Sens życia według Monty Pythona („The Meaning of Life”, 1983)

Sens życia według Monty Pythona („The Meaning of Life”, 1983)

1 maja 2018 Czarna komedia 0
Witamy w połowie filmu!

Niewiarygodne, jak bardzo ta produkcja zapada w pamięci. Nie ma słabego segmentu, wszystko układa się w kosmicznie komiczną całość.

Rybki pływające w akwarium widzą ich kolegę podawanego do stołu jako obiad dla gościa w restauracji. To zachęca ich do przemyśleń o tym, jaki jest sens tego wszystkiego – czyli w skrócie, jaki jest sens życia. Scena ta staje się wstępem do liczącej siedem rozdziałów produkcji o etapach egzystencji, takich jak narodziny, szkoła, rywalizacja i w końcu sens życia.

To chyba był pierwszy film, którego nie mogłem obejrzeć, bo był oznaczony czerwonym kwadratem w programie telewizyjnym (tylko dla dorosłych). Całość zobaczyłem chyba dopiero w gimnazjum, razem z resztą pełnych metraży Monty Pythona. Następnie miała miejsce dłuuuuga przerwa, dzisiaj wracam do tego tytułu i rozpoznaję każdą scenę. Nawet jeśli nie pamiętałem ich sam z siebie (bo jak można zapomnieć najgrubszego klienta na świecie, komara odgrywającego nogę albo lekcję edukacji seksualnej?) to wystarczył mi pierwszy obrazek, abym natychmiast pomyślał: „Tak, pamiętam to! Rozpoznaję tę scenę i wiem, dokąd ona zmierza!„. Narodziny, śmierć oraz żołnierze jedzący ciasto – jak można chociaż jedną scenę zignorować? I wszystkie te zróżnicowane segmenty tworzą całość w wielkim finale.

Sens życia…” jest produkcją wulgarną, prowokującą i przewrotną. Atakuje ona ludzi, systemy, wierzenia i do wszystkiego podchodzi w tak niecodzienny sposób, że przez połowę filmu nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć tak naprawdę – nie tylko jako odbiorca zastanawiający się nad tym, co twórcy chcieli przekazać, ale też jako osoba prywatna zastanawiająca się nad kolejnymi scena i tym, co mam z nich wyciągnąć albo co odpowiedzieć na pytania padające podczas projekcji. Tym bardziej że to nie jest do końca produkcja segmentowana – przynajmniej część nabiera dodatkowego kontekstu, kiedy już obejrzy się całość. Ot, choćby dzieci trzeciego świata – zestawić ich historię z sytuacją, w której widzimy je w finale. Co z tego mamy wyciągnąć? Jak myślicie?

Twórcy podeszli do tej produkcji z prawdziwym zaangażowaniem i rozmachem, miejscami trudno uwierzyć, ile rzeczy jednocześnie rozgrywa się na ekranie („Avengers 3” jest z całą pewnością skromniejsze). Humor to kwestia indywidualna, ale nawet jeśli ten film nie będzie was śmieszył, to wciąż będziecie w stanie docenić, w jaką stronę i z jakim zamiarem zmierzają twórcy. Zawsze coś!