Lokator (Le Locataire, 1976)

Lokator (Le Locataire, 1976)

31 maja 2018 Thriller 0
Lokator
Roman Polański & Sven Nykvist & Roland Topor
Nie ma wystających rąk ze ścian, ale i tak jest olśniewająco

Thriller jednej sztuczki, który ogląda się znakomicie.

Trelkowsky wprowadza się do kamienicy. Właściciel nie jest do tego zbyt chętny, by mu wynajmować pokój, sąsiedzi również nie wydają się temu przyklaskiwać. Czy mają coś do naszego bohatera, czy też ich niechęć ma inne podłoże? Trudno powiedzieć. Dowiadujemy się za to, że poprzednia lokatorka wynajmująca pokój teraz należący do Trelkowsky’ego podjęła próbę samobójczą, skacząc z okna na dziedziniec.

Lokator” ma w rękawie dosłownie jedną sztuczkę: bohater jest oskarżany przez sąsiadów o robienie różnych rzeczy, których nie robił, przy jednoczesnym sugerowaniu przez narratora, że te oskarżenia mogą być prawdą, tylko bohater wypiera z pamięci wydarzenia. Miał nie sprowadzać dziewczyn i sąsiedzi widzieli go, jak je przyprowadzał. Miał nie hałasować, ale w nocy słychać było, jak przeszkadza zza ściany w śnie. I tak to mija aż do zakończenia, które nie przynosi jakiegoś konkretnego zwrotu akcji. Tak właściwie to przy tej powtórce mam wręcz wrażenie, że sporo rzeczy pominięto, posłużono się skrótami w celu… cóż, mogę tylko zgadywać. Może twórcom zależało na szokowaniu widza albo pozostawieniu sprawy jak najbardziej otwartą – co się zresztą udało, bo finałowe ujęcia mogą prowadzić absolutnie wszędzie i każdy może jakoś inaczej je odebrać. Jedne interpretacje działają bardziej na korzyść obrazu, inne mniej.

Jako film jest tu bardzo łatwy punkt wyjścia – interesowanie się swoimi sprawami i niewtykanie nosa w czyjeś. Co się stanie, gdy tę zasadę złamiemy? Bardzo wiele, ale chyba najbardziej istotne jest, by wizję tę reżyserował Roman Polański. Spod jego wskazówek wychodzi nie tylko historia pełna paranoicznego napięcia, ale też cudowne wizje rozgrywające się ponad tym światem i jego wymiarem. Historia czy bohaterowie są tu mniej lub bardziej typowi, ale wizualizacja tych zdarzeń niemożliwych jest w tej produkcji najciekawsza. To dla nich się ogląda, o nich się pamięta. Szczególnie tę, w której wyjaśnia się, czemu Polański obsadził samego siebie w głównej roli. Urocze!

Kiedyś uważałem to za najlepszy tytuł Polańskiego. Dzisiaj stawiam już inne tytuły, ale „Lokator” wciąż wysoko sobie cenię i z przyjemnością do niego po latach wróciłem. Wiele też zależy od tego, jak widz odbierze zakończenie, ale o tym już poniżej.

Spoilery!

Najlepszą chyba wersją dla filmu jest ta z czyśćcem. Możliwe, że to jest interpretacja prawidłowa, w którą to twórcy celowali, tego nie wiem – ale chyba najlepiej pokrywa się z całym filmem. W zakończeniu najwyraźniej okazuje się, że bohater robił wszystkie te niemoralne rzeczy i teraz przeżywa karę za nie, raz za razem, bez możliwości ucieczki lub zmienienia czegokolwiek. On może ewoluować i stać się kimś innym, lepszym, ale otoczenie nadal traktuje go jako osobę, która robiła wszystkie te rzeczy i odmawia traktowania go inaczej (motyw podawania mu w kółko tego samego w kawiarni). Możliwe więc nawet, że to nie tyle czyściec ile piekło w całej swojej okazałości, wieczna kara powtarzana raz za razem. Potężna wizja, na samą myśl chce się krzyczeć tak jak główny bohater. Za to piąta gwiazdka w mojej ocenie, ale są inne interpretacje, prostsze, za które chciałem oceniać niżej, ale nie jestem jeszcze pewny, czy wersja z czyśćcem/piekłem pokrywa cały film, czy też jest jakiś fragment, który pozostaje niewyjaśniony.