Pitbull (2005)

Pitbull (2005)

10 czerwca 2018 Kryminał 0
pitbull
Patryk Vega
Marcin Dorociński
Policja & Warszawa & Gang Albani

Najwyraźniej Vega zawsze był Vegą. Dramat policyjny z potencjałem.

Warszawski policjant ma okazję złapać słynnego bandytę po tym, jak udało się zlokalizować córkę przestępcy. Wszystko jednak będzie rozegrane w brudny sposób – we współpracy z gangsterami, którzy chcą przysługi od mundurowych. Na dalszym planie będzie komendant-urzędas, wręczanie łapówki oraz stary glina po pijaku włamujący się do domu swojej eksżony. Obraz stróżów prawa nosi tutaj mocno ciemne barwy. Co jeszcze można dodać? Cóż… To z całą pewnością film Patryka Vegi. Jest to produkcja wulgarna, źle zmontowana i zmierzająca donikąd.

Na czym więc polega różnica w stosunku do późniejszych tytułów Vegi, który okrył się niesławą po drugiej części? Jeśli mam zgadywać – chodzi o poczucie humoru. Pierwszego „Pitbulla” jeszcze można traktować poważnie, bo twórca ani razu nie przekraczał granicy – zbliżał się do niej, tak, ale nie przekroczył. Robiono poważne kino, w którym poruszane są wartości moralne (wybory!), ludzie umierają, rodziny po nich płaczą, przekleństwa to nie przecinki, ale obrazy w kierunku innych ludzi, niedoświadczeni są gnębieni, a sprawy tak po prostu mogą być nierozwiązywalne i trzeba to zaakceptować. Tu był potencjał na mocną opowieść, w którą można było uwierzyć.

Trzeba jednak przyznać, że humor źle użyty pojawia się tu i tam. Jaskrawym przykładem może być policjant wchodzący do szafy, aby się ukryć i chwilę potem się postrzelił. Jak w „Pulp Fiction„, tylko na poważnie (w jakiś sposób). Nie jest to jednak poziom kolejnych tytułów w filmografii Pana Vegi.

Przez pierwszą godzinę czułem się, jakbym oglądał pierwszą część trylogii, by następnie obejrzeć pięć minut środka trylogii i zakończenie wycięte ze zwieńczenia trylogii. Kupy to się nijak nie trzyma. Na sześć minut przed końcem byłem przekonany, że film po prostu się urwie w połowie słowa i byłem całkiem bliski – dochodzi do zbiegu okoliczności, główny wątek zostaje rozwiązany (powiedzmy), reszta niekoniecznie, pojawia się biały tekst na czarnym tle mający być kontrowersyjny albo wywołujący dyskusję, a może miał zachęcić do przemyśleń, tylko nie wiadomo w jaką stronę. Tak więc braki są wszędzie – wątki urywają się, tonacja jest monotonna, a cele twórcy budzą wątpliwości. Mogło być lepiej, ale lepiej jeszcze nigdy nie było.