To nie jest kraj dla starych ludzi („No Country for Old Men”, 2007)

To nie jest kraj dla starych ludzi („No Country for Old Men”, 2007)

27 marca 2018 Uncategorized 0
To nie jest kraj dla starych ludzi plakat
Joel Coen & Ethan Coen & Roger Deakins
Tommy Lee Jones & Javier Bardem & Woody Harrelson
Pustynia & Ranne psy & Poza cywilizacją

Zaskakujące kino pozornych sprzeczności. Tytuł, z którym warto się zmierzyć.

Moss to starszy łowca, który na pustyni znajduje pozostałości po strzelaninie – mnóstwo ciał, broni palnej, krwi i walizkę, w której znajdują się dwa miliony dolarów. Zabiera ją ze sobą, przez co zaczyna na niego polować Anton Chigurh – prawdziwy terminator. Mało jest osób, które go spotkały osobiście i żyją, aby o tym teraz opowiedzieć. Zaczyna się starcie gigantów o pojemnik z pieniędzmi, do którego dołączy jeszcze szeryf Bell, pamiętający inne czasy i kontemplujący to, do czego świat doszedł na jego oczach. W końcu wszystko, co zobaczymy na ekranie dzieje się w świecie rzeczywistym. A jest to bardzo istotne.

To nie jest kraj dla starych ludzi” jest zaskakującym kinem pełnym pozornych sprzeczności. Z jednej strony historia jest uproszczoną wersją „Terminatora„, z drugiej wszystko tu jest złożoną metaforą, pełną zaskakujących detali (takich jak fakt, że trzech głównych bohaterów nigdy się nie spotyka, a najbliżej są podczas rozmowy telefonicznej). „To nie jest kraj dla starych ludzi” jest kinem prostym, wręcz banalnym, które chce, aby odbiorca zadawał pytania. I gdy tak się stanie, to seans dopiero wtedy się tak naprawdę zaczyna. A pytania rodzą się na każdym kroku, od tych dużych elementów, takich jak „Co znaczy rzut monetą?” albo „Dlaczego Anton zabija w ten sposób?„, aż po elementy mniejsze, takie jak konstrukcja całości lub zasadność konkretnych cięć montażowych. Dwie główne myśli stojące za filozoficzną warstwą filmu to „wszystko można kupić” oraz „wybór w sytuacji, kiedy jego konsekwencje są znane i nie są„. A przynajmniej tak sam to odebrałem, chociaż nie spędziłem dużo czasu na przemyśleniu tej produkcji, więc tutaj mogę się rozmijać z intencjami twórców. Pewne za to jest, że u podstaw wymowy filmu stoi założenie, że człowiek jest jakiś z urodzenia, więc od tego założenia idzie dalej.

Ja stoję za filozofią obiektywizmu, w której to moralność określana jest poprzez wybory, dlatego człowiek nie może być „jakiś” z urodzenia, dlatego więc pewnie odbieram „To nie jest kraj dla starych ludzi” jako kino akcji. Piękne kino akcji.

Przede wszystkim: filmowe. Od początku do końca, od prezentacji bohaterów i podobieństw między nimi, aż po konflikt i walkę między nimi – wszystko to przebiega w warunkach czysto filmowych. Nawet postarano się o to, by każdego z nich pokazać jako kogoś więcej niż tylko dwuwymiarową postać, ale najciekawsza wciąż jest konfrontacja Mossa i Antona – to jak obaj przewidywali ruchy przeciwnika, chociaż nigdy się nie spotkali ani nie zobaczyli twarzą w twarz, to właśnie musieli oceniać przeciwnika po jego zachowaniu, po jego działaniach. „To nie jest kraj dla starych ludzi” to momentami czysta akcja w stylu „Mad Maxa„. Zero słów, jedynie napięcie. Ogląda się to niesamowicie. A do tego jeszcze jest to drugie dno, które przecież może kryć naprawdę wiele.

Tytuł, z którym warto się zmierzyć.