L’animale (2018)

L’animale (2018)

10/12/2018 Opinie o filmach 1
lanimale
Czy oni użyli chociaż raz smartfonu?

Nastolatka próbuje się zdecydować, czy chce chodzić ze związanymi włosami przez całe życie. „Americal Beauty” dla studentów.

W tej austriackiej produkcji bohaterką jest Mati – dziewczyna zaraz kończąca szkołę… I wiele więcej zdradzić nie mogę, ponieważ to jest typowa produkcja coming-of-age. Przez to potrafię spojrzeć na ten tytuł i domyślić się, za co będą go krytykować ludzie zmęczeni wspomnianym gatunkiem – podobnych bohaterów przeżywających podobne historie już parę razy widzieliśmy. Sukces L’Animale polega na tym, jak dobrze tę historię opowiada.

To jeden z tych tytułów, na które można spojrzeć do tyłu i w pełni docenić, kiedy już pozna się całość. Jak już pozna się zamysł pani reżyser, wtedy te pierwsze sceny, pozornie nic nie mówiące, nagle okazują się przemyślane i istotne. Na samym początku widzimy główną bohaterkę przeglądającą się w lustrze; od tyłu podchodzi do niej matka i rozwiązuje jej ciasno związane włosy, po czym mówi, że tak jest jej lepiej. W kontekście filmu okazuje się, że obejrzeliśmy właśnie motyw przewodni całej produkcji.

Mati, jak każda znana mi dziewczyna w wieku nastoletnim, woli towarzystwo chłopaków. Wizualnie upodobania się do nich, wolny czas spędza z kolegami na jeździe motorowerami i typowym siedzeniu na ławce z butelką w ręku. Trudno powiedzieć, czy z tego powodu została odrzucona przez koleżanki, czy też nie chcą jej znać już od dawna. Faktem jednak jest, że są dla niej przykre – i to nie tak, jak chłopcy są zazwyczaj niemili wobec siebie nawzajem. Wybór między noszoną fryzurą jest przedłużeniem konfliktu o wiele większego. Mati decyduje w ten sposób, kim chce być i z kim chce być – ale nie w sensie romantycznym!

Twórcy zadbali o to, aby Mati faktycznie miała wybór. Najlepsza scena ma miejsce zaraz po tym, jak nasza bohaterka dokonała rewanżu na pewnej dziewczynie, która ją opluła – poprzez napadniecie jej w grupie w ciemnym tunelu i splunięcie jej na twarz. Potem Mati odjeżdża, by w następnej scenie pomagać swojej mamie w przychodni weterynaryjnej. I kto przychodzi ze swoim kotem? Dziewczyna, którą Mati opluła! Napięcie jest autentyczne – dramaturgia ma miejsce w spojrzeniach między dziewczynami: rozpoznały się, ale nic nie mówią. Pomiędzy nimi jest mama Mati, która widzi, że coś się dzieje, ale nic nie może zrobić. Wtedy jednak wychodzi na wierzch inna strona osobowości naszej protagonistki – i ta opluta dziewczyna jest na tyle mądra, by ją dostrzec. To kolejny wybór, przed którym stoi bohaterka. Do tej pory jej zachowanie było determinowane przez otoczenie – co w sytuacji, kiedy jej otoczenie jest różnorodne? Będzie musiała opuścić bariery i się określić.

Nie jest to tytuł bez wad. Ludzie zmęczeni gatunkiem zapewne odbiją się mocno od tej produkcji, jej zakończenie niczym nie zachwyca, ponadto w połowie seansu dowiadujemy się, że jedna z postaci zapewne jest homo, przez co całe L’animale staje się queer cinema bez żadnego powodu… Ten wątek zresztą też z grubsza zmierza donikąd. Ja jednak oglądałem z pozycji miłośnika coming-of-age i w ten sposób byłem pod wrażeniem realizacji mnóstwa szczegółów. Uwierzyłem w bohaterkę i jej podróż. Obejrzałem i będę ciepło wspominać ten tytuł.