Podsumowanie 2011 roku

Podsumowanie 2011 roku

27 lipca 2019 Blog 0
paris

Ostatnia aktualizacja: lipiec 2019

NAJLEPSZE FILMY ROKU

turin horse

Miejsce #1: Koń turyński ("A torinói ló") Drama

Jedna z teorii mówi, że Koń… przedstawia koniec świata na zasadzie odwrotnego początku, czyli odejmowane są po kolei rzeczy, które chrześcijański Bóg stworzył (pierwszego dnia stworzył światło i oddzielił je od ciemności – itd.). Dla mnie Koń… jest nieistniejącym epilogiem mojej ulubionej książki i przedstawia koniec pewnego rodzaju ludzi. Robi to w bezlitosny sposób, hipnotyzujący i fascynujący, nie pozwala oderwać wzroku i urzeka pięknem technicznym oraz grozą świata przedstawionego. Wyjście do studni po wodę w tym filmie jest autentycznym przeżyciem. Ten film jest przeżyciem. Wstrząsającym, ale też sprawiedliwym.

Miejsce #2: Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II ("Deathly Hallows: P2") Adventure

Frajdy ciąg dalszy. Atrakcja za atrakcją, jeszcze raz mogłem dokończyć tę wspaniałą przygodę, a jej wizualna wersja jest jeszcze lepsza od pierwowzoru literackiego. Ulubione momenty mogę wymieniać i wymieniać, podoba mi się każda lokacja i każdy efekt specjalny, każdy dodatek i każda zmiana względem książki. A sam film lubię za to, za co lubię Harry’ego Pottera jako serię. Ostatni film reprezentuje wszystko, co stoi za tą historią, a na koniec zostaje tylko uczucie głębokiej wygranej. Wciąż to część jakiegoś większego doświadczenia (wykraczającego raczej poza filmy), a Koń… jest samodzielnym utworem, dlatego ustawiam te tytuły w takiej właśnie kolejności.

super 8

Miejsce #3: Super 8 (Adventure)

Niebywała przygoda, którą jednak trzeba oglądać jako opowieść o godzeniu się ze stratą. Wiele rzeczy dzieje się na ekranie i niektóre mogą wydawać się istotniejsze – w taki sam sposób, jak Szczęki nie były filmem o polowaniu na rekina (tylko o tym, jak takie polowanie zmienia człowieka), tak Super 8 nie jest o rozwiązaniu tajemnicy czy zmierzeniu się z zagrożeniem, ale o tym, co z tym zrobimy. I nie jest to osiągnięte na ekranie tak dobrze, jakby mogło być, widzowie wciąż podchodzą do tytułu z innymi oczekiwaniami i potem czują się zawiedzeni. Dlatego też przy okazji polecenia trzeba zawsze pomagać nowym widzom i mówić im, jak powinni odczytywać ten obraz, co jest absurdem. Insygnia śmierci pomimo zmian i nowości są odczytywane tak, jak reżyser chciał, by je odczytywać. Z tego powodu Super 8 stawiam niżej, ale oba tytuły sprawiają mi podobną frajdę. Tytuł Abramsa jest pełny energii, wciągający, a scena na dworcu wciąż wywołuje u mnie dreszcze. Aż chce się oglądać, a OSIEM lat od premiery ma on wciąż taką samą siłę, co wtedy.

Miejsce #4: Wszyscy wygrywają ("Win Win") Drama

Satysfakcjonujący. To dobre określenie tego filmu, który to podejmuje wiele tematów i nie jest łatwy w opowiedzeniu, chociaż u podstaw to dramat obyczajowy o rodzinie. Prosty, pozbawiony wielu słów, odznaczający się istotnymi postaciami, których zapamiętujemy, a wynik ich relacji jest dla nas ważny. Ten film daje radę stać się dla nas ważny.

