Ojciec chrzestny 2 („Godfather: Part 2”, 1974)

Ojciec chrzestny 2 („Godfather: Part 2”, 1974)

5 maja 2018 Gangsterski 0
ojciec chrzestny 2
Francis Ford Coppola
Al Pacino & Robert Duvall & Robert De Niro
Włoski gest ręką & Trzymaj przyjaciół blisko, ale wrogów bliżej

Bardzo podobny do pierwszej części, chociaż prostszy. Wciąż dobrze się ogląda.

Dwie historie. W jednej młody człowiek i jego losy jako głowy przestępczej rodziny. W drugiej możemy obejrzeć opowieść o jego ojcu, kiedy to budował swoje gangsterskie imperium, mając mniej niż nic. Między tymi fabułami widać wiele podobieństw i różnic, które ostatecznie składają się na jedną, długą przypowieść. „Ojciec chrzestny 2” jest bardzo podobnym tytułem do swojej pierwszej części – w wykonaniu, tonie, stylu. Jest to produkcja skierowana do wewnątrz – bohaterowie trzymają swoje przeżycia dla siebie, fabuła popychana jest do przodu niuansami. Drobne momenty informują nas o tym, co bohaterowie czują, myślą i planują. „Ojciec chrzestny 2” ponownie jest majestatycznym wyzwaniem dla realizatorów i aktorów, by móc podołać tej dużej produkcji, w której prawdziwa historia krzyżuje się z losami fikcyjnej rodziny na przestrzeni lat, ostatecznie opowiadając o upadku wewnętrznym, popełnianiu tych samych błędów i… I to właściwie tyle. To dosyć prosty film.

Jest świetny, przyjemny w oglądaniu i w ogóle, ale… Niewiele tu się dzieje. Jest prosty i w ogóle nie czuć, że trwa ponad trzy godziny – w ten zły sposób. „Avengers 3” zasłużyło, by trwać dwie i pół godziny, w „Ojcu chrzestnym 2” oglądamy w zasadzie wariację jednego motywu w kółko i nie zrobiło to na mnie dobrego wrażenia. Ten upadek był mi obojętny i nic z nim nie wiązałem.

Na dodatek nie ma tu wielu scen wartych wspominania. Są takie, które zapadają w pamięć, są świetne momenty i wyraziste dialogi, ale nie znajdują się one na jakimś wyższym poziomie. Pierwsza część takie miała – wesele, zabójstwo w restauracji, chrzciny. Co z drugiej części mogę pamiętać? „My offer is nothing„? Zakończenie? Dziesięć lat temu widziałem ten tytuł pierwszy raz i po latach pamiętałem tylko jedną scenę: kłótni małżeńskiej. Aktorzy i tematy robią wrażenie, owszem, ale przy powtórce jakaś dramaturgia wewnątrz sceny nie była niczym specjalnym, to tylko jedna postać mówiąca drugiej to, co chce powiedzieć, a druga robi to samo, co robiła przez całą resztę filmu.

Wciąż są tu inne rzeczy, za które lubiłem część pierwszą, i żadna z nich nie była łatwa do powtórzenia. Dochodzi do tego retrospekcja z młodym Vito, którą wszyscy chyba kochają. Ostatecznie więc to ten sam poziom, może tylko trochę niżej. Kino pełne godności. A ja tymczasem wracam wspominać piękno „Dawno temu w Ameryce„.