Tadeusz Konwicki

Tadeusz Konwicki

13 września 2020 Opinie o filmach 0

Ostatni dzień lata (1958)

4/5

Ponoć najtańszy w historii polski film fabularny. Ja tam nie widzę specjalnej różnicy, ale to raczej zasługa pomysłu – film oparto w całości na dwóch aktorach siedzących na plaży.

Całość wydaje się eksperymentem opartym na próbie powiedzenia czegoś, przy jednoczesnym niemówieniu czegokolwiek. On spotyka ją i wyznaje, że od dawna o niej myśli. Ona odpowiada, że to jej ostatni dzień wakacji i zaraz wyjeżdża. Ona go nie chce, on walczy, ona się poddaje i mimo wszystko spędzają te ostatnie chwile razem. Czy mają one sens? I to proste pytanie może mieć bardzo wiele kierunków, w których stronę sam widz już je pociągnie. Oszczędność środków jest tutaj wykorzystana na korzyść całości – możemy tutaj zobaczyć sen, metaforę, stan wojenny, post-apokalipsę, czyściec. Ostatni dzień lata jest otwarty na to i jeszcze więcej. Możemy kontemplować, ile warte są znajomości międzyludzkie, te krótkie i długotrwałe, ile jeden dzień może trwać, jak go wykorzystujemy i jaki mamy na to wpływ, co nas przed tym ogranicza.

Są tytuły w historii kina, które lepiej rozwijają te i inne tematy, ale Ostatni dzień lata nie musi używać wymówki, że jest tylko debiutem fabularnym reżysera. Broni się i jest wart obejrzenia. Choćby po to, aby sprawdzić, co w nim znajdziemy.

Obecnie Tadeusz Konwicki znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #26

Top

1. Salto
2. Jak daleko stąd, jak blisko
3. Dolina Issy
4. Lawa. Opowieść o „Dziadach” Adama Mickiewicza
5. Ostatni dzień lata

Salto (1965)

5/5

Uciekam przez cały dzień. Ledwo tutaj zdołałem trafić. Ścigają mnie. (…) Może kiedyś panu opowiem. Co ja przeszedłem, żeby pan wiedział, co ja przeszedłem… Niech pan się nie boi, to czysta sprawa – ja cierpię za innych… Nie, nie, to nie prawda, ja cierpię za moją naiwność, za moją wiarę w ludzi, za serce… O Boże jedyny… Czy nikt nie widział, jak tutaj wchodziłem?

Najbardziej niesurrealistyczny surrealizm, jaki w kinie powstał. Jakby nikt z postaci nie był w stanie zauważyć, że jej otoczenie jest nienormalne. Wszyscy rozmawiają, ale nikt nie słucha, chcą tylko mówić. Mówię, ale nie mają nic do powiedzenia. Poszukiwanie kolejnej szansy bez świadomości, że właśnie taką kolejną szansę wykorzystujemy. Każda scena jest z innej bajki, w każdej są inne sztuczki filmowe, inne tematy życiowe, musimy się adaptować jako widzowie, a całość zostaje z nami po seansie.

I chociaż jest to tytuł, który pewnie w pełni można docenić/zrozumieć/poznać tylko po odbyciu studiów socjologicznych z okresu powojennej Polski (miasteczko w filmie jest zbiorem ludzi reprezentujących różne grupy lub zachowania, typowe dla całego kraju), to jednak seans sam w sobie jest dużym doświadczeniem. Tytuł ujmuje zastosowanym językiem filmowym, inspiruje dialogami i monologami, pięknym brzmieniem polskiego głosu starszego kina… To tytuł, dzięki któremu można zakochać się w kinie (lub sztuce). Niezwykłe doświadczenie, które każdy odbierze inaczej.

I co tak wytrzeszczacie ślepia na mnie? Przecież ja jestem jednym z was. Mieszkamy w tym samym domu, codziennie wspólnie łamiemy chleb, pijemy wodę z tej samej szklanki, razem podnosimy się z dna i chwytamy się kurczowo drabiny prowadzącej do nieba – drabiny, w której nie ma szczebli!

Człowiek składa się z sumienia, miłości i wspomnień

„Należy pan do ludzi, którym się robi przykro, gdy pies nie zamerda ogonem na ich widok”