emocjami i żyją w stresie – a mimo to są w stanie się zmienić oraz dostrzec zmianę w innych. Wyciągnąć do kogoś rękę, wybaczyć komuś lub zrozumieć tę osobę. „Trzy billboardy…” opowiadają o agresji i tym, że po niej nie może nastąpić więcej agresji. Jako ludzie jesteśmy ponadto i zawsze będziemy w stanie nauczyć się, że trzeba przestać i zrobić coś innego. Jest w tym filmie scena, w której ofiara podpalenia spotyka swojego wroga, ale on go nie rozpoznaje. My wiemy jako widzowie, więc podejrzewałem twórców, że zrobią z tą sytuacją coś więcej. Ku mojemu zaskoczeniu ofiara sama mówi do wroga, kim jest, a ten w odpowiedzi… Okazuje mu wsparcie. Jeśli ci dwaj byli w stanie przełknąć żółć, to jakoś tak czuję, że my jako ludzie idziemy w dobrą stronę. Naprawdę.