MASH (1972-83)

MASH (1972-83)

1 lutego 2018 Komedia 0
mash poster tv
Alan Alda & Gary Burghoff
Ron Howard & Ned Beatty & James Cromwell & Laurence Fishburne
Wojsko & Wojna & Żarty praktyczne

MASH” to skrót od „Mobilny Szpital Wojskowy” („Mobile Army Surgical Hospital„). Produkcja ta łączy motywy pacyfistyczne, woskowe, komediowe, medyczne i antywojenne.

Akcja serialu rozgrywa się podczas Wojny Koreańskiej – w kinie praktycznie nie była omawiana, dlatego streszczę wam tutaj teraz to, co wyczytałem na polskiej Wikipedii. Nie tylko dlatego, że dotyczy to omawianego serialu, ale było konfliktem, który albo powinien nazywać się trzecią wojną światową, albo chociaż przedłużeniem WW2 – ta niby skończyła się oficjalnie na złożeniu broni przez Japonię po tym, jak USA zrzucili bomby atomowe. Problem w tym, że chwilę potem ZSRR zaatakowało Japonię od drugiej strony i konflikt trwał nadal z udziałem m.in. Chin, Japonii i Związku Radzieckiego. Korea jako taka powstała na papierze w 1943 roku, kiedy to ustalono, że po zakończeniu WW2 taki kraj powstanie. Problem w tym, że na północy byli komuniści, a na południu nie. O tym, jak te wszystkie kraje (Kanada, Turcja, GB, nawet Polacy tam byli z ramienia Czerwonego Krzyża) znalazły się na Półwyspie Koreańskim i zaczęły się strzelać – tego nawet nie spróbuję wytłumaczyć. W każdym razie – w połowie 1950 roku północni Koreańczycy naruszyła granicę i weszła na terytorium południa, i tak zaczęła się Wojna Koreańska. Obstawiam, że nie jest to nazywane Wojną Światową, ponieważ wszystkie działania zbrojne miały miejsce tylko na tym małym terenie.

Dlaczego więc ten konflikt jest tak przemilczany, chociaż miał m.in swoją wielką zbrodnię wojenną („Masakra ligi Bodo„) czy własną dunkierkę? Osobiście obstawiam dwa powody: po pierwsze, wspomniana zbrodnia odbyła się na ludziach podejrzanych o bycie komunistami, wspieranie ich albo faktycznie komunistami byli. Liczba ofiar nigdy nie została ustalona i waha się od 100.000 do 1.200.000 zabitych. Masakra odbyła się bez żadnych sądów, po prostu była to odpowiedź na przekroczenie granicy przez Północnych Koreańczyków (co rozpoczęło Wojnę Koreańską). Masakry dokonali Koreańczycy z Południa, czyli teoretycznie „ci dobrzy„, po których stronie walczyli USA i cała reszta. Są dowody nawet na to, że USA o masakrze wiedziało i w niej pomagało. Potem tylko kłamali, że wcale nie. To jest więc mój pierwszy domysł, dla którego Wojna Koreańska jest przemilczana.

Drugim może być fakt, że cały konflikt zakończył się patem. Każda ze stron straciła po milionie ludzi, mimo to żadna nie była bliżej wygranej, więc podpisali porozumienie i poszli do domu w połowie 1953 roku. Konflikt wciąż tam trwał, ale na mniejszą skalę i nie był już „naszym” problemem.

Nic z tego nie jest wam potrzebne, aby oglądać serial „MASH„. Trwał on 11 sezonów, oryginalny konflikt trwał trzy lata, i wydarzenia z niego nie miały wpływu na przebieg akcji produkcji. Jak to zrobiono? Umieszczono centrum opowieści obok pola walki, gdzie transportowano rannych. Bohaterowie prowadzą codzienne życie cały czas w gotowości, aż usłyszą helikoptery transportujące nowych rannych. Biegną wtedy na blok operacyjny i operują do czasu, aż już nie będzie nikogo do operowania. Często oznacza to kilka dni stania przy stole i krojenia ludzi, dlatego tak ważny jest czas pomiędzy kolejnymi operacjami, a bohaterowie starają się go wykorzystać.

