Luther (2013-)

Luther (2013-)

5 maja 2018 Kryminał 0
luther
Idris Elba
Londyn & Psychopaci & Artystyczne zdjęcia

Serial trochę zbyt podobny do innych, ale wciąż na tyle sprawnie zrealizowany, że chciałem oglądać sam z siebie.

John Luther to doświadczony policjant, nieprzebierający w środkach, dokonujący wyborów, o których nikt inny nie może się dowiedzieć. Będą one za nim podążać.

Ten opis mógłby brzmieć ciekawie, gdyby nie jeden szkopuł – już to znamy, a pierwszy odcinek nie wyprowadza nas z tego błędu. John pozwala mordercy spaść w przepaść, zamiast go ratować, a w innej sprawie przełożona musi mu tłumaczyć, że nie można kogoś aresztować, bo Luther ma przeczucie. Potrzebują dowodów, a główny bohater chce to olać, bo wie lepiej. Dodać do tego pełny pasji występ Idrisa Elby, wcielającego się w postać przodującą (co kontrastuje z resztą – w scenie, kiedy żona go opuszcza, on rozwala drzwi gołymi rękoma, a ona zakrywa dłonią usta i tyle) oraz schematyczność odcinków (jeden epizod – jedna sprawa, która zostanie rozwiązana pod koniec) i mamy typowy serial kryminalny jakich wiele. Nawet styl artystyczny wpasowuje się w ten motyw – mianowicie, każdy kadr jest niezbalansowany, tak jak niestabilny jest główny bohater. Ujęcia są tak skonstruowane, żeby postać na ekranie była w kącie, z boku, albo wizualnie przyciśnięta do ściany kadru, ograniczona i osaczona. Zamysł dobry, realizacja śliczna i schludna, ale też to już gdzieś widzieliśmy. To bardzo powszechny zabieg.

Zwrot przychodzi wraz z zakończeniem pierwszego odcinka, kiedy to obiecane są pewne zmiany w schemacie. Postaci, które powinny zniknąć, będą wracać, a tym samym ich relacja z niezrównoważonym i błyskotliwym detektywem Lutherem będzie kontynuowana. Istnieje tu też coś na kształt fabuły całościowej – jak pisałem wcześniej, wybory podjęte przez bohatera będą się za nim ciągnąć. Nie ma tego wiele i raczej drugie „The Shield” z tego nie powstanie, ale to, co zobaczyłem, wystarczyło, abym chciał kontynuować seans sam z siebie – nie dlatego, że mi go polecono.

Bohater wskazuje kierunek i ton całej produkcji, dlatego nie zobaczymy tu nic zbliżonego do normalnej pracy detektywa. Twórcy wykorzystują fakt, że mają pobudliwą postać, która jest w stanie wczuć się w sytuację psychopaty, zrozumieć go i złamać, dlatego naprzeciw takich przestępców stawiają głównego bohatera. Londyn okazuje się nagle miastem pełnym seryjnych morderców oraz nielegalnych transakcji na wiele milionów, przy których wszystko musi pójść idealnie, inaczej jedna ze stron straci życie (albo przynajmniej jakąś kończynę).

Pierwszy sezon składa się z sześciu odcinków i w zasadzie wystarczy obejrzeć tylko pierwszy, piąty oraz szósty. Tutaj są najciekawsze wątki składające się nawet na całość. Otrzymujemy płynne przejście do następnego sezonu, który mogę kiedyś obejrzeć – w sumie czemu nie? Żałuję tylko, że finałowy odcinek jest tak bardzo naciągany. Pomysł na niego jest absurdalny i trudno uwierzyć, że ktoś w niego uwierzył, a potem nie jest lepiej. Genialni policjanci nie wiedzą, że coś jest ustawiane albo są zaskakiwani, że oczywista zasadzka okazuje się zasadzką.

Doceniam warsztat, chociaż trudno mi to komuś polecić poza fanami Idrisa Elby oraz kryminałów o bardziej psychopatycznych zakrętach. Jest też krótki, po czterech sezonach (będzie w tym roku piąty!) cała produkcja wciąż liczy mniej epizodów niż reszta seriali w jednym.