Mroczny Rycerz („Dark Knight”, 2008)

Mroczny Rycerz („Dark Knight”, 2008)

18 maja 2013 Akcja 0
mroczny rycerz
Christopher Nolan

Będę pisał krótko – nawet bez opisu fabuły, tylko moje narzekanie, i niech czytają tylko ci, co film widzieli. To mój trzeci seans i do tej pory zadawałem sobie pytanie – czemu stawiam finał trylogii ponad środkową część?

Zawsze zauważałem w niej te babole typu „Hej, wyjeźdźmy przez ścianę z banku, na pewno wtopimy się w tłum!„, ale jakoś mi nie przeszkadzały – przynajmniej na tyle, by jakoś je wytkać. Co jest większym problemem?

Odpowiedź to katastrofalny montaż. Gorszy niż w „TDKR„. Tam było widać wycięte całe partie, w których mogły być wyjaśniane dziury fabularnych (skąd Bane wiedział, gdzie jest warsztat Batman, lub jak ten dostał się z więzienia do Gotham). W „TDK” jest tylko wizualny hałas, bałagan, burdel. Jasna cholera, w jednej scenie przeplatają się niby dwa wątki dziejące się jednocześnie, tylko że jeden (przyjęcie u Wayne’a) jest podczas ciemnej nocy, a drugi (sprawdzanie pozostałych celów Jokera) podczas zmroku. I to się przelata – słońce świeci, nie świeci, świeci, nie świeci.

W „TDKR” chociaż wjechali do tunelu za dnia, a wyjechali 5 sekund później nocą, i tego się już trzymali. Jednak główny mankament montażu jest taki, że wrzucono tutaj WSZYSTKO. Każdy drobny pomysł na coś-tam, każdy element, o którym chciano opowiedzieć, każdy zwrot akcji, nawet jeśli na końcu okazywało się, że to wcale nie było potrzebne, tudzież było tego za dużo. Wyszła opowieść pozbawiona skupienia na tym, co istotne. Z „TDKR” wycięto uczciwie 1/3, by film był skupiony. W „TDK” wycięto jakieś większe części scen lub wątków, by wszystkie zachowały się choćby we fragmencie w ostatecznej wersji. I tak jest np. Gordon, który umiera, scenę później jednak okazuje się żywy, i wszystko to było cwanym planem tak naprawdę nie wiadomo kogo i czemu służyło. A pośrodku dano sekundę, by nieprzekonująco pokazać, że jest martwy, 20 sekund na scenę anonimowych policjantów informujących o wszystkim żonę Gordona (a wiem, że to jego żona, bo oglądam ten film trzeci raz), a potem w scenie pościgu co chwila pokazywać milczącego kierowcę furgonetki i jego pomocnika drącego się tylko po to, by bez powodu odciągać uwagę od samego pościgu. Jest też gość znający tożsamość Batmana… tak, było wokół niego sporo zamieszania. Po co to było?

Tu wszystko jest za szybkie, zbyt dużo się dzieje i większość z tego jest zbędna… Jednak nie chcę się wgłębiać, bo coś czuję, że moja ulubiona scena z filmu (wybuch szpitala) właśnie była niepotrzebna. Do tego Joker albo Two-Face też powinien zostać wycięty, bo ostatecznie nie jest to film o żadnym z nich. Tak, niby jest o Jokerze, ale finałem jest pokonanie Two-Face’a. Pokonanie Jokera było tylko drogą do tego finału. Tak samo, jak cała postać Jokera była tylko narzędziem do stworzenia Two-Face’a. Tak, to na pewno nie było w założeniach pierwszych wersji scenariusza, a wynikło w trakcie. I nie zmieniono podstawowych założeń, bo musiało być tu wszystko. Scena po śmierci Rachel, jak Alfred czyta list od niej. W tle na moment migają różne rzeczy, w tym Batman stojący na gruzach, z powiewająca peleryną… Super, ujęcie do zwiastuna, na plakat, na screenshot, wszystko jedno, ale co to robi w gotowym filmie? I takich ujęć jest mnóstwo. Takich wątków pokazanych w skrócie też jest mnóstwo. Dochodzenie Denta, kto jest wtyczką? Jedyny efekt to masa anonimowych ludzi zalewająca ekran!

Dodać do tego fakt, że film jest naprawę złożony i wiele rzeczy dzieje się równocześnie w kilku miejscach miasta. I montażysta musiał to poprzeplatać, i albo to było niewykonalne, albo zawalił robotę. 5 sekund tu, 5 sekund tu, tutaj wkleję wprowadzenie do kolejnego wątku, 5 sekund kontynuujących te drugie 5 sekund, zapowiedź kolejnej sceny, 5 sekund… Jakby ciął to kamieniem, nie ma tu porządku lub płynnego przejścia.Naprawdę wątpię, czy było to w ogóle wykonalne.

Do tego, faktycznie, to ich wyjaśnianie wszystkiego potrafi przeszkadzać. Szczególnie gdy to Joker analizuje sam siebie, mówiąc o sobie, że jest psem, który nie wie, co by zrobił, gdyby złapał samochód… Wątpię, by naprawdę to powiedział. Albo w scenie z łódkami. „Wciąż żyjemy. A to oznacza, że oni nas nie zabili„. Super, nigdy bym się tego nie domyślił sam. Właście taki jest cały seans, wyjaśnianie w biegu.

Nie podobał mi się też sam Batman – bardzo go tu mało, bardzo dużo dzieje się w ciągu dnia, nie jest zbyt heroiczny. Jego walki w ogóle mnie nie jarały. Wyczekiwałem tylko tego, co będzie po nich. A pojedynki z głównymi przeciwnikami… Właściwie ich nie było.

A poza tym to ja bardzo lubię ten film!