Sekretem do sukcesu tej produkcji jest balans. Nie mogę jednoznacznie napisać, by to była produkcja komediowa, ponieważ twórcy na przestrzeni tak wielu odcinków (serial liczy ich sobie 251) znajdują idealną równowagę w tonacji swojej opowieści. Piszę o tym, ponieważ „MASH” pomimo bycia legendą telewizji nie istnieje w popkulturze – jedyne* odniesie do niego jakie mam w pamięci to zdanie „Wojna w Korei była horrorem i co z niego zrobili? Komedię w MASH!„. Zacznę więc od tego: czy MASH odbiera horror z wojny? Nie. Pokazuje go bardzo wyraźnie.

Cały serial był kręcony w plenerze. Scenografowie zadbali, by obóz na ekranie wyglądał jak obóz wojskowy. Namioty, piach, jeepy wojskowe jeżdżące cały czas w tle. Są odcinki, w których linia frontu zbliża się niebezpiecznie blisko do tytułowej placówki i oglądamy operację, kiedy w tle wybuchają kolejne miny, czołgi strzelają, bomby spadają i wprawiają w ruch tak pacjentów, jak i lekarzy. Wraz z kolejnymi sezonami ten motyw stawał się coraz bardziej istotny, ale już w pierwszym sezonie są odcinki, w których bohaterowie operują tak długo, że wychodząc z bloku operacyjnego, nie mogą powiedzieć, jakie dzień mają. Ranni przychodzą, skalpel jest cały czas w ruchu. Są też odcinki, w których chirurdzy muszą udać się na pole walki i pod ostrzałem zacząć ratować rannych. Muszę powiedzieć, że dosyć szybko dla mnie jako widza ci ludzie stali się superbohaterami o ponadludzkich zdolnościach, którzy sprostali wyzwaniom niemożliwym. Cześć i chwała bohaterom, bez dwóch zdań.

MASH” to jednak serial komediowy, uznawany nawet za najlepszy w tym gatunku w historii. Jak pogodzono to z powyższym? Cóż, praca medyczna pokazana jest dosyć umownie (np. można mówić do osoby z założonym stetoskopem***), ale przede wszystkim: pacjenci na stole operacyjnym zawsze są poza kadrem. Nie ma tu żadnych wulgarnych widoków. Jeśli widzimy rannych to tylko na drugim planie, kiedy są przenoszeni z karetki do triage’u, albo gdy odpoczywają po operacji w łóżku. Okazjonalnie pojawiają się tacy, wokół których kręci się fabuła danego odcinka (młody żołnierz, który postrzelił się w stopę, aby wrócić do domu). Po drugie, NIGDY nie znamy wyniku operacji. Wiemy, że trwały długo i były ciężkie, ale czy wszyscy przeżyli? Ilu udało się uratować? Ilu zeszło? To NIGDY nie jest powiedziane, widz jest trzymany daleko od tego typu rzeczy. I finalnie, trud oraz wyzwanie ekstremalnie rzadko jest używane w tym serialu jako cel sam w sobie. Są tu momenty, kiedy czyjaś śmierć jest końcem odcinka. Są takie, w których najważniejsze jest po prostu podołać wyzwaniu przy stole operacyjnym i położyć się na zasłużony odpoczynek, jednak w przeważającej większości trud wojny oraz długie operacje są tu tylko wstępem, powodem dla bohaterów, aby wykorzystać wolny czas w kreatywny sposób. I tutaj wchodzi właśnie komedia.

