Szczęki 4: Zemsta („Jaws: The Revenge”, 1987)

Szczęki 4: Zemsta („Jaws: The Revenge”, 1987)

1 listopada 2018 Opinie o filmach 0
Jaws The Revenge zemsta
Joseph Sargent
Zdjęcie Roya Scheidera

Męczące i trochę realizacja niedomaga, ale poza tym to niemal kompetentny tytuł jest.

Brałem się za seans bez ekscytacji – w końcu wziąłem ten tytuł z listy najgorszych horrorów, jakie powstały. Byłem zdziwiony, że aktorzy wypadają całkiem przyzwoicie na pierwszy rzut oka. To z całą pewnością uczciwy film, który rozumie pewne podstawy tego, o co w tym wszystkim chodzi – przede wszystkim to, że sam rekin nie jest tu straszny, trzeba mu nadać najpierw pewien kontekst. W ten sposób zaczynamy film od poznania rodziny, która jest prześladowana przez drapieżną rybę, ale jednocześnie tylko jedna osoba w rodzinie w to wierzy. Reszta żyje w negacji i chce mieć kontakt z morzem, ale żyją mimo to w cieniu przeszłych tragedii i powoli, wraz z rozwojem historii, wychodzą z niego. Zapominają o wszystkim i pozwalają sobie na życie polegające na patrzeniu w przyszłość zamiast przeszłość. Wtedy dopiero tak naprawdę następuje atak rekina i robi nawet pewne wrażenie.

Minus tego jest taki, że Zemsta trwa półtorej godziny, a atak właściwy następuje 20 minut przed zakończeniem projekcji. Do tego on sam nie jest jakoś specjalnie udanie zrealizowany – całość jest bardzo krótka, montaż jest skokowy, a statyści na plaży nie robią wrażenia tłumu i z całą pewnością nie tworzą atmosfery paniki. Aktorzy nie dają też rady odgrywać poważniejszych emocji, błędów trochę tu jest, a rekin bardziej lubi jeść wszystko wokół ludzi niż ich samych… Nie będę polecać Szczęk 4, ale też nie będę podpisywać się pod stwierdzeniem, że to jeden z najgorszych filmów w historii. Widziałem dużo słabszych tytułów. Zemsta ma przynajmniej pewne pojęcie o tym, co powinno się zrobić – skupia się bardziej na budowaniu atmosfery przed starciem niż jego samego, relacji bohaterów z antagonistą niż epatowania przemocą, a nawet w kilku ujęciach można dostrzec próbę podrobienia stylu Spielberga w konstruowaniu ujęć rozgrywanych na kilku planach. Jest nawet obyczajowa scena przy stole pokazująca w niekonwencjonalny sposób uczucie ojca do potomstwa. Zupełnie jak w pierwszej części Szczęk!

To już czwarta część serii i podąża podobnym schematem bez większych niespodzianek, nie eksperymentuje i nie dodaje nic od siebie, więc to może być męczący seans dla miłośników cyklu. Realizacyjnie i pod względem umiejętności twórczych wyraźnie trafiliśmy w ręce kogoś, kto pracował co najwyżej na pół gwizdka*, bez przykładania szczególnej uwagi do wielu rzeczy i pozwalając na zbyt dużo (czyżby ktoś tu przeżył bycie zjedzonym przez rekina?). Nie jest tak, że lubię ten film, ale też nie mam potrzeby go nienawidzić.

*za reżyserie odpowiada Joseph Sargent, który jednak nie jest taką osobą z przypadku. Wcześniej pracował choćby przy znakomitym thrillerze „Długi postój na Park Avenue” (Tony Scott zrobił jego remake pt. „Metro strachu” w 2009 roku) oraz ceniony „Colossus: The Forbin Project” czy dostał nagrodę za pracę na planie oryginalnego Star Treka z 1966 roku.

Najlepszy moment? Kiedy w finale Michael Caine się rozkręcił i zaczął sypać tekstami w stylu: Rekin ma niestrawność, właśnie zjadł moją łódkę!.