Palimpsest (2006)

Palimpsest (2006)

26 listopada 2018 Opinie o filmach 0
Palimpsest
Konrad Niewolski
Robert Gonera

Dla fanów mózgotrzepów pozycja warta sprawdzenia, cała reszta raczej nic z tej produkcji nie wyniesie.

Palimpsest jest to kawałek pergaminu, z którego starto treść, by następnie nałożyć nową. Kiedy taki termin jest używany jako tytuł, to łatwo jest założyć, iż zabieramy się za film psychologiczny. I to taki, który zalicza się do tzw. mind-fucków czy też mózgotrzepów. W produkcji tej śledzimy losy policjanta, który próbuje ustalić mordercę jego przyjaciela po fachu. Zaglądając do tej króliczej nory, szybko straci pewność, co jest prawdziwe, a co nie.

Przede wszystkim chcę napisać jedno: jeśli szukacie tytułu, który „ryje banię”, to „Palimpsest” jest dla was. Oglądałem ten film na premierę i wtedy nic więcej do szczęścia mi nie było trzeba. Nie musiałem rozumieć, o co chodzi, ja po prostu miałem frajdę z poznawania produkcji opowiedzianej w taki sposób: mylącej tropy, kłamiącej, fantazjującej, ulotnej i mrocznej.

Minęło 12 lat, oglądam ten tytuł drugi raz i widzę, że coś jest nie tak. Trudno jednak w przypadku takich produkcji jasno wskazać, co jest przyczyną takiego wrażenia, dlatego zadałem pytanie: w jaki sposób „Palimpsest” stara się osiągnąć swój cel? I odpowiedź przychodzi szybko: w żaden. Ten film błądzi po omacku, próbując zapewne naśladować inne filmy bez zadawania pytań o to, jak tamte filmy osiągnęły swój cel. Nie mamy więc tutaj wyraźnego wymiaru realnego, do którego możemy się odnieść lub zawrócić. „Palimpsest” jako całość jest nierealny i senny. Bohaterowie nagminnie wolno chodzą i przeskakują z jednego stanu emocjonalnego w drugi (apatia przechodzi płynnie w nadpobudliwość). Nie mamy też opowieści „o czymś”, o złożonym problemie rozgrywanym w świecie metaforycznym albo o czyjejś psychice. „Palimpsest „zdaje się zagadką dla samej zagadki.

Dla fanów gatunku pozycja warta sprawdzenia, cała reszta raczej nic z tej produkcji nie wyniesie. Miałem wrażenie, że jest to tytuł czysto komercyjny, podyktowany rynkiem – bo nie ma takich filmów w polskim kinie, spróbujmy jak to robią na zachodzie. Wyszedł tytuł niezręczny, w którym nie czuć pasji, jakby żaden z twórców nie chciał przy nim pracować.