MASH” jest naprawdę unikalną produkcją, ponieważ bohaterowie poza podrywaniem pielęgniarek czy piciem osobiście pędzonego alkoholu spędzają czas na przekomarzaniu się ze sobą oraz wykręcaniu sobie numerów. Czegoś takiego już po prostu nie ma. Jak inny serial zrobi raz coś podobnego, to jest to wielkie wydarzenie, a „MASH” robił to co chwilę. Jeden z bohaterów raz budzi się z ręką w gipsie, innym razem bohaterowie przemieszczają cały czas lokalizację namiotu swojego nowego kolegi. Inna postać z kolei będzie wysyłać całego Jeepa przez pocztę, jeden element po drugim. Opona, kierownica, drzwi od strony kierowcy… Czy ten humor jest niestosowny w sytuacji wojennej? A skąd, ponieważ wynika z postaci i ma ściśle wyznaczone granice – ustalone również przez postaci. Dla przykładu postać Franka Burnsa – jest on chirurgiem drugiej kategorii, ale mający się za najlepszego na świecie w tym zawodzie, dlatego inni bohaterowie cały czas z niego kpią**** aby sprowadzić go na ziemię. Kiedy jednak usłyszymy śmigłowce, to wszystkie żarty ustają, bo każda postać biegnie zająć się rannymi. Z tym nie ma żartów.

Innym ważnym czynnikiem w „MASH” jest nieustający motyw antywojenny, pacyfistyczny. Prezentuje się on w mocno sarkastycznym i satyrycznym wydaniu, ale zawsze jest szczery i ważny. Jedna z postaci to facet przebrany za kobietę, bo stara się o zwolnienie z tego powodu i próbuje na różne sposoby wykorzystać każdą okazję. Wielokrotnie bohaterowie doprowadzają do komedii właśnie z pobudek pokojowych – jak choćby w jednym z pierwszych odcinków, w którym muszą dogadać się z przedstawicielem czarnego rynku, aby zdobyć niezbędny lek do ratowania pacjentów (armia je dostarcza, ale transport leków był przechwycony przez wroga). W innym jednym z pacjentów okazje się Koreański lekarz urodzony w USA, tam studiujący, ale w konflikcie był po stronie Północy. Nie był jednak zły, chciał tylko nieść pomoc potrzebującym, dlatego bohaterowie zaczęli kombinować, jakby tu wysłać go nie przed pluton egzekucyjny, ale z powrotem do MASH, żeby zaczął z nimi pracować. Muszę przyznać, że „MASH” jako serial wielokrotnie umiał trafić prosto w serce ze swoim poczuciem humoru. Znaleźli komedię tam, gdzie jej nie było, zachowując jednak szacunek dla prawdziwych wydarzeń.

Udało im się to dzięki stworzeniu idealnych postaci: dowódcy, który pozwala podwładnym na luz; majora, który jest ślepo zapatrzony w autorytet rządu i zieje nienawiścią do komunistów; a jako głównego bohatera stworzono postać cywila, zaciągniętego do wojska, aby kroił pacjentów – w czasie wolnym robił wszystko, żeby się rozerwać (próbował choćby pobić rekord i zmieścić do samochodu prawie 20 ludzi), ale gdy pacjent nie reagował pozytywnie na operację, to nie mógł od tego odejść myślami, tylko zastanawiał się, jak go uratować. Tacy ludzie to idealna mieszanka to opowiadania o wojnie. Nikt z nich nie chciał tam być (poza Burnsem); nikt z nich nie robił nic, by tam zostać lub doprowadzić do zwycięstwa. To było wszystkim obojętne, chcieli tylko, aby kolejne transporty rannych się skończyły.

Jako widzowie mieliśmy świadomość, że sytuacja na ekranie to nie wszystko, co wojna oferuje. Wiedzieliśmy, że oglądamy tylko margines, a ludzie na ekranie albo w ogóle nie mieli doświadczenia z wojną, albo też zobaczyli ją raz i stwierdzili, że im wystarczy*****. Na ekranie mamy więc głównie komedię i życie poza blokiem operacyjnym, kiedy to bohaterowie mogli robić, co chcieli: pić, podrywać pielęgniarki, grać w golfa (kolejne dołki były oczywiście efektem bombordowań) i wykręcać sobie nawzajem numery, jeden za drugim. Mimo tej lekkiej atmosfery relatywnie bezpiecznych warunków i towarzystwa fantastycznych postaci – to wciąż była wojna, a wszystkie żarty były tylko próbą odseparowania się od dramatów rozgrywanych wokół. Nie chciałem się tam znaleźć i nie chciałem, by to trwało. Mimo to oglądałem i wciąż będę oglądać, a to tylko jeden z wielu sprzecznych rzeczy, które twórcom udało się pogodzić. Ten balans jest autentycznie fascynujący. Miejsce w historii ten serial ma z całą pewnością zasłużone. Po ponad czterech dekadach „MASH” trzyma się mocno. Jeśli jeszcze nie widzieliście, nadróbcie koniecznie – szczególnie że większość obsady jest już po osiemdziesiątce, a poza tą produkcją nie zyskali większej reputacji. Cieszę się, że zdążyłem poznać geniusz Alana Aldy – i wracam do oglądania.

