MASH (1970)

MASH (1970)

25 marca 2018 Komedia 0
mash plakat
Robert Altman
Gary Burghoff
Okrutne żarty & Zdradzanie żon & Olewanie pacjentów

Pierwsza adaptacja książki Richarda Hookera z 1968 roku poświęcona życiu lekarzy w Wojnie Koreańskiej.

O różnicach między serialem i filmem napisałem w TYM MIEJSCU. Tutaj zamieszczę wyłącznie swoją opinię o pełnometrażowym obrazie jako samodzielnej produkcji.

Pod względem historii, postaci lub kreowania świata, jest to obraz tragiczny. Chociaż na ekranie jest mnóstwo bohaterów, to żaden z nich nie zapada w pamięć. Zlewają się w szare tło uproszczonych sylwetek przypominających z odległości ludzi. Nie mogę powiedzieć, aby była tu jakaś fabuła, ponieważ wydarzenia mają charakter bardzo epizodyczny (dalece bardziej niż serial!), a po drugie – w tym filmie tak naprawdę nic się nie dzieje. Przez pierwsze 30 minut nic nie zostaje osiągnięte, nawet prezentacja świata lub bohaterów, po prostu nic. Dopiero potem Frank Burns krzyczy na kolegę, więc inny lekarz daje mu w twarz – i to tyle, jeśli chodzi o pierwsze 40 minut lub więcej. Trudno jest mi napisać, żeby ten film był o czymkolwiek poza tym, że jest o lekarzach stacjonujących w obozie podczas Wojny Koreańskiej. Bez wątpienia, są tam obecni, ale nic więcej tak naprawdę nie mogę napisać. Nawet tyle, że są tam po to, aby operować na żołnierzach transportowanych bezpośrednio z pola walki. Po pierwsze, bohaterowie zdają się tym zupełnie niezainteresowani, chociaż są lekarzami. Po drugie, sam film jest tym niezainteresowany, nie pokazując nawet raz kompletnego cyklu z życia bohaterów. Nie zobaczymy rannych przybywających do obozu, nie zobaczymy wtedy, jak życie w obozie zamiera, by skupić się na ratowaniu życia. „MASH” Roberta Altmana nie jest skupiony na czymkolwiek. Zaczyna się, a potem się kończy. Na podstawowym poziomie odbioru jest po prostu odrealniony, nudny i banalny.

Powodem tego wszystkiego jest oczywiście świadome planowanie – „MASH” jest dokładnie taki jaki miał być. Miał pokazać gównianych ludzi w gównianych warunkach. Trzeba wejść nieco głębiej i odebrać całość na poziomie idei, wtedy jest to film o wymowie anty-ideowej, w której człowiek leżący na stole operacyjnym jest tylko zbiorem chemikaliów bez imienia. Jego tragedia nie ma żadnego znaczenia lub wymiaru, a ratowanie go nie jest nobliwe. Lekarze w obozie wykorzystują okazję bycia daleko od domu, żeby zdradzać żony. Okoliczności, w których się znajdują, zupełnie nie robią na nich wrażenia. Nawet nie widzimy za bardzo samej wojny ani Korei, jakby to nie miało mieć znaczenia – bo faktycznie nie ma, w końcu wojna dzieje się obok. A to, czy „obok” oznacza kilka tysięcy kilometrów albo kilka metrów, to już przecież nie robi ludziom różnicy, prawda? Dopóki jesteśmy bezpieczni. Taka właśnie jest wymowa filmu, i wiele zależy od tego, czy się z takim poglądem na ludzkość zgadzacie. Kłóci się z tym zakończenie, w którym bohaterowie skaczą z radości, gdy wracają do domu, ale cóż, tak wygląda integracja w dzieło artysty przez producentów. Albo Altman nie wiedział, co robi, ja tu tylko zgaduję – ale był artystą, więc raczej wiedział, tylko inni mu przeszkadzali.

I tyle ode mnie. Nudziłem się, oglądając „MASH” dziewięć lat temu w Warszawskim Iluzjonie, nudziłem się teraz. Wolę po prostu humanitaryzm serialu niż nihilizm filmu.