Pitbull. Ostatni pies (2018)

Pitbull. Ostatni pies (2018)

8 kwietnia 2018 Uncategorized 0
Pitbull Ostatni pies plakat
Władysław Pasikowski
Krzysztof Stroiński & Rafał Mohr & Marcin Dorociński
Warszawa & Limuzyny & Przekręty bankowe

Takie polskie „Batman v Superman”. Nawet w obecnej formie ma udane momenty i nie żałuję wizyty w kinie.

Glina zostaje zastrzelony w stolicy. Sprawcę trzeba znaleźć dla zasady, dlatego Despero raz jeszcze zaczyna grać policjanta pod przykrywką. Warszawą rządzą dwie duże rodziny – nasz bohater zyskuje przychylność jednej z nich, aby wybadać, kto jest odpowiedzialny za sprzątnięcie policjanta.

W tym wszystkim z całą pewnością jest sensowny film. Po prostu cały czas podczas oglądania było coś nie tak. Najczęściej miałem wrażenie, że ktoś na siłę wciskał jakieś dziwne rzeczy do gotowego scenariusza. Takie musi mieć źródło sekwencja otwierająca, w której to Cezary Pazura widzi na ulicy typową różową blondynkę, których na ulicach Warszawy po godzinie 20 jest po łokcie (przynajmniej okolice centrum koło weekendów), ale ta kobieta jest wyjątkowa, ponieważ bije ludzi i nie trafia za to do aresztu jakimś cudem. Pazura żeni się z nią więc – macie wrażenie, że ktoś tu usunął kilka scen? Ja też. Przez cały film. Montażysta „Pitbulla” musiał być pod wrażeniem kinowego „Batman v Superman„, bo tyle wyciętego materiału, który był istotny do zrozumienia rozwoju akcji, to w kinie nigdy nie powinienem być świadkiem. Niemal każda scena dialogu kończy się w pół słowa, jakby bohaterowie mieli do powiedzenia kilka zdań więcej. Były też inne błędy (niektóre sceny były dosłownie zbyt wolne – aktor chodzi jak na spacerze podczas dramatycznych momentów – inne były kręcone jak serial, aktorzy gadali gdzieś obok kamery, jakby to był casting na rolę), ale najgorsze jest to uczucie podczas oglądania, że czegoś w tym filmie brakuje. Tak zwyczajnie. Zastanawiasz się nad bohaterami i nie wiesz, kim oni są, co robią lub dlaczego to robią – i nie jest to wina twojego braku uwagi. Choćby postać Pazury – co o nim tak naprawdę wiemy? Albo komendant. Ma trzy sceny, w pierwszej mówi: „Policjant został zabity. Sprawca musi zostać znaleziony i ukarany!„, w drugiej i trzeciej mówi: „Dobra tam, cewka moczowa, zamykamy sprawę, bo wargi sromowe i napletek„. To naprawdę nie jest moment, nad którym jako widz powinienem przysiąść i zastanowić się dogłębnie.

Nawet w obecnej formie „Pitbull” ma udane momenty – historia jest sama w sobie naprawdę ciekawa, rola Metyla jest intensywna i przekonująca, scena w barze albo końcowa strzelanina mniejszości z większością. „Pitbull 4” jako całość ogląda się naprawdę nieźle, te 2 godziny mijają całkiem szybko. Jest też kilka dobrych błysków w dialogach, choćby robienie sobie selfie po udanym szantażu polityka. Z całą pewnością nie żałuję, że wybrałem się do kina. Problem w tym, że teraz bardziej mnie interesuje zakulisowa historia powstawania tego filmu, aniżeli on sam. Co tam producenci szykują? Czterogodzinna wersja reżyserska? Może pięciogodzinna? Miniserial? Serial?