Robocop 2 (1990)

Robocop 2 (1990)

19 kwietnia 2018 Akcja 0
robocop 2
Bum bum & Pew Pew

Jeśli oceniać ten tytuł samodzielnie, to oferuje on wspaniałą zabawę pełną niezapomnianych momentów.

Fabułę jednak dosyć trudno streścić, bo gdybym napisał, że źli ludzie próbują zrobić Robocopa 2, który to wymyka się spod kontroli i do naszego bohatera należy powstrzymać go – wtedy bym pomijał pierwsze 2/3 produkcji. Ogólnie nastawcie się na to, że mamy tu strajk policji, przestępcy robią, co chcą, a politycy odwalają jakiś cyrk, bo każdy rząd jest zły. Do tego Murphy podgląda swoją byłą żonę i próbuje zaprowadzić porządek na mieście.

Nie mogę nie oddać twórcom, że się nie starali. Z całą pewnością robili, co mogli, aby oddać szacunek pierwowzorowi, powtórzyć jego sukces bez robienia tego samego. Dołożyli nieco od siebie, rozwinęli motywy, postawili na brutalność, męskość i dobrą zabawę. Zobaczymy chociażby żonę Murphy’ego we własnej osobie. Chcecie męskiej akcji? Już pierwsze 10 minut da wam banan na twarzy, od ucha do ucha. Chcecie brutalności? Główny bohater będzie tu traktowany młotem pneumatycznym. Chcecie tekstów ociekających czarnym humorem? Znajdzie się garść takich. Zabawa jest autentycznie przednia – nawet nie pamiętałem, ile z tej produkcji zapadło mi w pamięć (czyli mogłem zacząć oglądać jakąś scenę i w połowie przypominałem sobie, że już ją przecież widziałem 20 lat temu). Brakuje tylko sensownej historii oraz postaci, które trzymałyby się kupy. Anne Lewis chyba pojawia się na początku i podczas finałowej strzelaniny, dzięki czemu nie ma wpływu na cokolwiek.

Jeśli miałbym wskazać jakąś wyraźnie słabszą stronę całości, to byłby to humor. Wstawki reklamowe dają jeszcze radę, ale komiksowe strącanie Robocopa z boku samochodu poprzez zahaczenie o znak drogowy (plus następujący podczas zderzzenia dźwięk z „Toma i Jerry’ego„); przeprogramowanie bohatera, by ten udzielał kazań, zamiast aresztować przestępców; albo pozbawione logiki oglądanie nieudanych eksperymentów (przecież wiedzieli, jak one się skończyły). Najbardziej przeszkadza Hob, czyli małoletni przestępca, będący w zarządzie gangu. Jego obecność jest uzasadniona tym, że Robocop nie może strzelać do dzieci, dlatego Hob jest przydatny, ale właśnie – pomimo wieku jest równorzędny w zarządzie, wydaje rozkazy i ludzie słuchają się go. Ku temu powodu już nie ma, dlatego te sceny wydają się pochodzić z kina dla dzieci, jakby chcieli zyskać widownię w tym przedziale wiekowym (nigdzie nie mogę znaleźć, jaką dostał kategorię wiekową, ale „R” to raczej minimum). Zgoda, sam oglądałem „R2” na zmianę z „Kubusiem Puchatkiem„, ale to wcale nie sprawia, że to udana produkcja jest. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy gdyby to zmienić, to jako całość byłby to lepszy tytuł, ale właśnie przez sceny z dzieciakiem nie można go nazwać równie „dorosłym kinem„, co część pierwszą. I ta myśl przewija się przez sporą część seansu – aż do jej końca, kiedy to antagonista strzela do ludzi, a nasz bohater chodzi sobie po budynku, bo on ma plan, jak pokonać przeciwnika, ale nawet nie stara się komuś pomóc. Naprawdę trudno to traktować poważnie.

Cóż, potrzeba lepszego dyrygenta, który będzie umiał połączyć luz, czarny humor, akcję i poważną wymowę. Trzy pierwszy elementy jakby nie było, są w kontynuacji – i jeśli oceniać ten tytuł samodzielnie, to oferuje on wspaniałą zabawę pełną niezapomnianych momentów. To trochę jakby kino superbohaterskie, w którym od czasu do czasu zażartuje o człowieczeństwie głównego bohatera. Raz gorzej (bohater nie może mieć erekcji), raz lepiej (finałowa kwestia!). Ja tam polecam i będę oglądać ze swoimi dziećmi.