The Social Network (2010)

The Social Network (2010)

4 sierpnia 2019 Opinie o filmach 1
Social Network
David Fincher & Aaron Sorkin

Film o powstawaniu Facebooka, czyli film o poznawaniu tła i innych punktów widzenia. Genialny scenariusz!

5/5

WYRÓŻNIENIE: Najlepszy film roku (Miejsce #8)
http://garretreza.pl/podsumowanie-2010/

Aaron Sorkin pisząc skrypt Social Network pokazał, że wie, na czym polega narracja. Miał tworzyć film o Marku Zuckerbergu, ale w tym stwierdzeniu nie ma odpowiedzi na pytanie: o czym jest Social Network? Można co prawda o panu Marku opowiedzieć, ale niekoniecznie wtedy powstanie film, z którego odbiorca coś wyniesie. Pan Sorkin znalazł tę treść w walce o Facebooka – jego opowieść rozgrywa się równocześnie na kilku płaszczyznach czasowych. Na jednej Mark z kolegami zakładają stronę internetową, na drugiej kłócą się o prawo do niej w towarzystwie adwokatów. Gdzieś pomiędzy dowiadujemy się o problemach towarzyszących powstawaniu witryny, jakim zmianom ulegała i co miała sobą symbolizować. Wszystko opowiedziano poprzez konkretnych ludzi, z konkretnymi motywacjami, którymi kieruje, zrozumiała na pierwszy rzut oka, potrzeba. Główna postać na przykład robi wszystko, aby zdobyć dziewczynę, żeby jej coś udowodnić.

Pewnym ważnym aspektem tego filmu jest nasze podejście, ponieważ może nam przeszkadzać, iż Social Network jest głównie udramatyzowaną wersją prawdziwych wydarzeń. Oparty na prawdziwych ludziach, chociaż ich odpowiedniki na dużym ekranie nie mają z nimi wiele wspólnego. Fabularne elementy często okazują się zmyślone na potrzeby filmu. Nie można powiedzieć, aby seans pozwolił nam lepiej zrozumieć tych ludzi, albo nawet rzec, że ich w ogóle poznaliśmy. Historia z kolei nie tyle jest nam opowiedziana, ile zostaje ona nam przedstawiona, a w skrajnych przypadkach (finał) wyłożona. Facebook powstaje, ludzie się kłócą, sąd przyznaje karę, a seans się kończy, a my… My dowiedzieliśmy się, że Mark Zuckerberg to dupek. Na dodatek bogaty. I miał tak naprawdę niewielką rolę we własnym filmie, ponad połowę spędził przy stole w milczeniu, słuchając innych ludzi… To wszystko ma prawo nam przeszkadzać, ale mam wrażenie, że jest w tym coś jeszcze.

Lubię opowieści o geniuszach, nawet jeśli nic z nich nie wynika. To nie jest film o poznawaniu lub podróży, to raczej historia, w której spotykają się różne światy i czasami zaskakujące jest tło pewnych wydarzeń, albo ich pełny wymiar. Mark Zuckerberg jest najmłodszym miliarderem na świecie, ale to ostatnie, co moglibyśmy o nim pomyśleć. Dlatego też tego właśnie dowiadujemy się na samym końcu, w zestawieniu ze zmęczonym obliczem Jessego Eisenberga, który walczył cały film, by na koniec uzmysłowić sobie, że nie walczył o nic konkretnego. Rozstajemy się z nim nie w wielkim finale, nie u zmierzchu długiej podróży, ale w chwili zadumy nad kilkoma kwestiami. I uczuciem, że my też powinniśmy coś przemyśleć. Aaron Sorkin w historii Facebooka znalazł pole do omówienia paru rzeczy nie w bezpośredni sposób – i chyba liczy, że widz to dostrzeże. Social Network jest beznadziejnym dramatem sądowym czy biografią, ale ogląda się znakomicie – i nie tylko ze względu na walory techniczne. Jest ku temu jakiś powód, więc… Szukajmy go.

PS. Zawsze czołówka wydawała mnie się nie pasować. Mamy dynamiczną wymianę zdań na początku, by potem przez kilka minut pokazywać ujęcia, na których Mark idzie z prawej na lewo przez cały campus i w końcu dociera do pokoju, gdzie po pijaku bloguje i koduje. Zastanawia mnie cel tego, poza zrobieniem miejsca dla napisów początkowych. Początkowo myślałem, że uczelnia wymusiła liczne ujęcia ją przedstawiające, ale okazuje się, że właściwa placówka była trudna we współpracy i te ujęcia realizowano w innych miastach.