Szklany zamek („Glass Castle”, 2017)

Szklany zamek („Glass Castle”, 2017)

3 lutego 2018 Drama 0
glass castle poster
Reżyser „Short Term 12
Brie Larson & Woody Harrelson
Dzieci & Rodzice & Alkohol

Trudni ludzie i trudne życie z nimi. Mogło być lepiej, mogło być gorzej.

Opowiem wam historię ze świata, w którym pewien facet gadający o tym, jak to z ciał ucieka kosmiczna energia, zdobył kobietę i zrobił jej czworo dzieci. Nie mieli domu, jeździli po kraju i byli wolni, czyli zatrzymywali się tam, gdzie ktoś im pozwolił. Wiele lat później dzieci podrosły trochę. Jedno z nich miało wtedy na oko z cztery lata, było głodne i powiedziało do swojej mamy: „Mamo, jestem głodna, zrób mi jeść„, na co matka odpowiedziała: „Nie, ja jestem głodna, ty mi zrób” i dziecko zaczęło gotować parówki. W trakcie tej czynności zajęło się ogniem i trzeba było zajść z nią do szpitala. Gdy lekarze zaczęli pytać o warunki życiowe dzieci, ojciec zaczął krzyczeć na lekarza i obwiniać go za to, że ludzie szefujący w szpitalach wysoko wycenili zabieg bandażowania. Potem poprosił lekarza, żeby ten się odwrócił, po czym zabrał swoje dziecko i uciekli ze szpitala.

Na tym się zatrzymam. Dodam tylko, że historia opowiedziana jest dwutorowo: raz z perspektywy dziecka, przeżywającego to wszystko, by zaraz wybiec w przyszłość, kiedy dziecko jest dorosłe i ponownie spotyka swoich rodziców. Dosyć szybko widać, dlaczego widzowie porównują „Szklany zamek” do „Captain Fantastic” – faktycznie, w obu produkcjach mamy bohaterów żyjących „inaczej” (np. w lesie) i wygadujących głupoty. Różnica na plus „Zamku” jest następująca: twórcy wiedzą, co robią. Kiedy ojciec bohaterki zaczyna atakować innych i ich poglądy, jako widzowie nie jesteśmy oszukiwani, że chodzi w tamtym momencie o nic innego niż odwracanie uwagi. Gdy postać ojca jest atakowana (bo np. próbował na publicznym basenie utopić własne dziecko po pijaku i ratownik zwraca mu uwagę, że to nie był najlepszy pomysł), on nie odpowiada na to wprost, a tylko zmienia agresywnie temat, kryjąc w ten sposób (również przed sobą) własne słabości. Dzięki temu oglądanie tych ludzi na ekranie jest trochę mniej denerwujące, niż w teorii powinno być. Większość seansu minęła mi wręcz bezproblemowo.

Mogę przyznać, że „Szklany zamek” zawiera motywy warte seansu albo że jest tu historia umożliwiająca zamyślenie się nad trudnością sprostania rodzicielskim pułapkom. Co godne uwagi, zrobiono to bez większych schematów, zamiast tego pozwolono bohaterom żyć, a widzowi tylko ich życie pokazano. Niemniej, problem z filmem jest taki, że stoi w miejscu. Oglądałem, oglądałem i oglądałem, a dwa dni później okazało się, że minęło dopiero pół godziny filmu. Aktorzy dają chwilami wzruszający pokaz, ale po seansie nie czułem się, jakbym obejrzał fabułę. Raczej etiudę albo krótki metraż w najlepszym razie – bo tylko tyle materiału tu było, tylko tyle tu się dzieje. Przy tym wszystkim ponoć sporo wycięto z pierwowzoru, co łatwo mi zrozumieć (a raczej właśnie nie zrozumieć – zakończenia, które bierze się znikąd i jest bardzo łatwe).

To mógł być o wiele gorszy film. Wyszedł obronną ręką z kilku problematycznych momentów – i to tak naprawdę najbardziej pozytywna rzecz, jaką mogę o filmie napisać. Uścisk ręki dla aktorów w gratisie.