Smutne życie kinomana

Smutne życie kinomana

11 sierpnia 2019 Blog 1
Treme

Wyłączyć budzik. Włączyć komputer. Włączyć muzykę. Wstawić wodę na herbatę. Toaleta. Wyłączyć budzik. Zrobić śniadanie. Otworzyć okno. Wyłączyć budzik.

Newsy filmowe. Codzienna dawka powodów, aby kogoś nienawidzić. Osoby, której news dotyczy, bo powiedziała coś głupiego. Komentujących, bo na podstawie newsa oceniają film jeszcze przed premierą. Bo jest remakiem. To też są kinomani. Do filmu w roli drugiego asystenta do spraw noszenia kawy zatrudniono kobietę. Internet nazywa to propagandą lewactwa. W remake’u zatrudniono murzyna do roli, którą wcześniej grał gringo. Internet pyta, czy jakby w oryginale był czarny, to teraz zrobiliby go białym. Ktoś, kto nienawidzi kinematografii, zdradza obficie sekrety z planu powstającej produkcji. Mogę się dowiedzieć, jaką niespodziankę szykują twórcy. Mogę się dowiedzieć, dlaczego i kto kłócił się na planie. Mogę przeczytać wywiad ze scenarzystą, który powiedział, że jego film jest… Słyszę trzepotanie. To może być mucha. To mogą być pseudo-dziennikarze klepiący się po plecach, mordujący kino dzień po dniu, każdego dnia. To też są kinomani. Prezentują takie fragmenty oderwane od całości, zmuszają widzów do oceniania ich poza kontekstem, nad którym twórcy mieliby kontrolę, a przez to cała ich praca jest w ten sposób oceniana. Wyjście do kina jest już tylko formalnością. Opinia jest dawno gotowa.

Łyk herbaty. A, jebać. Dzisiaj tylko nagłówki przeczytam.

Czy X będzie dobry w roli Y? Czy film Z pogrzebie markę V? Czy kolejna cześć serii W jest potrzebna? Sponsorowane przez Stowarzyszenie Oceniających Filmy Przed Premierą. W sumie nienawidzę tylko samego siebie, że wszedłem na tę stronę. Nie jest istotne jaką. Nie ma dobrych.

Patrzę po ocenach znajomych. Jeden był na Zagranicznym Festiwalu Filmowym. Obejrzał filmy. O jednym napisał: „Najgorszy film festiwalu”. Pierwsze słyszę. Już nie pamiętam, że o nim usłyszałem. Drugi znajomy obejrzał film w kinie. „Fajny, ale w drugiej połowie przestaje być fajny”. Pięćdziesięciu kolejnych też obejrzało film. Nic nie napisało.

Jakie to dziwne, że ci wszyscy ludzie mają więcej do powiedzenia o filmie przed jego obejrzeniem, niż po.

Zęby. Kurtka. Odpady. Deszcz. Autobus. Praca. Pracuję na Izbie przyjęć.

Izba Przyjęć – spokój. Idę na SOR – spokój. Jeden pacjent odsypia ból brzucha. Pielęgniarka włącza na komputerze serial na Netfliksie i zaczyna go oglądać, przeglądając zawartość swojego smartfonu. Serial w zasadzie leci w tle przez jakieś 15 minut – po tym czasie dzwonią dwa telefony. Jeden od ratowników, że wiozą nam kobietę po wypadku, będą za dwie minuty. Drugi telefon jest po mnie, żebym wracał na izbę. Serial leci dalej bez nas.

Powiadomienie na maila. Znajomy obejrzał film, który wysoko oceniam. Chce mi dać znać, że to gówniany film. Nie rozwinął myśli. Nie pytam. Nie jest istotne, jaki to film. Wracam do pracy.

Lubię pacjentów. Chcą mi opowiadać o swoich problemach zdrowotnych i przygodach, jakie mieli w innych szpitalach. Ktoś podróżuje już pół roku i wciąż doktory nie wiedzą, jaka jest przyczyna jego bólu. Ktoś nie może już drugi dzień oddać moczu. Ktoś boi się igieł. Ktoś się boi operacji. Ja chcę opowiedzieć, jaki piękny film wczoraj zobaczyłem. I z jakiegoś powodu mam wrażenie, że to nie jest najlepszy pomysł. Cóż, napiszę o nim na forum.

Powiadomienie na maila. Ktoś odpisał długi szyderczy komentarz pod jednym z moich tematów na forum jakiegoś filmu. W skrócie: chciał mi powiedzieć, że 10 lat temu byłem debilem. Odpisałem mu z zapytaniem: co chce w ten sposób osiągnąć? Odpisał, że i tak nie zrozumiem. Żałuję, że ludzie mają więcej do powiedzenia martwym niż żywym.

Autobus. Słońce. Dom. Słodycze. I gram.

Ostatnio chyba więcej gram niż oglądam. A po graniu jakoś nie jestem pewien, co dalej. Mam jakieś tytuły do obejrzenia, ale do żadnego mnie w sumie nie ciągnie. W większości są to tytuły, które są w rankingach czy ogólnie mówiąc były mi polecane, więc dodałem do listy. Na zasadzie: „Kiedyś obejrzę”. Niemal nic, co chcę obejrzeć, ale to lepsze niż piractwo. Oglądam, co mam. A najchętniej obejrzałbym czarno-biały kryminał z lat 40.

Po zastanowieniu włączam powtórkę odcinka serialu, który lubię. Jakaś cząstka mnie cieszy się jak dziecko z tego seansu. Uśmiecham się. W tym czasie ktoś mi w komentarzu napisze, że nie kocham kina i jestem zgredem, bo kilka ostatnich filmów oceniłem nisko. Nieważne, jakie to były filmy. Ich jakość nie ma przecież znaczenia. Dla kinomanów filmy nie mają znaczenia.

Bycie kinomanem jest strasznie samotne, jeśli nie używasz kina, aby mieć powód do nienawidzenia kogoś. Jak używasz, to w sumie też.

Byle do piątku. Może coś fajnego będzie w kinie. Poza nim raczej nie.