Magical Girl (2014)

Magical Girl (2014)

25 stycznia 2015 Uncategorized 0
magical girl poster
Czarny humor & Bardzo czarny humor

Więcej, proszę!

Do czego to podobne? „Magical Girl” ma konstrukcję podobną do „Love Exposure” albo „Kokuhaku„. W obu filmach jest kilku bohaterów, każdy wchodzi dopiero po jakimś czasie na scenę. Widz poznaje jej historię, charakter i dowiaduje się, w jakim konflikcie ona obecnie jest. I gdy zdaje się, że to o niej cały film będzie – środek ciężkości się zmienia. Nagle ktoś z drugiego planu zabiera głos, tamta osoba i jej opowieść zamiera w bezruchu, i okazuje się, że ta produkcja jest jednak o czymś zupełnie innym. W finale wątki splatają się w jednolitą, solidną całość. To przede wszystkim pomysłowo opowiedziana historia. O tym, że mała Alicia ma raka, nie dowiadujecie się jak z recenzji. Wyłożono to subtelnie, mrugnięciami i między wierszami. Mała prosi ojca, czy mogłaby zapalić. Bo jeszcze nie paliła. I ten po chwili wstaje i przynosi jej fajki. Następnego dnia ojciec wychodzi, ale córka woła, żeby poczekał. Więc czeka. I nic się nie dzieje, muzyczka gra w radiu, ona je śniadanie, ten stoi w progu. Więc wychodzi. I wtedy prezenter w radiu mówi, że przeczyta list, który dostał od dziewczynki chorej na białaczkę. „Pisze w niej co następuje:” – i wtedy jest przeskok, kolejna scena, widz zostaje od tego odcięty tak jak główna postać ojca. Jasna cholera, ależ mną wtedy zatrzęsło! Więcej takich filmów, proszę!

Z czego tu się śmiać?
Dosłownie pierwsza scena jest tak bardzo od czapy, że do samego końca nie wiedziałem, co ona miała znaczyć. A nawet po poznaniu zakończenia moje myśli nie są jasne. Resztę filmu rozpoczyna jednak coś innego: ojciec sprzedający książki w antykwariacie oraz córka chora na białaczkę, która najprawdopodobniej nie pożyje długo. Samotny rodzic chce sprawić córce prezent, za którym marzy. Ten jednak kosztuje prawie milion… jenów. Po przeliczeniu walut wciąż wyjdzie mnóstwo forsy – skąd to wziąć? Legalne środki szybko się wyczerpią, pozostanie… pierwszy zwrot akcji w tym filmie. Dawno się tak nie śmiałem, jak w tej scenie! To jeden z najbardziej absurdalnych, agresywnych i bezczelnych żartów, jakie w kinie widziałem w całym swoim życiu!

Jednakowoż… cóż…
Takie są fakty: ubóstwo, śmierć pierworodnej, cierpienie, rak u dziecka. To tu jest i wbija się pod paznokcie przez cały seans. I nie zatrzymuje się tuta, tylko prze dalej. Ludzie cierpią w „Magical Girl„, głównie wskutek własnych decyzji. Niektórzy tak bardzo, że reżyser nawet nie opisuje tego zbyt dokładnie, ani też nie pokazuje za wiele. Stawia na tajemnicę i zagadkę, w jaki sposób do bólu doszło, i jak dużo go było. Bohaterowie zostaną złamani psychicznie by robić rzeczy, za które będą się nienawidzić.

I na tym złomowisku rozrzucono garść humoru. Czasem są to zaskakujące symbole albo wymowne spojrzenia. Innym razem wystarczyło pokazanie czegoś wystarczająco długo, bym zaczął się z tego śmiać. Precyzyjne poczucie humoru miał reżyser i sporą wiedzę z dziedziny komedii. Jednocześnie nie będę was zapewniać, że również się ubawicie. W sumie – obejrzyjcie choćby tylko po to, by napisać mi, kiedy się śmialiście. Serio jestem ciekaw, czy może przez przypadek oblałem jakiś test na poczytalność.

I oto „Magical Girl„. Zaskakująca opowieść, do której włożono elementy przeróżnych gatunków filmowych. Jest tu horror, kryminał, dramat, a nawet czarna komedia. Brutalna opowieść o wyborach i ich konsekwencjach w przerysowanej, i równocześnie bardzo poważnej formie. Z tego nie było innego wyjścia, gdy postawiło się pierwszy krok.