Grudzień ’17 w kinie. Komentuję newsy filmowe

Grudzień ’17 w kinie. Komentuję newsy filmowe

15 stycznia 2018 Blog 0
Poszukiwaczki złota 1933

W październiku mówiono o:
– dużo spekulacji jak będą wyglądały przyszłe adaptacje komiksowe;
– dużo spekulacji jak mogły wyglądać adaptacje komiksowe, które już powstały, gdyby coś tam podczas produkcji poszło inaczej;
– spoilery;
– James Cameron wciąż kręci „Avatara 2„;

W pozostałych newsach:

MoviePass przekroczył liczbę miliona subskrypcji. Co to za strona? Dostępna tylko w USA. Za 10 dolarów miesięcznie masz dostęp do wszystkich premier – na komputerze, legalnie, więc jeśli masz, tak jak ja, 2h autobusem do najbliższego kina, to czujesz pewnie zbawienie. Problem w tym, że ta usługa poza Ameryką nie jest dostępna. Może VPN pomoże… Mówimy w końcu o amerykańskich premierach. Rozumiecie te możliwości? To oznacza oglądanie rzeczy, które u nas najpierw idą na festiwale. Jeśli jednak VPN nie pomoże, wtedy pozostaje tylko złość i tyle.

Dziecko w Stanach Zjednoczonych zadzwoniło na policję, bo Grinch kradł święta. Oglądało akurat kreskówkę na telefonie i się wystraszyło. Jeśli wierzyć relacjom świadków, zarówno dziecko, jak i jego rodzice wciąż żyją.

Wiedzieliście, że te wszystkie nudne rzeczy, które są w „The Last Jedi„, przez niektórych uznawane są za „kontrowersyjne„? Ja też nie. Reżyser i reszta ekipy tłumaczy się ze wszystkiego: od poczucia humoru w filmie po to, dlaczego jakąś postać skończyła tak, jak skończyła. Chyba ludzie krzyczący „Han strzelił pierwszy” znaleźli nowy cel w życiu.

Ktoś od Disneya odpowiedział na niezadowolenie widowni wobec nowej części Star Wars. Co powiedział, nie jest istotne, skoro wszystkie negatywne opinie włożono do jednego worka, jakby każdy niezadowolony widz „Spóźnionego Jedi” miał takie same odczucia. A tak nie było. Na ogół jest bardzo trudno znaleźć dwie osoby, które myślą tak samo, ale w przypadku „Last Jedi” chyba każdemu przeszkadza co innego. Teraz tylko chcę usłyszeć, co ta osoba z Disneya myśli o kobietach. Ot, żeby zacząć nowy rok z przytupem.

Każdy, kto oglądał nowe Star Wars, pewnie zwrócił uwagę na kosmiczny absurd, jakim była możliwość śledzenia statków znajdujących się w nadprzestrzeni. To ważne dla fabuły, ale okazuje się, że zostało to wytłumaczone. Otóż w „Rogue 1” pokazano, że Imperium pracowało nad tą technologią. 30 lat do przodu i zapewne udało się to opracować, dlatego w „Spóźnionym Jedi” już z tego korzystali. Gratulacje, „Ancymon 1” naprawił nie jedną, ale aż dwie dziury fabularne w sadze. Teraz jeszcze niech tylko nada cel postaci Lei albo jeszcze lepiej: niech wytłumaczy, o czym „Last Jedi” był. Bo żeby robić w 2017 roku film o nauce podnoszenia kamienia trwający 2,5 godziny to trochę niedorzeczne. Rogue 1 please, fix it.

Okazuje się, że Rian Johnson miał całkowitą wolność twórczą, pisząc kontynuację „TFA”. Innymi słowy – jedna osoba pisze, że Rey nie ma rodziców, a inna wymyśla, kim oni są. Jeszcze kontynuację Biblii nakręćcie, będzie git. Pierwsza część przyniosła spory dochód, z drugą może być podobnie.

Fani „Star Wars” (wiecie, ci „prawdziwi„) domagają się, żeby usunąć z kanonu „Last Jedi„. W sumie czemu nie? Na tym etapie są to przecież kosztowne fan-fiction, przy których okazji powiedziano „tylko moje fan fiki są fajne, reszta to drugi rząd„. A biorąc pod uwagę, że Lucas nie miał planów na cokolwiek, to proponuję wszystko oprócz filmu z 1977 roku wywalić poza kanon. I niektórzy będą zadowoleni. To więcej niż obecnie!

To powiedziawszy, Rian Johnson zaczyna kreślić następną trylogię. Nie znając jeszcze finału obecnej, bo ta w końcu jest w rękach innej osoby. W tej specjalnej chwili jako ludzie złapmy się za ręce i zacznijmy modlić się, by Disney nie wykupił praw do „Breaking Bad„, „Avatara Anga„, „Darii” i wszystkich innych dobrych rzeczy, które były tworzone przez jedną osobę. Bądźmy poważni, wyobrażacie sobie teraz siódmy sezon „Lost„, w którym to Hugo rozbija się na nowej Wyspie?

Chciałbym też skorzystać z okazji i ogłosić swój pomysł na nową trylogię Star Wars: będzie opowiadać o gościu, który podczas bitwy kosmicznej musiał się katapultować. Znajdzie się na powierzchni planety wyglądającej tak jak Ziemia. Ludzie tam żyją dokładnie jak tutaj. Bohater odkryje, że cały ten konflikt Rebeliantów i Imperium, rozkaz 66 itd. nie ma wpływu na 99,9% galaktyki. Niemal wszystkie planety żyją tak naprawdę w pokoju. Bohater zaakceptuje, że jego najbliżsi ginęli na próżno, pozna nowy świat i zmieni system wartości. Teraz będzie się martwić o globalne ocieplenie. W drugiej części założy rodzinę i wyśle dzieci do szkoły. Myślę, że za łamanie schematów i zaskakiwanie widzów dostanę pierwszą w historii ocenę 11/10 na Media Krytyk.

Znalazłem jeszcze ciekawy wywiad sprzed premiery „Last Jedi„, w którym to Andy Serkis określa swoją postać w filmie jako potężniejszą od Vadera i Imperatora. Dobrze, że tego nie czytałem przed seansem, bo w kinie umarłbym ze śmiechu. Albo więc Serkis okazał brak szacunku fanom serii (poprzez robienie ich w balona) albo twórcy tak po prostu dali ciała w przedstawieniu owej potęgi. Na razie pod tym względem Snoke plasuje się trochę gorzej niż Jon z komiksów o Garfieldzie. Swoją drogą to już kompletny brak ambicji twórczej – robić kino przygodowe, w którym waszym antagonistą jest ktoś mniej ciekawy niż opiekun rudego grubasa. Niech moc będzie z wami, naprawdę.

Screenshot na górze pochodzi z filmu „Poszukiwaczki zlota” z 1933 roku