Powrót Króla („The Return of the King”, 2003)

Powrót Króla („The Return of the King”, 2003)

24 grudnia 2018 Opinie o filmach 0
powrot krola
Peter Jackson & Howard Shore
Sean Astin & Andy Serkis

Powrót Króla to powrót nadziei. Z każdym seansem odkrywam więcej zalet i wad, chcę wracać do tych filmów.

 

Trzecia część zaczyna się od nadziei – Sam planuje drogę powrotną, jakby osiągnięcie celu ich podróży było czymś oczywistym. Później jednak Gandalf zapytany przez Pippina o to, jakie są szanse na wygraną, odpowiada, że nigdy nie były ona duże. Nadzieja świadczyła o naiwności. Wkrótce potem przed wielką bitwą żołnierze będą niespokojni – obawiają się śmierci i są przeświadczeni, że nie mają żadnych szans na wygraną. Ich król w miejscu wielkiej przemowy dodającej otuchy tylko potwierdzi ich obawy, po czym doda: „I tak to zrobimy”. I następnego dnia wyruszą w podróż, aby wziąć udział w bitwie. Dopiero Aragorn przywróci nadzieję – obieca, że to nie jest dzień przegranej. Ogłosi, że trwa dzień walki – i jako pierwszy ruszy z mieczem na wroga. Oto tytułowy Powrót Króla – Aragorna, prawowitego następcy tronu, czyli dominujący motyw tematyczny w tym wypakowanym wątkami filmie. Pierścień z Hobbitami zmierza do swej zagłady, reszta drużyny przygotowuje się do obrony Minas Tirith, Faramir walczy o miłość swego ojca, XX udowadnia swoją wartość jako wojownik, Gollum próbuje odzyskać pierścień, a jeszcze wybranka Aragorna zacznie umierać z jakiegoś powodu. Bohaterowie będą atakować, wyzwalać, bronić i walczyć zażarcie do ostatnich sił. Uczestniczą w przygodzie swojego życia i przeżywają jej każdą chwilę.

To produkcja wielu zalet. To piękny świat, wypełniony miłością twórcy do tej krainy, ludzi ich zamieszkujących i mitów oraz legend, których życie tu się zaczęło. Każdy zdaje się tu znać każdego, każdy zakamarek i przeszłość obydwu. Wielkość, gloria i szacunek w tej lub innej formie wydają się obecne w każdym słowie poświęconym opowiadaniu o Śródziemiu. Reżyseria jest niewiarygodnie dobra – całość opowiedziana jest fenomenalnie. Jednocześnie dzieje się wiele rzeczy, ale za każdym razem wiedziano, w jakiej kolejności ułożyć kolejne ujęcie, żeby widz mógł się w tym odnaleźć. Wszystko jest na swoim miejscu, uwaga oglądającego jest utrzymana, a konstrukcja jest przejrzysta. Czy to chodzi o pokazanie bitwy, czy też pojedynczego starcia. Ten film zasługuje na analizę pod kątem tego, jak on osiąga to, co osiągnął. Wersję reżyserską widziałem tylko raz i dawno temu, ale pamiętam, że wtedy tempo całości siadało dosyć mocno. Gorzej się to oglądało po prostu. Może więc jakość wersji kinowej nie jest zasługą reżysera? Trudno rzec. Na pewno ogromna w tym zasługa ścieżki dźwiękowej, która skleja poszczególne wątki. Przejścia następują właśnie tam najczęściej, to ona przenosi motyw z jednej historii do drugiej. Wcześniej tego nie słyszałem, może to zasługa nowych głośników, ale jak teraz o tym myślę, to może to być moje ulubione połączenie ścieżki dźwiękowej z obrazem. Na równi z serialem Lost.

Tak więc tak: kocham ten tytuł za jego bogactwo motywów. Za to, jak został zrealizowany oraz opowiedziany przy pomocy obrazu i dźwięku. Kocham go za uczucie autorów, którym darzą ten świat, a które można znaleźć wszystkimi zmysłami na przestrzeni seansu.

Tak, to również produkcja wielu wad. W wielkim finale całość zostaje rozwalona logistycznie przez orły, bohaterowie są nieśmiertelni, pod kątem taktycznym ta opowieść leży. Z każdym seansem zdaje się dochodzić coś nowego – w tym przypadku nawet nie sam seans, tylko filmik z kanału CinemaWins uświadomił mi, że przecież wszyscy ci ludzie umierający w bitwach tak naprawdę nie mają pojęcia, za co umierają. Idą po prostu za królem albo są atakowani i się bronią. Tak naprawdę tylko garść osób wie, o co chodzi w tej historii – pozostali są proszeni o ślepą wiarę. Jednak każdy seans przynosi też odkrycie kolejnej zalety, tudzież przypomnienie sobie o czymś lub zrozumienie. Wcześniej nie byłem choćby świadomy, że Frodo tak naprawdę nigdy nie oddał pierścienia – stąd zakończenie i epilog (trwający w końcu cztery lata!) jest tak rozbudowany i znaczący.

Powrót Króla jest produkcją gigantyczną, w której mieści się tyle zalet i wad, że każdy podejdzie do niej inaczej. Z jednej skrajności do drugiej, przekreślić całkowicie albo pokochać bez umiaru, albo odnaleźć się gdzieś pomiędzy. I każdy będzie mieć rację. Tolkien odwołuje się do zamierzchłej przeszłości, idealizuje ją – i chcę być w krainie, gdzie ten ideał istnieje, ale też wiem, jaka była druga strona tego medalu. To opowieść podnosząca na duchu, większa niż życie i zasługująca na przekazywanie z pokolenia na pokolenie, matka wszystkich historii żyjąca w obrębie zawsze jakiejś następnej i większej – i tym samym miejscami naiwna, banalna, napuszona, patetyczna… I tak dalej, i tym podobne. Można kochać za jej zalety, można akceptować jej wady, można skreślać i gardzić całość. Jedyne obiektywne zalety istnieją tu na polu filmowym – reżyserskim, muzycznym, realizacyjnym.

Z kolei potencjał rozrywkowy jest niesamowity. Oglądam te filmy od 15 lat, znam je na pamięć w zasadzie i wciąż chcę do nich wracać. Kilka dni temu skończyłem jeden seans i już chcę wracać, w wersji rozszerzonej oczywiście. Tym razem pierwszy raz pomyślałem, że chciałbym przeczytać książki.