Nie ma jak w rodzinie

Nie ma jak w rodzinie

8 grudnia 2017 Uncategorized 0
F is for Family poster
Bill Burr
Laura Dern & Justin Long & Sam Rockwell
10 odcinków po 30 minut (pierwszy sezon liczy 6 epizodów)

Jeśli chodzi o prawdziwie dorosłe animacje dla dorosłych ludzi F is for Family wciąż jest w czołówce.

Sezon II (2017) ★★★★★

Mamy lata 70. Główny bohater Frank w finale poprzedniej serii stracił pracę, siedzi w domu i nie wie jak żyć, więc kłóci się ze swoją rodziną – żoną Sue oraz trójką dzieci – aby zapomnieć o problemach, ale ostatecznie osiągnie odwrotny skutek.

Podczas oglądania byłem zdziwiony tym, jak bardzo wulgarny jest to tytuł. Nie chodzi tylko o ilość brzydkich słów, ale w jakim celu te postaci ich używają. Miejcie na uwadze, że to jest komedia – z reguły to byłem ubawiony oglądaniem kolejnych perypetii bohaterów. Ale robiłem to jak sąsiad siedzący na tarasie przed domem, będący świadkiem kłótni w posesji obok i różnych innych szalonych rzeczy. Cały czas ktoś krzyczy, wybiega z domu aby zaraz za nim ktoś inny otworzył okno i krzyknął „Wypierdalaj!”. Humor jest oczywiście kostiumem i zasłoną, a ta opada parokrotnie w tym sezonie. Wtedy widzimy wprost, że ci bohaterowie używają przekleństw aby zranić siebie nawzajem. A ich dzieci mają przejebane.

Jest więc to kolejna tragikomedia, tylko tym razem naprawdę czułem żółć w gardle podczas oglądania, nie tylko smutek czy żal (jak to ma miejsce w BoJacku). Twórcy nie są jednak jeszcze gotowi aby pójść na całość. Sezon kończy się zapowiedzią następnego, ale otrzymujemy coś na kształt happy endu – sztucznego, ale to w końcu finał. Musi być nadzieja. Dla mnie jedyny optymistyczny moment dla małżeństwa głównych bohaterów był podczas terapii grupowej. Oni po krzyczeniu na siebie chociaż byli wciąż w tym samym pomieszczeniu. Para obok nich rozstała się gdy tylko mąż powiedział, że jest gejem – jego żona wyszła i powiedziała, że wróci za 5 minut, a wtedy jej ukochany ma już nie mówić takich rzeczy. Frank i Sue mimo wszystko umieją stawić czoła swoim problemom, nawet jeśli nie wiedzą, jak sobie z nimi radzić.

Czekam na trzeci sezon.

Sezon III (2018) ★★★★★

Jeśli chodzi o prawdziwie dorosłe animacje dla dorosłych ludzi F is for Family musi być w czołówce. Ten serial wciąż nie boi się stawiać widza w sytuacjach bez wyjścia i zamykać go z nimi. Tutaj mamy przegranych ludzi oszukujących się na co dzień, których spotkało w życiu nieszczęście i nic się z tym nie da zrobić. W drugim sezonie doszło do gigantycznej niesprawiedliwości i teraz tylko żyjemy dalej, cierpiąc i śmiejąc się jednocześnie. Serial znajduje humor nawet w najbardziej przerażających sytuacjach, jak choćby przypomnieniu tego, jakie rzeczy jeszcze niedawno były legalne. Mówię tu o ginekologu sprawdzającymi stan ciąży z papierosem w ustach (dym oczywiście leci prosto przez łechtaczkę aż do macicy zapewne) czy czyszczenie basenu płynami, od których zapewne skóra odpadnie z człowieka. Nie wiedzieliśmy wtedy lepiej i robiliśmy różne głupstwa – a to wspomaga główny wątek serialu bardzo ładnie. W końcu żaden z bohaterów nie jest świadomy błędów jakie popełnia czy krzywd, jakie wyrządza innym. Każdy zresztą popełnia ten sam – koncentruje się na sobie, odrzucając innych, odwracając się od nich. Są odrzuceni, ale też własnoręcznie pilnują, żeby się odizolować od reszty. Twórcy znajdują w tych ludziach jednak humanizm. Nie wracają do tych czasów, nie wspominają nich i ludzi wtedy żyjących tylko po to, by ich oczernić czy obśmiać, ale również, by pokazać w nich prawdziwych ludzi. Ludzi, którzy nie wiedzieli lepiej. Jest w tym sezonie jeden ważny moment: kiedy to Frank opowiada o swoim ojcu – w skrócie, Frank jest lepszym człowiekiem od niego. Nie popełnił błędów swoich rodziców. Chociaż tyle – i zapewne tylko tyle można od niego wymagać, prawda?

Oczywiście, wciąż można ten serial oglądać tylko dla zabawy. Ludzie krzyczą, przeklinają, dochodzi do absurdalnych sytuacji, humor sytuacyjny jest obecny, a nowi bohaterowie potrafią zaskakiwać i bawią od początku do końca w ten lub inny sposób. Chyba najbardziej pamiętna sytuacja w tym sezonie to Kevin poznający nowych ludzi, którzy uczą go łamać prawo. W jednym momencie wrzucają na tor różne rzeczy, żeby je pociąg przejechał, aż w końcu dochodzą do żywej krowy (!). Wkręcają Kevina, że chcą, by pociąg ją przejechał i jest zabawnie do momentu, gdy okazuje się, że pociąg faktycznie jedzie. Krowa ze strachu robi mleko pod siebie (!), a Kevin podpala jej ogon, żeby szybciej uciekła z torów (!) – i się udaje! Krowa żyje, Kevin żyje, jego nowi znajomi też, pociąg pojechał bez szkody… A na koniec krowa zsuwa się, na dole akurat było zoo, więc mućka wylądowała… w zagrodzie z tygrysem. Matko Boska, co tam się stało… Trzeci sezon „FifF” dostarcza wielu takich momentów i można oglądać tylko dla nich, ale jest w tym serialu o wiele więcej.

Jedyny minus to niewielka ilość Sama Rockwella. Może w czwartym sezonie będzie go więcej (a ten będzie na pewno, wnioskując z finału trzeciej części)?

Chcecie więcej?

Oczywisty wydaje się wspomniany już „BoJack„… Niech więc tak zostanie. Jeśli jeszcze nie oglądaliście przygód konia walczącego z depresją – spróbujcie. 

A jeśli nazwisko Billa Burra nic wam nie mówi: jest komikiem.