Miejsce #5: Pół na pół ("50/50") Drama & Comedy

Film, który umie opowiadać o problemach (w tym wypadku: u bohatera w wieku 27 lat wykryto nowotwór). Mówimy tu o historii, w której cała dramaturgia jest scentralizowana – jest jedna główna postać, której osobisty problem oddziałuje na resztę postaci i tworzy kolejne problemy. Win Win to historia wielu ludzi i każdy ma swój problem, przez co jest jakaś intryga i kocioł, w którym to wszystko się miesza, przez co chciałbym tamten tytuł postawić wyżej. I przeczytajcie notatką obok, gdzie miałem więcej miejsca, żeby opowiedzieć o swoich wrażeniach z seansu Pół na pół. Jestem naprawdę zadowolony z tego tekstu.

Miejsce #6: Margaret (Drama)

A tutaj dla odmiany trudno nawet mówić o jakimś problemie lub czymś, co zostało przez niego zrodzone, bo to kino momentów nabierających znaczenia dopiero z szerszej perspektywy. A jako całość opowiada tak naprawdę o czymś tak ogólnym, jak dorastanie, więc naturalnie umieszczam ten tytuł niżej wyżej wymienionych. To naprawdę dobry tytuł opowiadający o ludziach uczących się słuchać nawzajem, jak i krytyka systemu, który tego właśnie nie uczy. Plus jedno z najlepszych zakończeń w historii, kiedy to – jeśli dobrze je rozumiem – bohaterki nauczyły się słyszeć ciszę.

Miejsce #7: O północy w Paryżu ("Midnight at Paris") Low Fantasy

Kino fantazja, kino spełniające marzenia. Pisarz, który szuka inspiracji oraz odpowiedzi życiowych, odbywa podróż w czasie do swoich ulubionych czasów i przeżywa drobne przygody w postaci spotykania mentorów, którzy już nie żyją w jego czasach. Wydaje się, że to niewiele – i tak jest, ale to może znaczyć naprawdę dużo. Dla mnie tak właśnie tyle znaczy.

Miejsce #8: Mission: Impossible - Ghost Protocol (Action)

Doskonałe kino akcji, które dopilnowało, aby wszystko było dynamiczne, żeby bohaterowie byli cały czas w ruchu, a najlepiej biegli. Kino, które podobnie jak O północy w Paryżu, jest pewną fantazją i ma przede wszystkim sprawiać przyjemność, ale jednak nie widzę siebie oglądającego ten film w całości w najbliższej przyszłości. Raczej we fragmentach i to głównie z pierwszej połowy. Film Allena prędzej sobie powtórzę – stąd kolejność.

Miejsce #9: Pearl Jam Twenty (Rockumentary)

Dokument o zespole, który mnie nie interesuje. Jest jednak zrealizowany tam, jak powinien – to nie tylko laurka dla muzyków albo prezent dla fanów, to opowieść o fenomenie kapeli. I może go zrozumieć; ucieszyć się, że oni istnieją – nawet jeśli ich muzyka nas nie interesuje. Dokument, który szanuję – i jestem zadowolony, że mogę go wyróżnić. Idealny tytuł na lokację zamykającą zestawienie najlepszych filmów roku.

Również warte uwagi: Samsara, Drive, Kod nieśmiertelności, Wojownik, Sala samobójców, Gliniarz, Druga Ziemia, Contagion – Epidemia strachu, Róża, Wygrany, Jeden dzień, Muppety, Wymyk, Artysta, Arirang, Elena, Kiedyś będziemy szczęśliwi, Pamięć cielesna, To nie jest film

NAJLEPSZE SERIALE ROKU

Miejsce #1: Prohibicja ("Prohibition", miniserial) Documentary

Sukces tego dokumentu polega na tym, że nie opowiada wyłącznie o tytułowej prohibicji (czyli delegalizacji alkoholu w USA w latach 1920-33), ale o uniwersalnym wymiarze tego wydarzenia i przestrzega przed sytuacją, w której moralność jest narzucona. Nie tylko przez rząd swoim obywatelom. A ponadto jest to majstersztyk dokumentu, w którym każda kolejna warstwa (historyczna, społeczna, ekonomiczna…) jest rozkładana w czytelny sposób i rozbudowywana o kolejną. Tylko trzy odcinki, każdy trwający jakieś półtorej godziny – biorące z zaskoczenia, bo ten temat nie powinien mnie tak mocno zainteresować. I nie powinien tak mocno zapaść w pamięci. Pierwsze miejsce i najlepszy serial roku, bez wątpienia!

