Tajemnice Silver Lake („Under the Silver Lake”, 2018)

Tajemnice Silver Lake („Under the Silver Lake”, 2018)

1 stycznia 2019 Opinie o filmach 0
Under the Silver Lake
David Robert Mitchell
Andrew Garfield & Topher Grace

Banalna rzecz, ale niegłupia i warta seansu.

Sam mieszka w mieszkaniu, z którego za pięć dni go wyeksmitują, jeśli nie zapłaci czynszu. Sąsiadka obok paraduje bez stanika po balkonie, w telewizji lecą straszne wiadomości, na ulicy najwyraźniej grasuje morderca psów… I tak to mija, aż Sam poznaje drugą sąsiadkę. Młodą Sarę. Sarah znika w ciągu nocy, niby się wyprowadziła, ale Sam chce zbadać tę sprawę.

Odkrywanie Tajemnic Silver Lake wydaje się z początku przytłaczającym zadaniem. Dzieje się dużo, trudno to pogrupować czy skatalogować i szybko poczułem się, że powinienem chyba zacząć robić notatki, bo po prostu nie będę w stanie spamiętać tylu detali naraz. Co się działo, w jakich okolicznościach i w jakim kontekście… Notatek oczywiście nie robiłem, ale liczyłem, by za takim natłokiem atrakcji faktycznie stało jakieś wyzwanie, o którym będę myślał długo po seansie – ale tak nie jest. Zagadka szybko jest rozwiązana i tak naprawdę stał za nią banał*.

Na ogół jest to kino mocno zbliżone do takie Mulholland Dr, ale tam wszystkie karty były odkrywane dopiero na koniec. Tajemnice Silver Lake odpowiadają na wszystkie pytania już w połowie, w rozmowie Sama z Balonową Dziewczyną. Jeszcze zanim ona następuje, miałem swoje podejrzenia, a ona tylko je potwierdziła. Po tej scenie widzom zostaje jeszcze ponad godzina seansu i… Cóż, muszę przyznać: twórcy starają się uatrakcyjnić tę godzinę. Patrzą na nią z punktu widzenia swojego bohatera i pozwalają przeżyć mu przygodę, a tym samym i widz może się spodziewać kilku naprawdę ciekawych aranżacji. Rozwiązywanie szyfru zawartego w piosenkach czy też rozmowa z człowiekiem grającym na pianinie – tak, to były dobre momenty. Nawet jeśli ich drugie dno było dla mnie jasne od samego początku.

*Interpretacja

Bohater nie chce dorosnąć i zajmuje się nieistotnymi rzeczami, które odwracają jego uwagę od rzeczy faktycznie istotnych (jak prysznic czy zapłata czynszu), bo przecież jest jeszcze młody i to jest właśnie czas na te wszystkie rzeczy. Angażuje się w odnalezienie swojej sąsiadki, chociaż ledwo ją poznał i nazywa to miłością, żeby nadać całej sprawie większej wagi. Z bohaterami drugoplanowymi próbuje prowadzić ważne rozmowy o zamachu na kulturę czy spiskach rządowych. Każda scena składa się albo z rozkojarzenia Sama czymś (seks, narkotyki, telewizja), albo groźnym przypominaniem mu o zbliżającym się zagrożeniu, jakim jest dojrzałość i wynikająca z niej odpowiedzialność za siebie. Banalne, ale na pewno nie jest głupie. Jestem zawiedziony, że to cały sekret filmu, ale tak poza tym nie widzę w tym nic złego.

Nie mogę też powiedzieć, abym był szczególnie zachęcany do tego, by film rozwikłać. Rozwiązałem intrygę, bo było to wprost powiedziane w jednej ze scen. W przeciwnym wypadku mam wrażenie, że sam bym nie czuł potrzeby rozłożyć ten produkcji na czynniki pierwsze. Widz jest tylko zarzucany symbolami i dziwnościami, pierwszy ślad kontekstu czy czegoś innego, czego można było się uchwycić, by mieć gdzie zacząć, następuje po pół godzinie – kiedy bohater orientuje się, że sąsiadka mu zniknęła i postanawia jej poszukać. Wcześniej tylko rzeczy się dzieją – a to ktoś je psa na chodniku i szczeka, a to bohater ma zapłacić czynsz, a to Sam uprawia seks i gada o Cobainie, a to wiadomości wspominają czyjeś zaginięcie. Nie jest to ciekawe, nic z tym nie można zrobić – jedynie zapamiętać i mieć nadzieję, że na koniec z tych puzzli ułożę coś więcej niż zdjęcie bezgwiezdnej nocy. Nie jest to jednak poważny problem – raz, że mocno subiektywny, a po drugie: naprawdę trudno jest go uniknąć. Muszę też przyznać – Tajemnice Silver Lake są bardzo kolorowe i zróżnicowane. Potrafią zaszokować, rozbawić, momentami nawet intrygują. Twórcy dobrze wiedzieli, co robią i jak to chcą osiągnąć. Może nawet mieli za dużo pomysłów i popełnili też kilka innych błędów, ale mimo wszystko widzę, że się uczciwie starali i oddali swojej wizji bez granic. Udany film, ale mogę wam polecić lepsze.

Chcecie więcej?

Płomienie. Parę dni temu miało polską premierę. Film-zagadka, którą chciałem rozwikłać sam z siebie, a oszczędnie rozłożone tropy musiałem zbierać samodzielnie i poskładać też na własną rękę już po seansie. Do tego przekaz filmu sam w sobie zasługuje na tak ambitną opowieść. Jeden z tych filmów, których zakończenie można zdradzić, a wy i tak nie będziecie wiedzieli, co z tym zrobić. Nie od razu i nie w oderwaniu od całego filmu.