Zwariowany świat Malcolma („Malcolm in the Middle”)

Zwariowany świat Malcolma („Malcolm in the Middle”)

6 sierpnia 2014 Kino familijne 0
malcolm in the middle poster
Rodzina & Matka & Rodzeństwo

Super! Coś w stylu „Różowe lata 70-te”, tylko bohaterowie nieco młodsi.

Po I sezonie

Podstawa wydaje się banalna: bohaterem jest młody człowiek, Malcolm, chodzący jeszcze do podstawówki, mający dwóch starszych braci (Resse & Francis) i jednego młodszego (Dewey), wyluzowanego ojca (Walter White) oraz matkę-wariatkę Lois, która musi nad wszystkim panować, a na dodatek rządzi twardą ręką na pograniczu z terroryzmem. I jedynym śladem fabuły przewijającej się przez cały pierwszy sezon jest tutaj motyw wyjątkowości Malcolma, który na początku okazuje się mieć bardzo wysokie IQ i zdolności matematyczne Matyldy, więc trafi do specjalnej klasy dla utalentowanych. I ten wątek powróci w jakichś pięciu odcinkach.

A reszta to dzieci i bracia i rodzice będący dziećmi, braćmi, rodzicami. Czyli: wygłupy, psikusy, doprowadzanie rodziców do pasji, demolowanie otoczenia, bijatyki, budowanie solidarnej linii frontu przeciwko matce… Nie mogłem uwierzyć, jak bardzo ten serial jest pomysłowy, zabawny, i mi się podoba.

Po rozebraniu na części ten serial wydaje się o wiele lepszy niż „That 70’s show”, bo jest bardziej kreatywny, zróżnicowany i ma ciekawsze postaci. Każdy odcinek ma COŚ i byłem cały czas zaskakiwany. Matka wyjeżdża na parę dni, więc Malcolm z grupą geniuszy buduje… robota. Bohaterowi spada półka na łeb, poleje się krew, więc muszą jechać do szpitala… ale nie mogą użyć samochodu, bo matka zobaczy licznik i się dowie! Więc Francis zapieprza na wstecznym całą drogę. Lois znalazła spaloną sukienkę i postanowiła za wszelką cenę dowiedzieć się, które z dzieci to zrobił, zamieniła dom w obóz wojskowy, a całe starcie było natychmiast transmitowane przez telefon Akademii Wojskowej Francisa, gdzie wszyscy kadeci kibicowali młodym bohaterom… Odjazd. Jakby czerpali ze studni bez dna. Wszystko wypada bardzo naturalnie – bracia rywalizują ze sobą naprawdę, a nie, bo kamera patrzy. Dlatego wiarygodnie wypadają zarówno momenty, gdy się gonią, jak i gdy stoją ramię w ramię, jako rodzina. Żadnego numeru nie wykręcają tu celowo, to jakoś „samo” się staje – jak w rzeczywistości!

Każda z postaci się jakoś wyróżnia, nawet na drugim planie. Malcolm jest energiczny i ma genialną przed-mutacyjną chrypę, znakomicie radzi sobie z gadaniem do kamery. Resse jest brutalny, i na swój sposób dziecinny. Francis jest niebywale fajny – wszystko co kojarzy się wam z terminem „Starszy brat”, Francis to właśnie ma. Lois to charyzmatyczna wariatka, której trudno zamknąć ryj. Dewey to sympatyczne dziecko, któremu udało się jakoś to wszystko zbilansować, by oglądający nawet nie zastanawiał się nad tym i nie czuł współczucia dla niego. Widać, że bawi się razem z braćmi, nawet jeśli ci bawią się jego kosztem.

Jednak czapki z głów przed mistrzem, czyli Halem, czyli Walterem Whitem Seniorem, czyli Bryanem Cranstonem. Początek może mylić, bo wydaje się on dodany na siłę, mający z 2 sekundy na odcinek, gdy je śniadanie i czasem coś powie, ale potem się rozkręca i natychmiast zajmuje miejsce w czołówce moich ulubionych postaci filmowych. Nie mogę uwierzyć, że biały człowiek może być aż tak wyluzowany.

Na dodatek jest tu tak wiele elementów sprzedawanych jako fajne – solidarność z braćmi, z rodziną, opieranie się na tej niewypowiedzianej umowie, że trzeba wykorzystać każdą okazję, by dokopać bratu i jakoś go wykorzystać, bo on też tak zrobi… Takie poczucie sprawiedliwości i braterstwa. I właśnie w tym problem – jestem po prostu zbyt dorosły, by nie dostrzec, ile razy na odcinek próbuje się sprzedać jakąś patologię jako coś fajnego. Wiecie, policjant łapie na czymś Malcolma, prowadzi go do jego ojca, a ojciec wpieprza policjantowi i razem uciekają. I za każdym razem zabawa się kończy, a ja sobie zdaję sprawę, że to rodzeństwo w 7 sezonie zapewne będzie już należeć do mafii. I to już nie jest fajne. To mi się nie podoba. Parę razy przesadzono z tą fajnością, kilkukrotnie sprzedając jej połowiczny obraz. Kilka razy dzieciaki wykręcą taki numer, że będą się bać zejść z dachu przed matką, która wygląda, jakby miała zamiar przeciągnąć krzesło przez układ pokarmowy swoich synów – czy kara będzie pokazana? A gdzie tam. W „70’show” umieli to wyhamować. Tak Eric wymiotował po pijaku ojcu na buty i musiał posprzątać. W przypadku „Malcolma” zostaje mi tylko liczenie na to. Stąd ocena pierwszego sezonu.

Dlatego tak się rozpisałem. Następne serie mam zamiar oglądać, ale nie zakładam, by się coś zmieniło. Nadal bardzo go lubię i żałuję, że nie oglądałem go 10 lat temu. Jak już całość zaliczę, z pewnością stworzę jakieś podsumowanie, ranking ulubionych odcinków lub motywów. Może kilka słów o finale.

Najlepsze odcinki:

„Red Dress”, „Home Alone 4”, „Shame”, „Cheerleader”, „Smunday”;

Najlepsze odcinki:

„Traffic Jam (2)”;

Chcecie więcej?

Jestem akapitem tekstu. Kliknij przycisk, by zmienić ten tekst. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.