Miejsce #2: Community (sezon III) Comedy

Czyli Community u swego szczytu. Nie tylko ma niesamowite intro, nie tylko twórcy idą na całość w kreowaniu własnego świata, nie tylko dostarczają jeden z najlepszych odcinków w historii medium, nie tylko dostarczają masę innych, do których chcę wracać, ale jeszcze w drugiej połowie sezonu idą w spójną fabułę, opowiadając historię o zagładzie Greendale na przestrzeni wielu odcinków. I jeszcze budują większy apetyt na kolejny sezon. Community już nigdy nie miało być równie dobre. Wciąż są jednak odcinki, które są zapychaczami, więc jako całość – stawiam poniżej Prohibicji. W żadnym wypadku jednak nie mogę mówić, że zmuszałem się do oglądania, jak to miało miejsce ze Steins;Gate, więc stawiam je wyżej od tamtego anime.

Steins Gate

Miejsce #3: Steins;Gate (miniserial) Anime

Teraz was zaskoczę: to anime rozkręca się z czasem. I nie jest przeznaczone dla początkujących miłośników tego gatunku, bo ilość schematów mu typowych i dziwactw przeróżnej maści jest w S:G aż za dużo. Mamy laskę, która każde zdanie kończy miauczeniem. Każda postać mówi tutaj do wszystkich, używając pseudonimów, na które oni nie wyrazili zgody i praktycznie w każdym epizodzie się o to kłócą. Jest też zboczony nerd, który ślini się, gdy jego koleżanka założy strój uczennicy. Główny bohater łatwo przechodzi od cichego człowieka do szalonego naukowca, śmiejąc się demonicznie i z pełną powagą krzycząc o doniosłości faktu, iż jego mikrofalówka wysyła wiadomości w przeszłość (o tym jest ten serial – o zmienianiu przeszłości i efekcie motyla). Każda wiadomość wysłana w przeszłość coś zmienia i nie wiemy tego od razu. Często nie wiemy nawet ile i w jaki sposób się zmieniło. Czasami tylko zauważamy pojedyncze objawy, a o tym, co naprawdę się stało i w jaki sposób mówi się nam po 10 epizodach. Niemniej od połowy, gdy dowiadujemy się o szerszej skali wydarzeń, wtedy serial autentycznie wciąga, a misterne budowanie świata i bohaterów we wcześniejszych odcinkach się opłaca. Wtedy oglądamy opowieść o wyborach, które zawsze mają jakąś konsekwencję. Dosłownie powtarzamy wiele epizodów, część z nich anulujemy, szukając sposobu, by uratować wszystkich, ale czy to jest możliwe? Każdy dokonuje makabrycznego poświecenia i żaden z nich nie gwarantuje szczęśliwego zakończenia.

Miejsce #4: Breaking Bad (sezon IV) Thriller

Steins;Gate rozkręcało się pod koniec pierwszej połowy, a czwarty sezon Breaking Bad rozkręcił się raczej pod koniec. I może się nie podobać podejście twórców do zrobienia tego, ale raczej nikt się nie będzie kłócił, że ich wysiłek się opłacił. Trzy ostatnie odcinki to jeden z najlepszych okresów w historii tego serialu – Walter White przyciśnięty do muru obnaża kły i wygrywa w wielkim stylu, a cały świat patrzy i nie ma zielonego pojęcia, co się właśnie stało. Mistrzostwo świata, jednak z całą resztą sezonu mam problem, dlatego dopiero czwarte miejsce dla czwartego sezonu Breaking Bad.

Miejsce #5: Treme (sezon II) Drama

Nowy Orlean rok po huraganie Katrina. Nagły wzrost turystyki zaczął opadać, pieniędzy brakuje, ludzie wciąż chcą tu żyć i grać i cieszyć się życiem. Każdy z bohaterów próbuje, prawie nikomu nic z tego nie wyjdzie, ale każdy inaczej stawia czoła przegranej. Na dodatek okolica staje się bardziej niebezpieczna, a część postaci ginie niespodziewanie. Wyrazisty sezon – teraz Treme pamiętam przede wszystkim za melancholijne momenty, w których bohaterowie godzą się z tym, kim są. Plus koncert Luciny Willians. Tak, chcę wyróżnić ten sezon, nie mam wątpliwości.

