Sprawa życia i śmierci („A Matter of Life and Death”, 1946)

Sprawa życia i śmierci („A Matter of Life and Death”, 1946)

25 lipca 2018 Opinie o filmach 0
sprawa
Emeric Pressburger & Michael Powell
David Niven
Francja kontra Brytania kontra USA kontra reszta świata

Biurokratyczne niebo, brytyjski kicz i aniołowie będący ksenofobami. Dziwny film. Dziwna pochwała dziwnej miłości.

Druga wojna światowa. Pilot skacze bez spadochronu, ale Anioł, który miał go zabrać do nieba, nie mógł go znaleźć. W efekcie pilot nie umiera – żyje dalej, zakochuje się i ogólnie rzecz biorąc wszystko wydaje się cacy, ale tam na górze statystyki się Bogu nie zgadzają, więc Anioł wraca po niedoszłego denata i próbuje go przekonać, aby zgodził się umrzeć.

Pomysł interesujący, wykonanie typowo brytyjskie, ale do niczego to nie zmierza. Konflikt filmu był mi obojętny – po chwili czekałem tylko, co w końcu z tego wyniknie. Bohater nie chce umrzeć, bo się zakochał, więc zostaje wezwany na górę, aby stanąć przed sądem, który orzeknie, czy ma prawo zostać na Ziemi. I jeszcze prokurator jest do niego uprzedzony, bo nie lubi wszystkich Brytyjczyków. W tym momencie zgubiłem się kompletnie i nie wiem już, co oglądam.

Nie chodzi o to, że film jest głupi, raczej o jego zakręconą wewnętrzną logikę, która na dodatek zdaje się nie mieć puenty. Postaci na ekranie kłócą się, czy miłość głównego duetu jest prawdziwa, chociaż relacja, chemia czy co tam jeszcze między nimi sprowadza się wyłącznie do tego, że wyznali sobie miłość i tyle. Nie można tego traktować równie poważnie, jak film to robi. Oprócz tego jest jeszcze dziwne podejście do tego, czy bohater może żyć, czy ma do tego prawo, a jakby tego było mało – w niebie panuje rasizm! Mimo że cała opowieść zaczyna się od stwierdzenia, że tam wszyscy są równi – mimo to prokurator jawnie ogłasza, że jest uprzedzony do bohatera z racji jego miejsca urodzenia. Wydaje się to wszystko dążyć w kierunku absurdu na absurdzie, ale na jaki temat?

Zapewne intencje miały być takie, że chciano podkreślić niedorzeczność niechęci na linii USA i GB, ale to nie jest temat, który można rozwiązać w 10 minut przez pogadankę w końcówce filmu, wyskakując z nim jak Filip z konopi. To trzeba potraktować serio i poważnie omówić, jeśli chce się coś zmienić. Bez tego mamy to, co mamy, czyli zastanawianie się, czy twórcy w ogóle chcieli ten temat podjąć.

Dziwny film.