Morderstwo w Orient Expressie („Murder on The Orient Express”, 2017)

Morderstwo w Orient Expressie („Murder on The Orient Express”, 2017)

24 marca 2018 Kryminał 0
murder poster
Kenneth Branagh & Agatha Christie
Derek Jacobi & Michelle Pfeiffer
Klasyczna uroda & Pociągi & Śnieg

Orient Express to legendarny, luksusowy pociąg. Lata 30. XX wieku, podczas podróży jeden z pasażerów zostaje zamordowany. Morderca jest wciąż w pociągu, bo ten stanął zasypany wskutek lawiny na skraju góry.

Dlaczego właśnie „Morderstwo w Orient Expresie” jest uważany za jeden z najlepszych książek Agathy Christie? Nie jestem w stanie wyjaśnić. Sam lubię atmosferę pociągu oraz cholernie dobrą historię, ale inne książki A.Ch. też to mają. Istotne jest też zamknięte, ciasne pomieszczenie i bliskość wszystkich ze wszystkimi – tego brakowało w niektórych innych dziełach autorki, które rozgrywały się na przestrzeni miasteczka lub jeszcze szerzej, ale dobra, teraz piszę o „Morderstwie…”. Książce tym bardziej wyjątkowej, że wraz z rozwojem fabuły okazuje się, że nikt nie mógł morderstwa dokonać i najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest duch. Na koniec jednak wychodzi genialny detektyw i odkrywa wszystkie karty, odkrywając zupełnie inny poziom tego, co się wydarzyło wcześniej.

Książkę więc przeczytać warto. Czy warto zobaczyć ekranizację? Cóż, w 1974 jednej dokonał Sydney Lumet i jego Poirot to zbyt inna postać, aby godnie reprezentować pierwowzór. Ponadto zrobiono coś z zakończeniem, co wpłynęło niekorzystnie na głębię rozwiązania morderstwa. Potem w 2001 roku powstała ekranizacja „Morderstwa…”, uwspółcześniona, w której Poirot używa laptopa. Więcej nie warto mówić. Teraz w 2017 roku za ekranizację zabrał się geniusz ekranizacji Szekspira, czyli Kenneth Branagh, pracując ze scenariuszem człowieka, który tylko w tym roku pracował nad „Loganem” i „Blade Runnerem 2049”. Wyszła im historia, w której proces rozwiązywania zagadki, jakieś zbieranie śladów, dedukcja czy rozmowy ze świadkami – to wszystko jest zbędne. Detektyw wie wszystko od razu.

To nie tylko wysysa logikę z opowieści, ale też fascynację z oglądania, jak zagadka jest rozwiązywana oraz uczestnictwa w tym samym co detektyw. Próby sprostania mu, nadążenia za nim. „Morderstwo…” z 2017 roku tego nie oferuje. Hercules Poirot pierwsze co robi, to trafia na pół słowa zapisanego na spalonej karteczce, dopisuje do tego historię i trzyma się jej ściśle aż do końca, wszystko i wszystkich naginając do niej. Przesłuchiwanie świadków czy docieranie do informacji o nich praktycznie w tym filmie nie występuje. Fabuła była mi kompletnie obojętna, bo autorzy pomijają tu masę rzeczy – dlaczego tylko dwunastu pasażerów jest podejrzanych, co z resztą pociągu? Nie ma tu też żadnego ciężaru dramatycznego – przystępując do usłyszenia rozwiązania, nie miałem żadnej świadomości tego, czy to było trudne lub nie. To co pisałem na początku, o tym, że nikt z podejrzanych nie mógł fizycznie dokonać morderstwa? Tego w filmie nie ma! Zamiast tego jest jedno wielkie „nic” pomiędzy morderstwem i czekaniem, aż detektyw wyjaśni zagadkę na koniec, wyciągając wszystkie informacje z kapelusza.

Samo rozwiązanie z kolei… Prezentuje się nieco gorzej niż w wersji z 1974 roku. Cała sprawa została spłaszczona, dodano absurdy i nielogiczności, ponadto ujęto kilka motywów fabularnych, dzięki czemu morderstwo w filmie było czymś więcej niż morderstwem. Zabrano całą głębię. Jestem autentycznie zniesmaczony.

SPOILERY - PODCAST

O błędach w filmie, przemyślenia odnośnie zakończenia i porównania z książką.