List („The Letter”, 1940)

List („The Letter”, 1940)

18 czerwca 2018 Drama 0
list
William Wyler
Bette Davis
Plantacje & Pot & Książyc

Porządny film noir z wybornym zakończeniem tak wielowymiarowym, jak wyjście księżyca zza chmur. Warto!

Pierwsze sceny powiedziały mi, że oto mam przed sobą tytuł, który wie, jak powinien zostać opowiedziany – oto długa jazda kamery pokazująca noc na pewnej posiadłości. Ludzie śpiący, kilku czuwających, tu i tam różne drobiazgi przykuwają naszą uwagę – aż pada odgłos wystrzału! Jeden za drugim, z posiadłości wypada mężczyzna i upada na frontalnych schodkach. Za nim podąża kobieta, kontynuując opróżnianie w niego magazynku. Wszyscy wokół stają na nogi i podbiegają sprawdzić, co się dzieje. Gdy magazynek jest pusty, kobieta wraca do wnętrza i prosi, by posłać po jej męża. Ten przybiega i słucha opowieści o tym, co się stało – i dlaczego. Zamiast jednak prostego monologu mamy rozmowę, słuchacze reagują na słowa kobiety, która właśnie zabiła człowieka. Ten ją napadł, musiała się bronić. Wciąż jednak będzie oskarżona o morderstwo, dojdzie do rozprawy w sądzie. Czy uda się to udowodnić?

Potem przychodzi środkowa część filmu, kiedy to dowiadujemy się o istnieniu tytułowego listu. Zależnie od tego, czy jest prawdziwy lub nie, mógłby on rzucić podejrzenie na główną bohaterkę i wiarygodność jej zeznań. I to wszystko – dzisiejszy widz jest raczej przyzwyczajony do większej liczby wątków, mylenia tropów i większej liczby poziomów, na których taka historia będzie się rozgrywać. „List” daje nam tylko tyle – wybór między dwoma możliwościami. Z tego powodu napięcie nieco opada w kolejnych scenach, ta prostota nie zestarzała się dobrze.

Koniec jednak przynosi pewien zwrot akcji, swoistą „trzecią możliwość„, ale nie to jest najlepsze. Otóż na kilka ostatnich minut bohaterowie milkną. Dowiadujemy się prawdy o wszystkim, postaci rozchodzą się, księżyc zachodzi, wszystko zapada w mrok, skrywając przeróżne rzeczy – w milczeniu, w spojrzeniach i ponurym wycofaniu się, przegranej i głębokim przekonaniu o stracie tak wielowymiarowej, jak wyjście księżyca zza chmur. Zakończenie tak wyborne, że niemal zasługujące na dużo lepszy film go poprzedzający! Pod pewnym względem nawet powinno tak być, bo po dowiedzeniu się prawdy zostajemy z wieloma pytaniami, na które już odpowiedzi nie poznamy.