Inne warte uwagi: South Park (S15), Happy Endings (S1), Suits (S1), Justified (S2), Black MIrror (S1).

NAJLEPSZE ODCINKI ROKU

Miejsce #1: Remedial Chaos Theory (Community, 3x4)

Małe arcydzieło precyzyjnego scenopisarstwa. Drobne przyjęcie w gronie przyjaciół rozbija wszechświat na siedem różnych linii czasowych – wszystko w ramach jednego odcinka trwającego nieco ponad 20 minut. W efekcie powstała komedia totalna o tym, co tak naprawdę jest ważne, co uważamy za najgorszy obrót sprawy, a co nim faktycznie jest, oraz jak niewiele brakuje, aby zmienić swoje życie całkowicie. W obie strony. Ponadto, jeden z najoryginalniejszych odcinków w historii. O jego konstrukcji można napisać cały esej, aby wyrazić w pełni, jak jedna linia czasowa uzupełnia drugą, i jak historia jest opowiedziana poprzez wszystkie wymiary. Albo po prostu dobrze się bawić? Najlepszy odcinek serialu i najlepszy odcinek roku 2011.

Miejsce #2: You're Getting Old (South Park, 15x7)

South Park wprowadza odbiorcę w melancholię poprzez pierdzenie. Inne tytuły idą na łatwiznę i po prostu zmuszają nas do płaczu, ale tutaj jest nam tak najzwyczajniej przykro z powodu kondycji świata. W You’re Getting Old Sten ma urodziny i dorasta, a świat wokół niego przestaje mu się podobać. Kino, muzyka, rozmowa z innymi ludźmi – staje się bardziej wymagający i trudniej jest mu zaakceptować choćby wygłupy kolegów. To mój ulubiony odcinek serialu, zapewne najlepszy w ogóle, ale jednak opowiedziany w dosyć klasyczny sposób – nie pomaga też fakt, że właściwe zwieńczenie odcinka dostajemy dopiero w następnym (Ass Burger, 15×8) Remedial Chaos Theory zaskakuje oryginalnością na każdym kroku, dlatego stawiam je wyżej.

Miejsce #3: Crawl Space (Breaking Bad, 4x11)

Na to właśnie czekałem, powtarzając sobie cały sezon. Walter White zdaje sobie sprawę, że musi odzyskać kontrolę nad kierownicą swojego życia, a dzieje się to właśnie w tym odcinku. Każdy wątek przyspiesza, przecinają się, tworząc mętlik, by w finale… Cholera, każdy pamięta zakończenie Crawl Space. Pewnie najlepszy moment w historii całej produkcji. Ten serial jest wielki, a jego wielkość jeszcze nigdy tak nie cieszyła, co w tym odcinku.

Miejsce #4: City Sushi (South Park, 15x6)

Oto twórcy opowiadają nam o złożoności problemu zaburzeń psychicznych oraz trudności wychowywania dziecka wynikających z niesłuchania i niezrozumienia jego spojrzenia na życie… I w jakiś sposób to wszystko łączy się z rywalizacją między chińską oraz japońską restauracją na przedmieściach South Parku… I to wszystko przy jednoczesnym nawiązywaniu do jednego z największych klasyków w historii kina. Tylko South Park jest w stanie coś takiego odstawić. Doskonały odcinek, chociaż w sumie absurd wydaje się dla twórców celem samym w sobie – ale jak to realizują! W tym jednym odcinku dzieje się tyle, że dałoby radę zrobić o tym cały sezon!

black mirror

Miejsce #5: The National Anthem (Black Mirror, 1x1)

Bo kto nie pamięta dymania świni? Tak po prostu.

