Star Trek II – Gniew Khana

Star Trek II – Gniew Khana

8 września 2013 Kino przygodowe 0
Star Trek Wrath of Khan poster

W jednym z odcinków serialu „Star Trek: TOS” pojawił się Khan – żeby nie zdradzać za wiele, znaleźli go w kosmosie i dosyć szybko zrozumieli, czemu zamrożono go ponad 200 lat temu. Khan chciał odbić statek, więc Kirk zdecydował się wyrzucić go na niezamieszkałej planecie, by sobie żył jak chce i innym nie przeszkadzał. Miło, że zdecydowano się wrócić do tego wątku po 15 latach, by dać antagoniście szansę na dopełnienie zemsty.

Muszę powiedzieć, że takiego filmu właśnie oczekiwałem. Porządnego kina przygodowego w kosmosie. Całość jest tak odmienna od jedynki, jak to tylko możliwe – nie ma prawie w ogóle kiczu, bohaterowie zachowują się dużo poważniej i dostojniej, nawet w ich nowych kostiumach jest więcej klasy. Nie ma głupich lub dziwacznych momentów, ten film zdaje się świadomym, że jakiś dorosły może go obejrzeć. Różnicę klas widać od pierwszych sekund, gdy zauważyłem zmianę na stołku operatora – teraz zdjęcia mają większą samoświadomość, tylko dzięki nim akcja jest o wiele ciekawsza i o wiele szybciej rośnie „na oczach” widza. A to tylko początek, kolejne zalety można wymieniać i wymieniać: nowe postaci mają charakter i są faktycznie potrzebne. Starzy bohaterowie zostali ulepszeni – Kirk jest o wiele lepszym dowódcą, Spock o wiele bardziej pomocny (radzenie sobie z intrygą przez bohaterów jest o wiele bardziej przejrzyste), McCoy faktycznie jest zabawny. Jest taka scena, w której dwoje ludzi wsiada do windy i wstrzymuje ją, by poważnie porozmawiać. Rozmawiają, rozmawiają, i na końcu drzwi się rozsuwają, McCoy wyskakuje i woła: „Kto do diaska blokuje windę?!

Tempo, dialogi, efekty, wątki poboczne – wszystko to zaliczyło solidnego kopa, ale nic z tego nie równa się z kluczowym konfliktem: Khanem polującym na Kirka. Nie licząc kilku cwanych momentów, to bardzo angażująca walka, kipiąca od dramatyzmu. Raz, dzięki postaci antagonisty, który jest dosłownie opętany przez pragnienie zemszczenia się, i nic go nie powstrzyma. Dwa, jego motywacje i zaplecze historyczne, wszystko to jest bardzo mocne, i bardzo dobrze wykorzystane. Trzy, to prawdziwy, dosłowny pojedynek.

A do tego dochodzi jeszcze to doskonałe zakończenie… Nie miałem ochoty wypisywać drobiazgów, które poszły nie tak, nie miałem ochoty o nich pamiętać. Wciągnąłem się i na koniec została mi tylko jedna myśl: chętnie kiedyś wrócę do tego filmu. Nadal nie lubię „Star Treka„, ale lubię ten film. Jako kino przygodowe, świetna robota.