Pieta (2012)

Pieta (2012)

3 listopada 2013 Drama 0
pieta poster

Nieustająco balansuje pomiędzy naprawdę dobrym i naprawdę takim-sobie kinem. Dla Korei powstał świetny dramat. Europejczyk znajdzie tu też sporo komedii. Oboje powinni z przyjemnością poznać tę historię, choć w różnym stopniu.

Główny bohater imieniem Lee Kang-do jest dorosłym mężczyzną i mieszka samotnie. Zarabia na życie dzięki nieodpowiedzialnym ludziom, którzy pożyczają, nie mając potem jak oddać. Robi im więc krzywdę, by dostać kasę z ich ubezpieczenia. Pewnego dnia wraca do domu, ale pod drzwiami sterczy pewna kobieta… Ten film ma kilka świetnych zagadek, i to są pierwsze z nich: kim ona jest? I czemu robi ciągle na drutach?

Pieta” jest bardzo dobrze skonstruowana, składa się niemal z samych istotnych scen. Mnóstwo tu detali, wprowadzonych gdzieś z boku, by odegrały rolę w zakończeniu. Za całą fabułą stoi bardzo ciekawy temat, o którym Kim Ki Duk opowiada, czyniąc widzowi i bohaterom dogłębny ból, z którego wszyscy będą musieli się wydobyć. To historia o nienawiści, najgłębszej, jaką człowiek może czuć wobec drugiej istoty ludzkiej, i o tym, że na końcu zawsze zostanie wątpliwość. Sumieniu, człowieczeństwie, życiu. Wszystko w stylu, który był łatwo do przewidzenia – będzie krwawo, będzie boleśnie, chwilami miałem nawet skojarzenia z serią „Piła„… ale też trochę zbyt komediowo.

Mnie osobiście śmieszy, jak Azjaci zaczynają rozmowę od kopniaków. Pukasz do takiego w drzwi, on otwiera, patrzy ci twarz i zasadza kopa. Poza tym są takie sceny jak owa kobieta na początku czatująca pod drzwiami. Gdy w końcu wejdzie do mieszkania bohatera, bez słowa zacznie zmywać, sprzątać… A bohater zdziwiony dopiero po chwili zacznie na nią krzyczeć. Złapie ją za fraki i wyrzuci za drzwi, by po wszystkim jeszcze się wywalić na mokrej podłodze. Cały czas krzyczał. Większość topowych amerykańskich komedii nie była w stanie mnie tak rozśmieszyć, jak te 5 minut. Poza humorem przeszkadzała mi zbytnia brutalność (jest tu kilka scen, które obliczono na to, by szokowały i nic poza tym) oraz nadgorliwe tłumaczenie intencji bohaterów. Przez większość czasu reżyser świetnie posługuje się językiem filmu, bohaterowie mają w zwyczaju milczeć, i w niczym to nie przeszkadza, by wszystko w pełni zrozumieć, ale kilkukrotnie postaci zostają zmuszone, by jasno wyjaśnić, jaka jest ich przeszłość, czemu robią, co robią i co mają zamiar w ten sposób osiągnąć… Dla mnie, jedyne co w ten sposób osiągnięto to dłużyzny, które zabijają całe napięcie i tempo tej opowieści.

Nieustająco balansuje pomiędzy naprawdę dobrym i naprawdę takim-sobie kinem. Piszę tę notatkę w kilka dni po seansie i teraz już patrzę na niego o wiele pozytywniej. Gdy go oglądałem, wahałem się między 5-6/10, dzisiaj daję oczko więcej. Historia i wszystko, co z nią związane jest o wiele za dobre, by dać mniej. Dla Korei powstał świetny dramat. Europejczyk znajdzie tu też sporo komedii. Oboje powinni z przyjemnością poznać tę historię, choć w różnym stopniu.