Najlepsze odcinki: „To Market, to Market”, „Requiem for a Lightweight”, „Yankee Doodle Doctor”, „Sometimes You Hear the Bullet”, „Ceasefire”. Sezon 1 – 6,08/10

Najlepsze odcinki: „For the Good of the Outfit”, „Kim”, „Carry On, Hawkeye”, „The Incubator” i „As You Were”. Sezon 2 – 6,29/10. 

Najlepsze odcinki: „Iron Guts Kelly”, „Adam’s Ribs”, „Bombed”, „Aid Station” i „Abyssinia, Henry”.

Najlepsze odcinki: „Welcome to Korea”, „The Late Captain Pierce”, „Der Tag”, „The More I See You”, „Deluge”. Sezon 3 – 6,54/10

Najlepsze odcinki: „Bug Out”, „Out of Sight, Out of Mind”, „The Korean Surgeon”, „Hawk’s Nightmare”, „Mulcahy’s War”. Sezon 5 – 6,37/10

Najlepsze odcinki: „Fallen Idol”, „War of Nerves”, „The Light That Failed”, „The Smell of Music”, „Your Hit Parade”. Sezon 6 – 6,33/10

Najlepsze odcinki: „Commander Pierce”, „Peace on Us”, „The Billfold Syndrome”, „Out of Gas” i „Dear Sis”. Sezon 7 – 6,64/10

Cytaty

Czasami budzę się w tym obozie wojskowym i zastanawiam się, co moja żona zrobiła z naszą sypialnią

Miłość! Wiesz, ile bylibyśmy warci bez miłości? 85 centów. Chemikalia warte 85 centów chodzące wokół bez celu!

Proszę się obudzić, ojciec Pierce’a do ciebie dzwoni.
Ojciec Pierce’a? To nie ma sensu.
Jeśli miałbym cię budzić tylko do rzeczy, które mają sens, to przespałbyś całą wojnę.

Doktor daje mi sześć miesięcy, zanim cię zamorduję

Inspekcja.
Przyjdźcie później!
Nie ma później! Przyszłość została anulowana przez Departament Wojenny.

*jest jeszcze jedno w książce „Perks of Being Wallflower„, gdzie ojciec głównego bohatera co Wigilię ogląda finał „MASH” (trwający prawie 2,5h – zebrał widownię ponad 100 milionów ludzi przed telewizorami w czasach, gdy tylko niecałe 90 milionów Amerykanów miało odbiorniki, co jest rekordem do dzisiaj), jednak w ekranizacji „Charlie” (2012) ten wątek został wycięty.

**mam wrażenie, że to pochodzi z „Różowych lat 70„, ale głowy nie dam.

***serio, miałem stetoskop w uszach i nic wtedy nie słychać, więc nawet nie próbujcie, bo widzieliście coś takiego w filmie. I nie mówcie do tego okrągłego kawałka metalu na końcu, bo to nic przyjemnego dla osoby z założonym stetoskopem. To raczej rzecz dla ludzi z Jackassa, sok pomarańczowy po myciu zębów podniesiony do kilku potęg.

****przykłady:
To jest tak łatwe, że mógłbym to zrobić z zamkniętymi oczami.
Frank, spróbuj chociaż raz z otwartymi.

Nigdy nie słyszałem, aby pacjenci na mnie narzekali!
Martwi nie mają głosu.

*****Chociaż w regularnej obsadzie byli ludzie, którzy faktycznie służyli w Korei.