Inne warte uwagi: „Face Off” (Breaking Bad, 4×13) „Studies in Modern Movement” (Community, 3×7)

REŻYSER ROKU

Nicolas Winding Refn („Drive”)
Béla Tarr („Koń turyński”)
Kenneth Lonergan („Margaret”)
J.J. Abrams („Super 8”)
Tom McCarthy („Win Win”)

Podobało mi się tempo Margaret – scenki są liczne, ale bardzo krótkie. Poza tym zawsze będę sprzyjać filmom bez wyraźnej struktury – takie tytuły o wiele trudniej jest opowiedzieć. Tutaj nie udało się uniknąć błędów, ale wciąż chcę wyróżnić właśnie Lonergana za reżyserię.

SCENARIUSZ ROKU

Michel Hazanavicius („Artysta”)
Oleg Negin & Andriej Zwiagincew („Elena”)
Kenneth Lonergan („Margaret”)
Will Reiser („Pół na pół”)
J.J. Abrams („Super 8”)

Pomijając wybitny finał Margaret – chcę pochwalić skrypt za naturalne dialogi oraz niezwykłą umiejętność kończenia ich, zanim faktycznie dobiegły końca. Wydają się urwane, ale nic nam mimo to nie umyka, nie czujemy się wyrwani z tamtej konwersacji. Plus jest to historia opowiadająca o czymś poprzez coś innego – to prawdziwe osiągnięcie!

ZDJĘCIA ROKU

Emmanuel Lubezki („Drzewo życia”)
Newton Thomas Sigel („Drive”)
Mike Cahill („Druga Ziemia”)
Fred Kelemen („Koń turyński”)
Larry Fong („Super 8”)

Nikt nie mówił, że trzeba nagradzać tylko filmy, które się lubi… Nie jestem fanem Drzewa życia, umieszczania w nim dinozaurów i całej reszty, ale jeśli w całej produkcji jest coś, co faktycznie umożliwiało przekazanie widzowi tego, co reżyser chciał przekazać – to był to właśnie Lubezki i jego kamera w delikatny sposób opowiadająca o rodzinie na przedmieściach.

MONTAŻ ROKU

Matthew Newman („Drive”)
Molly Marlene Stensgaard („Melancholia”)
Toni Froschhammer („Pina”)
Ron Fricke & Mark Magidson („Samsara”)
Mark Isham („Wojownik”)

Specyficzny montaż, ale naprawdę go polubiłem. Opierał się na gęstym cięciu w środku ujęć – więc np. jak ktoś wychodzi z domu i podchodzi do samochodu, to widzimy trzy ujęcia: wyjścia, spacer i moment przy samochodzie – a każdy trwa dosłownie ułamek sekundy. Ryzykowna metoda, ale dla mnie czytelna, wykonana nienagannie. Nie wszyscy muszą być fanami, ale ja przyklaskuję i chwalę.

MUZYKA ROKU

Cliff Martinez („Drive”)
Fall On Your Sward („Druga Ziemia”)
Alexandre Desplat („Insygnia Śmierci cz II)
Harry Escott („Wstyd”)
Michael Giacchino („Super 8”)

Wciąż pamiętam główną suitę zatytułowaną „Brandon”. Pamiętam sceny w metrze, kiedy pierwszy raz ją usłyszałem. Dzisiaj nadal chcę pamiętać ten utwór i do niego wracać.

AKTOR ROKU

Aaron Paul („Breaking Bad”)
Bryan Cranston („Breaking Bad”)
Paul Giamatti („Win Win”)
Nick Nolte („Wojownik”)
Tom Hardy („Wojownik”)

Who are you talking to right now? Who is it you think you see? (…) No, you clearly don’t know who you’re talking to, so let me clue you in. I am not in danger, Skyler. I am the danger. A guy opens his door and gets shot and you think that of me? No. I am the one who knocks!

AKTORKA ROKU

Glenn Close („Albert Nobbs”)
Berenice Bejo („Artysta”)
Brit Marling („Druga Ziemia”)
Carey Mulligan („Drive”)
Anna Paquin („Margaret”)

Szczerze? Do ostatniej chwili myślałem, że wyróżnię tutaj Elisabeth Moss, ale okazało się, że piąty sezon Mad Mena ukazał się rok później, więc nie mam faworyta i pod koniec następnego dnia mógłbym wyróżnić inne nazwisko z tej listy. Wszystkie lubię, niemal wszystkie widziałem na ekranie 8 lat temu.