Człowiek z blizną („Scarface”, 1983)

Człowiek z blizną („Scarface”, 1983)

2 kwietnia 2018 Gangsterski 0
scarface poster
Brian De Palma & Olivier Stone
Al Pacino & Michelle Pfeiffer
Hawajskie koszule & Kokaina & Smutny tygrys przywiązany do drzewa

Wielopoziomowa produkcja, w której miesza się historia, sylwetka głównego bohatera oraz poruszane tematy. Kozacki, trzymający w napięciu, brutalny i z jajami.

Tytułowy człowiek z blizną w dowodzie ma wpisane Anthony Montana i chce osiągnąć sukces po dostaniu się do Stanów Zjednoczonych jako uchodźca polityczny z Kuby. „Scarface” De Palmy to wielopoziomowa produkcja, w której miesza się fabuła, sylwetka głównego bohatera oraz poruszane tematy (przede wszystkim fałsz amerykańskiego snu). Tony Montana jest uchodźcą z komunistycznej Kuby, gdzie życie jest niewdzięczne i nie pozwala na lepszy los – wszystko to jest wyrażone w bezpośrednim i chropowatym monologu bohatera na początku filmu, poprzez który chciał przekonać władzę, aby pozwoliła mu dostać się do Stanów Zjednoczonych. Pragnął tego, by móc osiągnąć sukces, by zostać kimś, a na miejscu się okazuje, że wszystko, co czeka takiego człowieka to praca fizyczna bez perspektyw. Kariera i sukces pozostaje wciąż poza zasięgiem zwykłego człowieka w tym etatystycznym kraju, a jedyną drogą, aby się wybić, są narkotyki. Ścieżka to trudna i niebezpieczna, ale przynajmniej oferująca nadzieję na zostanie kimś.

Na to nakłada się obraz głównego bohatera, który jest olbrzymem na glinianych nogach – potrafiący zachować zimną krew i radzący sobie w życiu, walczący o swoje – ale tak naprawdę nie ma pojęcia o życiu. Tony chce wszystko, ale ma blade pojęcie o czymkolwiek. Trzyma się prostych zasad prostego świata, pragnął wejść z butami na wyższy poziom prawdziwej elity. Podczas wspinania się po szczeblach kariery nie ewoluował, podczas gdy jego najlepszy przyjaciel Manny tak – oboje zaczęli w ten sam sposób i przeżyli to samo, ale Tony pozostawał człowiekiem opartym na instynkcie. Najlepiej to portretuje jedna z ostatnich wymian zdań między nimi, w których Tony po latach spędzonych w USA wciąż pamięta czasy, kiedy to przymierał głodem. Zamiast rozwijać się i poznawać ten nowy świat, główny bohater odrzucał wszystko. Trochę jak zwierzę próbujący przemknąć niezauważony, ale nie przyznający się do tego, udający i stający na tylnych nóżkach, aby przekonać wszystkich wokół, że jest czymś innym. Zaczął jako osobnik średnio radzący sobie z angielskim, trzymający się podstawowych zasad przetrwania opartych na sile, które pasują do dżungli, ale nie cywilizacji – i taką osobą został niemal do końca. Tony Montana to człowiek, który pragnął potęgi, ale nigdy nie zadał pytania o to, czym potęga jest, jakie jest jej źródło, ale koniec końców najważniejszy tu jest on sam i pytanie do nas, które musimy sobie zadać: czego pragnie Tony? Na pewnym poziomie można „Scarface” nazwać „Aż poleje się krew” lat 80.

De Palma podjął w „Scarface” sporo ciekawych kroków, zawarł na przykład swego rodzaju antrakt. Najtrudniejszy jest dla widza świadomy kicz, który musiał być zawarty w takiej historii ze względu na czasy i miejsce, w których rozgrywa się akcja – wystrój wnętrz, muzyka i hawajskie koszule. „Człowiek z blizną” jest bardzo kolorowym filmem, w którym rzeczywistość jest przedstawiana bardzo wymownie (jedne z najbardziej brutalnych scen w historii znajdziemy właśnie w tym filmie), stąd trzeba było oddać też atmosferę tamtych czasów poprzez przerysowanie, ale nie tylko. Kicz jest tu przede wszystkim w takich scenach jak kolacja w restauracji – w jej trakcie nasz bohater wstaje i zaczyna przemawiać do pozostałych gości lokalu. Gada i gada, aż zacząłem odwracać wzrok od ekranu… Dokładnie tak, jak wspomniani goście będący świadkami przeszarżowanego zachowania Montany, patrzący w talerz i czekający, aż dzikus sobie pójdzie. To był świadomy zabieg twórczy, ale większość widzów zanotuje tylko, że w trakcie oglądania nie mogli patrzeć na ekran, za co skreślą cały film, co można w sumie zrozumieć.

Jest tu też kilka minusów (przeskoki fabularne, które nie wyjaśniają wielu istotnych rzeczy, w tym zmiany w zachowaniu bohaterów), ale mimo to pozostaje niezapomnianym przeżyciem. Kozacki, trzymający w napięciu, brutalny i z jajami. To nie był prosty remake w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Widać wyraźnie, że twórcy chcieli opowiedzieć dokładnie tę historię, chociaż już ją opowiedziano w 1927 i 1932 roku. I to może być najważniejsze podskórne odczucie, które towarzyszyło mi podczas seansu.

PS. Widok Michelle Pfeiffer na jednym ujęciu wciągającą kokainę, popijającą to alkoholem i zaciągającą się papierosem może być najbardziej kiczowatą rzeczą, jaką w życiu widziałem. Chociaż to też mógł być hołd De Palmy do „Wesela” Wajdy i Bożeny Dykiel z wódką, kiełbasą, chlebem i ogórkiem w jednej ręce, kto wie?

A więc tego... W sprawie remake'u, który ma powstać...

To będzie ciężkie zadanie. Osobiście w to mocno wątpię, aby tytuł, mający podbić kina, mógł mieć coś wspólnego ze „Scarface” De Palmy, ale też nie wydaje mi się, aby dziś przy kamerze pracowali ludzie, którzy mogliby tak jak Stone jeździć po Miami i Kubie, aby rozmawiać z ludźmi i poznać świat, który będą portretować (plus, zanim napisał scenariusz, musiał pójść na odwyk), albo będą rozumieli ideę adaptowania materiału źródłowego do współczesności. Szczególnie wobec przekonania widowni i twórców, że wszyscy chcą powrotu lat 80. na ekrany kin, więc pewnie z adaptacji nici. Jaką muzykę mielibyśmy usłyszeć, gdy Tony wejdźcie do klubu? Jak będzie wyglądać pościel Elviry, w oryginale zdająca się zrobiona ze złotego jedwabiu? Albo jak będą zachowywać się handlarze narkotykami, gdy Tony spotka ich pierwszy raz? Wątpię, aby wyciągnęli z pudła piłę mechaniczną, patrząc po dziecinności, którą oferuje nowy „Jason Bourne” czy inna „Gra o tron„.

Wątpię więc, aby nowy „Scarface” był swoją własną rzeczą albo też udanym remakiem, ale hej, nie będę nikomu przeszkadzał. Chcecie robić film, to róbcie, poczekam na recenzje i zdecyduję, czy obejrzeć. Chociaż jak czytam, że w 2003 roku naciskano na De Palmę, aby przy reedycji filmu dodał na ścieżkę dźwiękową piosenki raperskie, to mam czarne myśli.