Oczy węża („Snake Eyes”, 1998)

Oczy węża („Snake Eyes”, 1998)

8 września 2018 Opinie o filmach 0
oczy weza
Brian De Palma
Nicolas Cage & Gary Sinise Carla Gugino &

Znakomicie skonstruowany, zawiera nawet niespodziankę. Seansu nie żałuję!

Podczas pojedynku bokserskiego padają strzały. Ważna persona polityczna ginie na miejscu, a cała arena, razem z czternastoma tysiącami ludzi wewnątrz, zostaje zamknięta. Zaczyna się śledztwo.

Zacznę od ambicji twórców. Mamy tu klasyczny thriller lekko zaangażowany politycznie, mający ambicję podać widzowi jedną czy dwie kwestie do przemyślenia, ale bez wymagania tego w procesie oglądania tak naprawdę. Finalnie okazuje się, że źli ludzie nie są źli dla samej podniety, nie. Mieli swoje powody i w swoich oczach byli tymi dobrymi. Główny bohater – Rick Santaro – prowadząc śledztwo, poznaje tę drugą stronę i staje w finale przed decyzją, ale twórcy dobrze to rozgrywają. Nie mówią, co jest dobre i złe za widza. Zamiast tego punkt kulminacyjny idzie w zupełnie inną stronę – i nie jest to też banalne bicie się po pyskach antagonisty z protagonistą! Najlepsze jednak jest, że film nie kończy się na tym. Trwa przez epilog oraz, ku mojemu zaskoczeniu, również przez napisy końcowe. Brian De Palma i David Koepp podeszli do tego wszystkie w naprawdę mądry sposób. Nawet mogę o tym pisać bez spoilerowania nikomu.

Oczy węża to naprawdę dobrze skonstruowany film jest. Na poziomie scenariusza jestem zachwycony przeplataniem się wątków, powrotami do już raz zaprezentowanych scen i przedstawianiem ich w nowym świetle. Cała fabuła to odsłanianie kolejnych informacji przed Rickiem Santaro (czyli też widzem) oraz opieraniem następnych segmentów z wykorzystaniem nowych faktów. Scenarzysta zachował w tym aspekcie nienaganną dyscyplinę, seans odbywa się w nienagannym porządku. Dowiadujemy się dalszych rzeczy w odpowiednim tempie, o chaosie lub niejasności nie ma mowy. Jeszcze większe wrażenie robi na mnie fakt, że wszystko to jest równocześnie podyktowane filmową narracją, czyli wykorzystaniem ruchów kamery, jak i dźwięku w procesie opowiadania wszystkiego widzowi.

Nie byłem przekonany do tego seansu, ale okazało się, że nie ma czego żałować. Kawał dobrego rzemiosła tu jest, oglądałem z przyjemnością i będę do niego wracać – przynajmniej myślami.

PS

To też film, który zawiera niespodziankę. Oglądajcie film uważnie, bo jest tu jedna rzecz, przez którą musiałem uruchomić Internet i oglądać kilka scen jeszcze raz. Wszystko po to, by zrozumieć, co zobaczyłem. A gdy się nad tym zastanowiłem, to niemal wyniosło to cały film w moich oczach na wyższy poziom.