Roma (2018)

Roma (2018)

15 grudnia 2018 Opinie o filmach 0
roma
Alfonso Cuarón

Trudna historia osobista dwóch kobiet w latach 70. Kino motywów, nie historii. Dwa razy potrafiło mi zaimponować.

Reżyser Romy prowadzi historię powoli, używa powtórzeń. Pod kątem montażu czy dynamiki kolejnych scen (ich ilości) jest to dosyć zwyczajne kino, ale wypełnienie ujęć przypomina raczej produkcję spod znaku slow-cinema. Jedna postać mówi coś drugiej, następnie w innej scenie mówi o tym samym innej postaci – z punktu widzenia widza słyszymy drugi raz to samo. Ponadto czas rzeczywisty jest zachowany i kilka razy podczas seansu będziemy czekać razem z bohaterami, w bezczynności.

Dwa kolejne zabiegi mają większą wagę w kwestii odbioru seansu. Po pierwsze, Roma jest opowieścią z ważnymi wydarzeniami historycznymi w tle, które opowiedziano z perspektywy bohaterek niezainteresowane nimi, nic o nich niewiedzących. W ten sposób widz też jest zostawiony w ciemności na ich temat. Po drugie: owe bohaterki są bardziej szablonem, które widz ma najwyraźniej sam wypełnić, utożsamiać się z nimi, wejść w ich buty bez względu na to, kim widz jest. Wszystko dlatego, że Roma jest kinem motywów, nie historii.

Wydarzenia wiszą w przestrzeni rozpiętej przez reżysera. Opuszczenie bohaterki przez męża i zostawienie jej z dziećmi, druga bohaterka informuje swojego chłopaka o tym, że zapewne jest w ciąży – i chłopak znika. Nie są to wydarzenia trójwymiarowe, o których możemy coś pomyśleć lub je zgłębić. Mamy tylko coś poczuć – wiedzieć, że bohaterki czują się źle i dlaczego. Takimi pojedynczymi sygnałami operuje ten film. Są one rzadkie, niemrawe i nie mogę wam zagwarantować, że to będzie seans, który was zaangażuje emocjonalnie lub w jakiś inny sposób. Niewiele się tu dzieje, niewiele to kino mówi, na koniec tylko dostajemy enigmatyczną dedykację.

Czy wybrać seans w kinie?

Zanim zasiadłem do oglądania, słyszałem głosy o tym, że warto ten tytuł zobaczyć na dużym ekranie. Oczywiście, takie warunki zawsze lepiej wybrać, ale to w większości produkcja o ludziach siedzących przy stole. Cuaron organizuje kilka razy sceny zbiorowe i one robią wrażenie, ale tak naprawdę mogę zdradzić, że jedynie impakt finałowej sceny na plaży zależy od naszych warunków technicznych, w których oglądamy. I to nie monitora, ale głośników. Nie mam najlepszego sprzętu na świecie, moje udźwiękowienie kosztowały ledwo ponad 200 złotych, ale i tak zostałem przytoczony. Przed seansem upewnijcie się, że macie dobre głośniki. Albo wasze kino je ma. W ten sposób zdecydujecie, gdzie Romę obejrzeć.

Nie znaczy to jednak, że emocji nie ma w ogóle. Najczęściej będą to wrażenia estetyczne, bo kilka ładnych ujęć i sekwencji trafi się na ekranie. Najważniejsze, że będziemy mogli ujrzeć dwie duże dramaturgiczne sceny, dla których warto zasiąść do filmu. Są doskonale skonstruowane, bogate emocjonalnie i bardzo realistyczne. Pokazują moment w czyimś życiu, pokazują moment w historii tego kraju, są ważne dla bohaterek i dla nas, widzów. A przynajmniej były ważne dla mnie.

Roma nie jest filmem, który chciałbym polecić, ale dał on radę zrobić na mnie wrażenie dwa razy. Najwyraźniej więc wciąż jest to tytuł, który zalecam zobaczyć. Szczególnie miłośnikom scen zbiorowych oraz takich, gdzie natura odgrywa ważną rolę. Wtedy warto!